Trwa już kolejny tydzień nowego, 2010 roku. Być może część z nas, jak co roku, albo wreszcie, postanowiła sobie coś postanowić. Bo to taki dobry okres, skończyło się stare, zaczyna się nowe. Zatem można ten okres wykorzystać, żeby samemu zmienić coś na nowe. I kiedy tak ulegamy temu urokowi deklaracji przed samym sobą, przychodzi mi na myśl pytanie: ile z tego zrealizujemy? Bo pamiętam, że na początku semestru wspólnie z przyjacielem deklarowaliśmy chęć do chodzenia na wykłady, ale wraz z upływem tygodni, i kolejnych zjazdów, nasz entuzjazm malał. Sądzę, że też tak jest z noworocznymi postanowieniami. Szybko i stanowcza się pojawiają, ale delikatnie i trwale ulatują, nie wszystkie zapewne.
czytaj dalej


