Jak dobrać wspólnika?

spółki

„Mówiły jaskółki, że niedobre są spółki” – twierdzi przysłowie. Co zrobić, aby nie były aż takie złe? Przede wszystkim dobrze się zastanowić. Ale gdzie szukać wspólnika i czym się kierować przy jego wyborze? Sprawa nie jest wcale taka prosta. O opinię w tej kwestii poprosiliśmy: Artura – współwłaściciela spółki wdrażającej rozwiązania Microsoft, Klarę i Rafała – byłych współwłaścicieli różnych serwisów internetowych, Hannę – właścicielkę agencji PR, Marcina – byłego współwłaściciela agencji reklamowej, Łukasza – właściciela firmy z branży narzędziowej i Michała – byłego współwłaściciela spółki z branży muzycznej.

 

Dlaczego potrzebujemy wspólnika?

Nie zawsze chcemy i możemy prowadzić działalność samodzielnie. „Masz pomysł – i proponujesz spółkę osobie, która się na tym zna, na przykład od strony technicznej” – mówi Łukasz i dodaje: „Najlepiej, jeżeli jest to osoba z kapitałem, a spółkę tworzą 2 osoby, które są w stanie zainwestować te same środki i przyjąć odpowiedzialność za zobowiązania zaciągnięte przez spółkę.”

Z kolei Michał twierdzi, że prowadzenie biznesu to często bardzo samotne zajęcie: „Czasami potrzebujemy kogoś, kto razem z nami stawi czoła wyzwaniom tego świata, przyjaciela w biznesie. Czasami potrzebujemy kompetencji, których nie mamy, innym razem zasobów – tyle historii, co spółek, ale generalnie wspólnik ma mieć coś, czego my sami nie mamy.”

„Po co szukamy wspólnika? Bo potrzebujemy, aby wspólnik nas dofinansował albo przyniósł rynek, albo też potrzebujemy uzupełnienia i odciążenia w codziennej pracy.” – mówi Marcin. Podobnego zdania jest Hanna. Z kolei Rafał potrzebował wspólników nie tylko po to, żeby dzielić obowiązki, ale również po to, żeby nawzajem się inspirować.

Spółka może być dla nas sporą szansą, ale też zagrożeniem. Jak mówi Artur: „Wspólnik jest niczym małżonek lub małżonka. Razem prowadzicie wspólny interes, który ma być drzwiami do wspólnego stworzenia czegoś, co zagwarantuje stabilność finansową, pozwoli zrealizować plany i marzenia oraz zaplanować przyszłość. Jak w małżeństwie, należy mieć do siebie bezwarunkowe zaufanie, bo tylko ono pozwoli na prowadzenie dobrego biznesu. Każdy ze wspólników musi wiedzieć, dokąd firma ma dojść za rok, 3 lata, 5 lat, ale również mieć ogólny pomysł, co dalej.”

Po co zatem szukamy wspólnika? „Szukałam wspólnika nie dla pieniędzy, tylko takiego który może wnieść swój wkład pracy” – mówi Klara. „Bo nie mamy wszystkich potrzebnych umiejętności – szczególnie technicznych – stwierdza Łukasz i dodaje – „Warto zastanowić się, jakie umiejętności ta osoba wniesie do firmy. Nie zakładajmy spółki z osobą, która ma tylko pomysły, które nie są poparte żadną wiedzą.”

 

Gdzie szukać wspólnika?

Niewiele spółek powstało na skutek odnalezienia się wspólników przez ogłoszenie w Internecie czy gazecie. Gdzie zatem znaleźć wspólnika? Jak mówi Michał: „Wszędzie. Albo nie szukać wcale, tylko dać się znaleźć.” Artur twierdzi, że „Raczej ciężko znaleźć kogoś „z ulicy”, kto zostanie naszym wspólnikiem. Ale wspólnika należy szukać wszędzie – wśród współpracowników w obecnych firmach, wśród znajomych o podobnych zainteresowaniach i celach, z polecenia, a po jakimś czasie, gdy nabierzemy zaufania, możemy rozpocząć współpracę.”

Zazwyczaj potencjalnego wspólnika szukamy wśród znajomych. Jak mówi Klara: „Wspólnika wybierałam spośród znajomych, z którymi utrzymywałam kontakt i z którymi lubiłam przebywać. Właściwie to z każdym z nich już wcześniej pracowałam, ewentualnie pracował z nim mój mąż. Jednym z moich wspólników był też kolega, który był moim podwładnym przez 4 lata”. Podobnie zrobił Rafał, który do współpracy zaprosił osoby, z którymi pracował.

Łukasz założył spółkę ze swoimi klientami, jak sam wspomina: „to moja wiedza techniczna popchnęła ich do tego, żeby mi zaproponować, abym został ich wspólnikiem”. Podobnie zrobiła Hanna, która zaproponowała wspólny biznes swojemu byłemu klientowi, który był zachwycony jej kompetencjami.

Gdyby jednak Łukasz ponownie miał szukać partnera do prowadzenia spółki, na pewno nie szukałby go w rodzinie: „Powinniśmy unikać rodziny z prostej przyczyny – bo pojawiają się inne pobudki niż biznesowe, bo członkowie rodziny pozwalają sobie na więcej, bo w efekcie ryzykujesz nie tylko to, że ci nie wyjdzie w biznesie, ale też ryzykujesz relację z osobą z rodziny, z którą jednak fajnie by było mieć kontakt do końca życia.” Bardzo mocno zastanowiłby się też przed założeniem spółki z osobą z polecenia znajomych. Jego zdaniem – podobnie jak w przypadku Klary czy Rafała – najlepiej działają spółki osób, które już ze sobą pracowały.

Z kolei Marcin szukał wspólników wśród sprawdzonych znajomych. Co to jednak znaczy – sprawdzony znajomy?

 

Jak sprawdzić wspólnika?

Wszyscy mówią o tym, że wspólnik powinien być osobą sprawdzoną. Klara dodaje: „Najlepszy sposób na sprawdzenie wspólnika to popracować z nim wcześniej przez dłuższy czas”. Z tym podejściem zgadza się Michał: „Najlepiej sprawdzić przyszłego wspólnika w praktyce, na mniejszym wspólnym projekcie i powoli wchodzić we współpracę”.

Z kolei Łukasz twierdzi, że „warto zweryfikować informacje z ostatnich 3 lat – czy i w jakie spółki wchodził, jak się rozstał z poprzednimi kooperantami.”

Marcin dodaje: „Powinniśmy zrobić wywiad, poszukać informacji jaką ma historię, jakie ma sukcesy i rekomendacje.” „Uważajmy z tymi sukcesami – dodaje Łukasz – bo często dowiadujemy się, że nasz potencjalny wspólnik coś zrobił, a nie wiadomo kim to zrobił, co zrobił i czy na pewno to on jest ojcem tego sukcesu”.

Dlaczego nie zawsze udaje nam się zrobić wywiad o przyszłym wspólniku? Jak mówi Hanna: „Czasem próbujemy podpytywać znajomych naszego kandydata na wspólnika o jego poprzednie spółki – a w odpowiedzi słyszymy od owego kandydata, że go rzekomo inwigilujemy i że przecież wszystko zawsze było super”.

Michał dodaje: „Gwarancji nigdy nie mamy, bo w życiu różnie bywa – ludzie bardzo niechętnie się dzielą właśnie tym, co do tej pory było problematyczne i w przyszłości może wywołać największe problemy.”

„Boimy się, że wyjdziemy na nieufnych i na nieprofesjonalnie podejrzliwych i tym samym narazimy się na śmieszność, a przecież zależy nam na tym upatrzonym przez nas wspólniku”. – podsumowuje Marcin.

 

Jaki powinien być wspólnik?

„Wspólnik powinien być normalny – mówi Klara i dodaje – sympatyczny, bez odpałów, taki, żeby dało się z nim pracować na co dzień.” „Przed wszystkim uczciwy.” – dodaje Hanna. Z tym podejściem zgadza się również Michał: „Powinien być uczciwy, powinien komunikować otwarcie tematy, które mogą mieć wpływ na firmę i dać drugiej stronie szansę na przygotowanie się do problemów, które mogą się pojawić. No i oczywiście powinno się z nim dobrze pracować – to powinien być ktoś, kto powoduje, że chce nam się rano wstać i iść do biura.”

Jak mówi z kolei Marcin: „Pod uwagę powinniśmy wziąć dwa obszary: osobowościowy i kompetencyjny. Ważne jest, by przyszli wspólnicy nie znajdowali się osobowościowo na dwóch różnych biegunach. Z kolei kompetencje powinny być komplementarne – czyli uzupełniające się. Reasumując – sprawdzą się wspólnicy o podobnej osobowości i różnych kompetencjach”

Natomiast Artur twierdzi: „Wspólnicy nie muszą mieć takich samych poglądów na życie ale muszą mieć takie same poglądy na interesy, szczególnie na to, w jaki sposób te interesy należy prowadzić i mieć wspólnie wytyczoną strategię.”

Łukasz z kolei wskazuje na to, że przy doborze wspólnika najlepiej jest, gdy wszyscy będą na podobnym poziomie wiedzy i będą w stanie przejąć od siebie nawzajem obowiązki. Jednocześnie zwraca uwagę na różnice osobowościowe: „U nas w firmie spotkały się 3 różne osobowości. Mieliśmy różne poglądy na podstawowe rzeczy. Jeden z nas chciał robić wszystko jak najmniejszym kosztem, drugi – nie był w stanie przyjąć krytyki, a trzeci – lubił ryzyko i duże, czasochłonne projekty. To nie wypaliło.”

Jaki zatem powinien być wspólnik? Dla Rafała – przede wszystkim bardzo zaangażowany, trzeźwo patrzący na biznes i pracowity. Podobne zdanie ma Hanna. Z kolei według Łukasza, dobry wspólnik to osoba, która znamy i wiemy, czego się możemy po niej spodziewać, wiemy jak pracuje, ale ważne jest również zaangażowanie i umiejętności. Jednak najważniejsze jest, by już na samym początku współpracy ustalić jej zasady.

 

Reguły spółkowania

Jak mówi Michał: „Zasady działania powinny być już na starcie jasno określone, ale również stale sprawdzane – tak, aby wszystkie strony wiedziały na czym stoją”.

Dla Klary najważniejsze są niepisane reguły współpracy: „Najważniejsza jest szczerość. Bardzo ważne jest również, by niczego nie ukrywać, a w momencie, gdy coś może pójść nie tak – by jak najszybciej o tym uprzedzić”

„Na etapie start-upowania jedyna szansa powodzenia projektu to maksymalne zaangażowanie wspólników i maksymalny wkład pracy, który jest w danym momencie potrzebny – bez patrzenia na ręce drugiej stronie. Prawdopodobnie właśnie dzięki temu udało nam się odnieść sukces” – mówi Rafał

„W prowadzeniu biznesu należy ustalić wspólne reguły gry – kto za co odpowiada, jakie są prace do wykonania i priorytety. Jeśli wiadomo, że jeden ze wspólników odpowiada za rozwój biznesu to drugi powinien być odpowiedzialny za część operacyjną. Są to tak skrajne elementy działalności, ze ciężko je ze sobą łączyć. W przypadku większej ilości wspólników łatwiej jest podzielić i egzekwować między sobą zadania.” – mówi Artur.

„Ważny jest jasny status spółki – wynagrodzenie, zysk, wkład pracy – mówi z kolei Łukasz i dodaje – wspólnicy powinni wspólnie określić cele – w tym na przykład co powinien robić właściciel i jakie pieniądze powinien z tego mieć. Powinno tez zostać jasno określone na jakich zasadach następuje rozwiązanie spółki. Wspólnicy powinni też ustalić co robią z zyskiem z działalności firmy”.

Oprócz reguł codziennego funkcjonowania warto również ustalić zasady współpracy w nieoczekiwanych okolicznościach – typu śmierć jednego ze wspólników. Jak dodaje Łukasz „Warto przewidzieć wszystkie scenariusze – na przykład co się dzieje, jeżeli zostaniemy z mocno rozchorowanym wspólnikiem, który nie będzie w stanie pracować? Takie skrupulatne określenie możliwych rozwiązań pozwoli na zmniejszenie ryzyka już na samym starcie.”

 

Czy wspólnicy się kłócą?

„Oczywiście – mówi Michał –  jak się nie kłócą to znaczy, że nie rozmawiają, a to z kolei oznacza, że problemy będą nabierały mocy z czasem. Ważne, żeby się szanować, a nie we wszystkim zgadzać.”

„Dobrze jest, jeśli wspólnicy traktują się po przyjacielsku, wtedy relacje biznesowe wchodzą na wyższy poziom i łatwiej jest przedyskutować drażliwe kwestie. Jednocześnie kłótnie i dyskusje są częścią biznesu – o ile poparte są merytorycznymi wypowiedziami i poglądami. Szczery i merytoryczny feedback przyda się każdemu.” – twierdzi Artur. Podobne poglądy ma Rafał: „Spółka może przeżywać lepsze i gorsze chwile, a w trakcie tych gorszych czasami dochodzi do spięć. Warto nie traktować ich jako zarzewia poważniejszego konfliktu, tylko wyciągać z nich wnioski”.

Klara nie kłóciła się ze wspólnikami. Podobnie wspomina Łukasz: „Myśmy się nie kłócili, bywało, że człowiek był wkurzony, ale nie dochodziło do spięć, chociaż czasem naprawdę brakowało już słów.” Takie same doświadczenia ma Hanna: „Myśmy się raczej nie kłócili, chociaż sporadycznie wysłaliśmy do siebie niemiłe maile. Problemy były jednak na ogół zamiatane pod dywan, dzięki czemu atmosfera w firmie była znośna.'”

 

Kasa, kasa, kasa…

Jak często powodem spięć bywają sprawy finansowe? „Kasa jest ważna – mówi Michał – bo bez niej nie ma biznesu. W spółce w której byłem, to ja dawałem kasę i jak się po pewnym czasie okazało, większość pracy. A wspólnik głównie brał kredyty na spółkę … z tego powodu szybko skończyła się nasza przygoda.”

Z kolei Klara wspomina: „Ewentualnych problemów nie stwarzała kasa, tylko brak zaangażowania”. O pieniądze w swojej spółce nie kłócił się również Rafał: „Wiadomo było, że zarówno przychody, jak i koszty dzielimy po równo, a po sprzedaży serwisu dochód zostanie podzielony pomiędzy wszystkich jego właścicieli – i wszystkich to nakręcało do dalszego działania. Bardzo ważna też była niezależność finansowa każdego z nas na etapie rozwijania biznesu – co pozwoliło uniknąć frustracji spowodowanej brakiem bieżących dochodów.”

„U nas sprawa była jasna – mówi Hanna – pracujemy wspólnie i zyski dzielimy na pół. W momencie, gdy to mój były wspólnik pozyskał więcej klientów – przestało mu to odpowiadać.”

„U nas z kolei nie było wiadomo, kto odpowiada za finanse. W momencie gdy przyszło do podliczenia – okazało się, że nie wiemy na czym stoimy. Każdy miał też inną wizję jak gospodarować pieniędzmi” – mówi Łukasz.
Problemy z pieniędzmi często zaczynają się w momencie rozwiązywania spółki. Jak mówi Hanna: „Na koniec byli wspólnicy często próbują stawiać drugą stronę pod ścianą i naciągać na dodatkowe koszty, na przykład pod groźbą zmiany dotychczasowych, wspólnie wypracowanych ustaleń.  Trzeba mieć oczy dookoła głowy – i wsłuchać się w rady przyjaciół, którzy są w stanie spojrzeć na pewne sprawy z zewnątrz”.

 

Jakich wspólników nie wybierać?

„Najgorszy wspólnik to wspólnik niezaangażowany” – to samo twierdzenie pada z ust zarówno Klary, jak i Rafała. Brak zaangażowania to gwóźdź do trumny spółek. Jak mówi Hanna: „Mój wspólnik był bardzo zaangażowany – przede wszystkim w szukanie możliwości wyjazdu na dziesiąte wakacje w roku i w to, co ja jeszcze mogłabym zrobić dla spółki pod jego nieobecność.” Jeden ze wspólników Łukasza był z kolei zaangażowany na przykład w granie w gry w trakcie pracy. „Jednak, gdy ja – zmuszony sytuacją rodzinną zmniejszyłem swoje zaangażowanie, by było proporcjonalne do zaangażowania pozostałych wspólników – pożegnaliśmy się.” – wspomina Łukasz.

„Zły wspólnik to taki, który ciągnie w dół – mówi Marcin i dodaje – taki wspólnik nie motywuje, a demotywuje.”

Dla Artura z kolei sprawa nie jest aż tak prosta: „Jest to kwestia bardzo indywidualna. Z mojej perspektywy unikam osób, które lawirują wśród poruszanych tematów, jak zrobić, aby się nie narobić. Szukają z każdej możliwej strony okazji do przyłączenia się do projektu ale bez dawania z siebie. Unikam też osób, które są niezdecydowane i boją się każdego kroku. Niestety nie są to dobrzy kandydaci na wspólników.”.

Jeszcze inny przykład złego wspólnika podaje Hanna: „Bywają wspólniczki-furiatki – a nie każdy potrafi wytrzymać trzaskanie drzwiami, wrzaski na pracowników i wieczorne telefony z pretensjami, w których nie wiadomo o co chodzi.”

Z kolei Łukasz zwraca uwagę na inne aspekty złych wspólników: „Unikajmy osób z dużym obciążeniem finansowym, złą opinią na rynku i osób, których nie możemy prześwietlić, czy chociażby porozmawiać z ich znajomymi.” Czyli – mówiąc krótko – niesprawdzonych. A dlaczego warto uważać na wspólników z dużymi obciążeniami finansowymi? Klara twierdzi, że lepszy jest taki wspólnik, który nie musi zarabiać kroci już od początku prowadzenia biznesu. Jak wyjaśnia Łukasz: „Jeżeli osoba dołącza do firmy z pewnymi, często niemałymi oczekiwaniami finansowymi, a zostają one zaspokojone dajmy na to w połowie, to może podejmować bardziej ryzykowne decyzje, tak zwane „skoki na kasę”, albo też nie będzie się angażować.” Co zatem robią wspólnicy, których oczekiwania finansowe nie są spełnione? Część wkłada więcej wysiłków, aby spółka przynosiła większe przychody, część szuka dochodu na zewnątrz, nie zawsze informując wspólnika o swoich działaniach.

 

Tylko spółka – czy coś jeszcze?

Dla Rafała nie jest ważne czy wspólnicy pracują wyłącznie w spółce: „Sukces nie jest zdeterminowany przez to, czy wspólnicy pracują wyłącznie na rzecz spółki, czy dodatkowo na zewnątrz, ważne natomiast jest, by proporcje między wspólnikami zostały zachowane – czyli albo oboje pracują wyłącznie w spółce, albo oboje realizują jeszcze dodatkowe działania. Absolutnie niezbędna jest natomiast wzajemna transparentność działań.”

Tej transparentności czasami brakuje, jak mówi Hanna: „Jeżeli mamy pracować, to pracujmy, a nie symulujmy na przykład choroby dziecka, po to, aby w tym czasie za plecami wspólnika świadczyć usługi innej firmie – oczywiście prywatnie, nie przez spółkę”. Podobnego zdania jest Łukasz: „Jeżeli jeden wspólnik poświęca cały czas dla spółki, to drugi nie powinien wykonywać pracy na boku.”

„Każdy ze wspólników musi grać do tej samej, wspólnej bramki i nie może pozwolić sobie na rozdrabnianie jakimiś błahostkami dookoła głównej działalności  – takimi jak na przykład dodatkowe prace. Albo robimy jedno i dobrze albo rozdrabniamy się i nic nie będzie wychodzić z należytą dokładnością. Jeżeli któryś ze wspólników będzie prowadził dodatkowe interesy, to albo będzie wykorzystywać wspólną działalność do zwiększania zysków ze swoich interesów, albo nie będzie się zupełnie przykładał do pracy.” – mówi Artur i dodaje: „Jedną ze spółek którą posiadałem musiałem zamknąć ponieważ wspólnik okazał się być osobą, która w trakcie prowadzenia biznesu załatwiała swoje prywatne sprawy wykonując dodatkową sprzedaż ale zupełnie prywatnie zamiast do wspólnego interesu.”

Alternatywny punkt widzenia przedstawia Marcin: „Moim zdaniem nie ma czegoś takiego jak monogamia biznesowa, jak masz kasę to ją inwestujesz tam, gdzie wyciągniesz z tego większą kasę”. A co z czasem poświęconym pracy na rzecz spółki? Marcin obrusza się: „A masz w umowie spółki określone godziny pracy? Ważne są cele biznesowe krótko- i długofalowe. Możesz nawet spać pół roku, jeżeli po wstaniu 1 kliknięciem potrafisz zrobić coś, co zapewni sukces i osiągnięcie celu”. Według Marcina wspólnik może działać w kilku biznesach na raz jeżeli tylko nie kolidują ze sobą w taki sposób, że prowadzą do nieetycznego działania wspólnika lub zaniedbywania jego zobowiązań.

 

Dlaczego rozwiązujemy spółki?

Rafał i Klara nie rozwiązywali swoich spółek, tylko je spieniężali – stąd nie mają doświadczenia odnośnie powodów rozstawania się wspólników.

„W przypadku jednej z moich spółek okazało się, że wspólnik nie miał na tyle czasu, chęci, aby spółkę ciągnąć. Lekkość bytu i brak odpowiedzialności za działania spowodowały zamknięcie działalności.” – mówi Artur.

Podobne doświadczenia ma Michał: „Najczęściej okazje się, że osoba, z którą pracujemy nie jest tym, z kim wydawało nam się, że wchodzimy w spółkę. Czasem spółka zaczyna rozmijać się z naszymi potrzebami i wyobrażeniami. Ja swoją rozwiązałem, aby chronić swoje zasoby przed wspólnikiem, któremu się wydawało, że wie jak zarządzać finansami, a tak naprawdę generował koszty, odsuwając termin spłaty kredytów w czasie, jednocześnie zaciągając nowe kredyty i powiększając zadłużenie.”

Łukasz z kolei wspomina: „Bardzo długo miałem wrażenie, że dzięki swojemu zaangażowaniu generuję znaczną większość przychodów. W momencie kiedy zmniejszyłem swój wkład pracy zaczęły się pretensje i spięcia.  W końcu pojawiło się pytanie: ‚jeżeli nie przynosisz takich pieniędzy jak wcześniej, to po co nam jesteś?'” W podobnej sytuacji została postawiona Hanna: „Zaprosiłam do bardzo dobrze prosperującego projektu osobę, która miała się zająć przede wszystkim pozyskiwaniem klientów. Niestety, mój wspólnik, gdy już nauczył się działać w tym biznesie, podjął decyzję o rozwiązaniu spółki i dokonaniu cesji umów ze wszystkimi pozyskanymi przez siebie firmami na swoją działalność.”

Według Marcina spółkę się rozwiązuje, gdy wspólnicy mają różne cele, gdy się nie dogadują, gdy nie ma koniunktury lub gdy spółka zaczyna przynosić straty. Łukasz dodaje, że kłopoty często pojawiają się również wtedy, gdy spółka generuje za dużo przychodów – i pojawiają się większe pieniądze.

 

Czy wszedłbyś w spółkę raz jeszcze?

„Nie czuję takiej potrzeby” – mówi Rafał i dodaje – „jednak w przypadku szczególnie interesującej perspektywy byłbym skłonny podjąć takie wyzwanie”. Podobnego zdania jest Hanna: „Ze spółkami jest jak z małżeństwami – kolejna spółka, tak jak kolejne małżeństwo – to triumf nadziei nad doświadczeniem. Nie odżegnuję się od pomysłu posiadania w przyszłości wspólnika, ale też nie będę go szukać.” Spółkę z małżeństwem porównuje również Klara: „Czasem dobrze jest mieć kogoś, komu można zaufać i na chwilę odpocząć. Stąd – w przypadku zaangażowanego wspólnika – spółka to dobra opcja.” Z kolei Michał twierdzi, że: „Bywa i tak, że wszystko na logikę wygląda dobrze, ale intuicja mówi co innego. Jeśli jest cień wątpliwości – nie wchodźmy w spółkę.”

Przed spółką zdecydowanie bronił się Łukasz: „Jestem przeciwnikiem spółek. W wielu branżach, biorąc wspólnika, wychowujemy sobie konkurencję, która wie o nas wszystko i tylko od poziomu etycznego takiej osoby zależy, co z tą wiedzą zrobi”.

Czy warto zatem działać razem – czy lepiej osobno? Gdzie szukać wspólnika? Jakiego wspólnika wybrać – a jakiego pod żadnym pozorem nie wybierać? Ufać intuicji, czy pytać ludzi? Na jakich zasadach współpracować? Jak minimalizować ryzyko? Czy wyłuszczać swoje racje, czy zbywać problemy milczeniem? Jak dzielić przychody, a jak obowiązki? Jak pokazują byli i obecni współwłaściciele spółek – niestety nie ma tu jednej uniwersalnej recepty na sukces.

A jakie są Wasze historie? Przysyłajcie je mailem na redakcja@topmenedzer.pl

Redakcja Topmenedzer

Redakcja serwisu topmenedzer.pl

Sprawdź też...

6 Responses

  1. Remigiusz Nowiński pisze:

    Bardzo dobry i odważny artykuł, w końcu ktoś opowiedział o spółkach od tej mniej przyjemnej strony. Dziękuję,

    [Odpowiedz]

  2. Jarek pisze:

    Zdanie Hanny i Klary podoba mi się najbardziej . Chętnie nawiązałabym mimi współpracę w branży PR.

    [Odpowiedz]

  3. Ewa pisze:

    Następnym razem zróbcie wywiad z kimś, kogo wspólnik przewalił na kasę. albo generalnie tekst o nieuczciwych wspolnikach.

    [Odpowiedz]

  4. Waldi pisze:

    Nie mam co prawda doświadczenia w temacie….. sam prowadzę działalność …. i tak pozostanie….. po przeczytaniu artykułu 🙂 Rodzice mówili : „Powiedziały jaskółki, że niedobre są spółki”. Również odniosę się do tekstu powyżej…. nauczysz wspólnika….a on będzie kręcił na boku…. To na prawdę musi być mocno zaangażowana i zaufana osoba. W dzisiejszych czasach …….. ciężko policzyć na palcach jednej ręki….. niestety…

    [Odpowiedz]

  5. Katya pisze:

    Niby nie dobre spółki, a praktycznie każda większa firma to spółka … więc coś w tym jest.

    [Odpowiedz]

  6. Tsj pisze:

    Świetny artykuł. U mnie potwierdziło się to, że najgorszy wspólnik to wspólnik niezaangażowany.

    [Odpowiedz]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *