Cała prawda o Facebook marketingu

facebook-logo

Branża wydaje się być podzielona: połowa marketingowców rzuciła się do zakładania agencji social media, działów social media i zakładania Fan Page każdemu kto się nawinie, druga połowa patrzy na to całe zamieszanie mniej przychylnym okiem. Wiele osób wspomina o nieefektowności i robieniu po omacku marketingu na Facebooku, ale zwykle nie podaje powodów takiej sytuacji. Postanowiłem wciąć byka za rogi i zmierzyć się z tym zagadnieniem.

A powody według mnie są dwa: synchroniczność i natłok informacji. Zanim jednak powiem o co dokładnie chodzi, wypadałoby przedstawić kilka słów wstępu.

Dlaczego zachłysnęliśmy się Facebookiem?

Ciężko przejść obojętnie obok Facebooka: ponad 500 milionów zarejestrowanych użytkowników na świecie i wcale nie słabnąca dynamika wzrostu. Ok 6-7 milionów użytkowników w Polsce. 50% loguje się codziennie i chętnie wchodzi w interakcję ze wszystkim co na Facebooku. Do tego obecność największych marek, aplikacje. Nieograniczone możliwości rozprzestrzeniania się informacji wirusowych. Raj, Ziemia Obiecana dla marketingowca. Pytanie tylko czy bardziej Ziemia Obiecana według Biblii czy Władysława Reymonta?

Jedno trzeba przyznać – Zuckerberg Ty cholerny geniuszu. Na całym zamieszaniu najwięcej korzysta Facebook, ponieważ jest promowany przez wszystkich, którzy chcą uszczknąć kawałek marketingowego tortu. Wystarczy spojrzeć w prawą stronę na tym blogu, żeby zobaczyć Wtyczkę Społecznościową Facebooka. Jest to przecież zajęta powierzchnia reklamowa i promocja Facebooka za darmo. Rola Facebooka ograniczyła się do udostępnienia narzędzia – moja do promocji całej platformy. Nie jest to według mnie równa wymiana, ale nadal może okazać się korzystna, więc dlaczego by nie. Zwłaszcza, że Facebook zadbał bardzo dobrze o wrażenie „nie ma Cię na Facebooku to jesteś zacofany” i zawtórowało mu wielu, często nieświadomych nawet swojej roli Ambasadorów. Co by nie mówić, jestem pod wrażeniem sposobu promocji samego Facebooka. Genialne i cholernie ciężkie do skopiowania. Przyjrzyjmy się jednak promocji na Facebooku.

FB-Testy

W okolicach zeszłorocznych wakacji, może chwilkę wcześniej postanowiłem się z Facebookiem trochę zaprzyjaźnić. Założyłem Fan Page dla Top Menedżera, odrobinę go wypromowałem, poczekałem aż urośnie i zabrałem się za drobne testy. Testy były przeprowadzane na grupie ok. 1000 fanów (tamten Fan Page mi skasowali, dlatego teraz jest mniej) i podobnej rozmiarami grupie osób z moich kontaktów na FB. Testy sprawdzały tylko jeden parametr: klikalność w przesłane linki. To akurat łatwo mierzyć. Nie wgryzałem się we wpływ efektów wirusowych (czyli polecenia, komentowania, „lubienia” itp.). Zwyczajnie sprawdziłem jaka będzie reakcja „Facebooka” na publikowane treści, czyli ile osób wejdzie na bloga z Facebooka, bez względu na to skąd dokładnie i czy będą to moje kanały czy efekty wirusowe.

I cóż się takiego okazało? Publikując codziennie przez tydzień dobry wpis na blogu (wnioskuję po komentarzach i ogólnej reakcji) i wspierając się kilkoma wpływowymi (czytaj: z zasięgiem i zaufaniem na Facebooku) osobami, wejścia z Facebooka wahały się między 85 a 207 na dzień. Dobrze? Nie dobrze?

Gdyby tak te wejścia działy się same, bez mojego zaangażowania i do tego jeszcze rosły z czasem byłoby to Eldorado. Niestety, nie jest tak pięknie. Mierzyłem też swój czas, jaki spędzałem w tym czasie na Facebooku. Wychodziło po 6-8h/dzień, a do tego dochodził czas na przygotowanie artykułów i wywiadów, co daje dodatkowe 2-4h/dzień. Sumując praca na jeden do półtora etatu. Biorąc pod uwagę jaka liczba wejść była efektem: nie ma szału, a dokładnie: beznadzieja.

Gdyby zasięg był większy pewnie na każdą zaangażowaną godzinę przypadałoby więcej wejść, ale jak wiadomo Fani nie biorą się z powietrza i na nich też trzeba zapracować.

W 2010 mojego bloga odwiedziło 4 424 osób, przechodząc z Facebooka i praktycznie niewiele się te wejścia różniły od średniej na blogu. W sumie daje to 1,6% wszystkich wejść, których było 269 882.

Wnioski z testów? Szybko zmniejszyłem moje zaangażowanie w promocje na Facebooku do kilkunastu-kilkudziesięciu minut na tydzień, a na pewien czas nawet do zera. Facebook mówiąc szczerze nie daje efektów adekwatnych do kosztów.

Aplikacji nie testowałem, więc się o nich nie będę wypowiadał.

Dlaczego marketing na Facebooku jest tak nieefektywny?

Żeby wyjaśnić przyczynę, zajmijmy się na chwilę tym, co sprawia, że marketing jest efektywny. Prostą miarą skuteczności marketingu w kwestii docierania do konsumentów jest zasięg (czyli ile osób ma szansę przeczytać wiadomość) i poziom uwagi (czyli jak długo i jak mocno angażujemy konsumenta). Naszym celem w tym przypadku jest tylko i wyłącznie jak największe zainteresowanie jak największej ilości osób, przekucie tego na sprzedaż jest innym tematem, ale generalnie jest tak, że jak mamy uwagę konsumenta, sprzedać jest łatwo, kiedy jej nie mamy – wiadomo, o sprzedaży można tylko pomarzyć.

Co z tego wynika? Zasięg to prosta sprawa: z zasady im większy tym lepiej, im więcej osób zobaczy nasz komunikat, tym większa szansa, że więcej sprzedamy (zwykle sprzedaży służy marketing). Proste. Poziom uwagi jednak to już inna bajka. Co innego, kiedy tylko migniemy komuś logiem firmy na ciężarówce, kiedy ktoś się spieszy do pracy, a co innego przeczytanie przez naszych potencjalnych klientów książki wychwalającej naszą firmę (jak to ma miejsce w przypadku chociażby książki Droga Toyoty, której akurat nie czytałem ale po tytule wnoszę, że jest o pewnej japońskiej firmie i jej metodach, a nazwa Toyota pojawia się tam stosunkowo często). W drugim przypadku poziom zaangażowania jest dużo większy, konsument poświęca marce dużo więcej swojej uwagi i czasu, a więc jest większa szansa, że zostanie do niej przekonany.

Skuteczność marketingu może obrazować banalnie prosty wzór:

[Zasięg] x [Poziom Uwagi] = [Skuteczność Marketingu]

Po co ten prawie matematyczny wzrór? Otóż właśnie czas spojrzeć na Facebooka pod kątem tych 2 parametrów.

Zasięg na Facebooku

Najpierw kilka liczb z oficjalnego ogłoszenia Facebooka: statystyczny użytkownik ma w kontaktach 130 osób i 80 stron fanów/eventów/grup. Do tego sam średnio publikuje 3 wiadomości dziennie. Zakładam, że strony fanów, eventów i grup publikują podobne ilości wiadomości, ale nawet jeśli są to wartości mniejsze, to lukę tę uzupełniają komunikaty o tym, co skomentowali Twoi znajomi itp., więc przyjmijmy, że są to też 3 wiadomości dziennie, aby niepotrzebnie nie komplikować sprawy.

Informacje na Wallu

Z moich obserwacji wynika, że Facebook „żyje” mniej więcej od 8:00 do 24:00, czyli 16 godzin/dzień, przy czym najwięcej na raz zaobserwowałem 17% osób z moich kontaktów online w tym samym czasie.

Robimy trochę prostej matematyki i wychodzi nam, że: statystyczny użytkownik dziennie dostaje 630 komunikatów. Daje nam to średnio jeden komunikat co 1,5 minuty przez 16 godzin. Facebook zadbał o to i nie wyświetla nam wszystkich komunikatów: na raz dostajemy tylko kilka i aby otrzymać inny (losowy?) zestaw musimy odświeżyć stronę. Efekt jest taki, że zdecydowanie nie wszystkie komunikaty pochodzące od naszych znajomych i subskrybowanych Fan Page wyświetlają nam się na Wallu. Gdyby tak było, użytkownik byłby mocno przeciążony ilością informacji (a tak jest tylko trochę). Nie mam zielonego pojęcia ile informacji się przebija faktycznie do naszych znajomych/fanów, ale jestem pewien, że nie wszystkie – im więcej ktoś ma aktywnych znajomych i Fan Page, tym trudniej się przebić.

Synchronizacja

Sprawa się pogarsza, kiedy pomyślimy o tym, jak ulotny jest nasz komunikat na Facebooku. Za 1,5 minuty pojawi się coś nowszego, co będzie wyżej, a za godzinę spadamy już na pozycję 40 w rankingu „świeżości informacji”. Tak więc informacje bardzo szybko spadają niżej i się dezaktualizują (czyli nikt nie czyta komunikatów z wczoraj, a co dopiero z zeszłego tygodnia). Czas życia informacji na Facebooku nie ułatwia zadania marketingowcom, bo informacja jest wystawiona na oczy użytkowników tylko krótką chwilę, po czym znika w odmętach archiwum, którego nikt już nie przegląda. Można więc publikować wtedy, kiedy więcej osób jest obecnych na Facebooku, aby pozyskać potencjalnie więcej wyświetleń komunikatu, ale efekt jest słabszy niż byśmy chcieli: w tym czasie produkowanych też jest więcej niż średnio komunikatów, więc konkurencja o uwagę jest też bardziej zażarta. Metody synchroniczne praktycznie zawsze są mniej skuteczne niż asynchroniczne (np. mailingi). Jak mi ktoś nie wierzy niech zrobi webinarium o określonej porze i sprawdzi frekwencję.

Łatwość permanentnego zablokowania źródła informacji

Wystarczy, że raz nie trafimy w gust fana, albo akurat będzie nie w sosie i może on kliknąć krzyżyk przy naszej wiadomości, wybrać „Ukryj wszystkie posty Użytkownika” i nigdy już więcej nie otrzymać od nas komunikatu, mimo formalnego bycia „fanem”. Tego nie trzeba opisywać, nie jest to sytuacja komfortowa dla marketingowca. Pozostaje mocne targetowanie i dbanie o jakość komunikatów.

Wniosek jest prosty

Wniosek jest prosty: cholernie ciężko się przebić przez ten gąszcz z jakimkolwiek komunikatem. Tak więc 1000 fanów wcale nie przekłada się na 1000 odbiorców wiadomości: ta liczba jest dużo, dużo mniejsza.

Poziom uwagi na Facebooku

Właściwie to wynika on z powyższego. Nawet jeśli naszej informacji uda się w końcu przebić, nie ma gwarancji, że użytkownik ją przeczyta.

Ilość widocznych komunikatów na Wallu

Mimo, że na raz na Wallu wyświetla się nawet kilkanaście komunikatów, to aby je wszystkie zobaczyć trzeba scrollować. Nie jest to ulubione zajęcie użytkowników, więc naturalnie uwaga kierowana jest na to co widać bez wysiłku, czyli zależnie od rozdzielczości monitora i objętości informacji 3-5 znajdujących się najwyżej komunikatów. Do tego dochodzą informacje o znajomych, o tym kto jest akurat online, wiadomości, powiadomienia, zaproszenia, wydarzenia, reklamy, chat i co tam jeszcze można znaleźć. Mówiąc krótko nasz komunikat w tej dżungli musi się mocno wyróżnić, żeby ktokolwiek go zauważył, nawet jeśli już się na Walla dostanie.

Styl konsumpcji informacji na Facebooku

Facebook przypomina mi McDonalda. Szybko, standardowo, przewidywalne – tak konsumujemy tam informacje. Zaglądamy na podesłane strony, czytamy artykuły i … wracamy na Facebooka. Statystyczny użytkownik Facebooka nie wgryza się głębiej: konsumuje powierzchownie, tylko to co zostanie mu podane na tacy. Taki styl konsumpcji powoduje, że nawet jak użytkownik ruszy tyłek na naszą stronę, jest zwykle wart dla strony mniej niż użytkownik sprawdzony inną drogą.

Z kim konkurujemy o uwagę

Skoro już konkurujemy o uwagę, czas poznać naszą konkurencję: opinię znajomego o „ulubionym” polityku, najnowszy utwór muzyczny, śmieszne filmiki, zdjęcia z wakacji, demotywatory, dowcipy, przemyślenia, wiersze, problemy naszych znajomych, quizy, gry, pytania, ankiety, prośby, groźby i co sobie zamarzysz. Twoja strona, Twoja firma i Twój produkt mogą wyglądać przy nich blado pod względem możliwości przykucia uwagi. Nasze życie społeczne interesuje nas dużo bardziej niż jakieś produkty, a sprzedaż albo bardziej bezpośrednia promocja na Facebooku to już w ogóle gwałt na umyśle, bo jak ktoś śmie wchodzić z buciorami „do naszego domu” (My Facebook Wall is my Castle – parafrazując angielskie przysłowie). Nie muszę chyba wspominać jak ciężko się działa w takich warunkach, że o osiąganiu wymiernych efektów nie wspomnę.

Co z tego wynika?

Cóż – potencjału Facebooka nie sposób nie zauważyć. Na tego, kto jako pierwszy opracuje skuteczną i dającą się replikować metodę promocji na Facebooku, przebijającą efektami inne, dostępne możliwości, czeka wielka nagroda. Jedyny problem polega na tym, że czeka już właściwie od 2004 roku i jak dotąd słyszałem jedynie o pojedynczych akcjach w których chwali się efektami w postaci np. liczby fanów, ale już niekoniecznie kosztem wygenerowania sprzedaży przy użyciu Facebooka. Super jest robić na Facebooku marketing o którym się dużo mówi, kiedy przyjdzie czas na robienie tam marketingu, który dużo zarabia?

Jeśli macie swoje doświadczenia z Facebookiem: pochwalcie się w komentarzach. Pamiętajcie tylko, żeby obok efektów pokazać też koszty.

Michał Ksiądzyna

Redaktor Naczelny Top Menedżer

Sprawdź też...

82 Responses

  1. Michał, wydaje mi się, że popełniłeś kilka błędów w tej analizie. Pierwszy i chyba najważniejszy, to taki, że próbujesz łopatą zebrać śnieg z autostrady, podczas gdy potrzebne Ci są pługi śnieżne…

    Musisz dostosować narzędzia do zadania, a Ty tu narzekasz, że autostrady się nie nadają do jazdy, bo nie można ich łopatą odśnieżyć…

    [Odpowiedz]

    Michał Ksiądzyna Odpowiedź:

    @Mirek Jasiński, Mirku – jestem otwarty na nowe metody i możliwości, więc powiedz mi proszę jakie to pługi osiągają efekty na Facebooku? Bo zrobienie troche buzzu to według mnie nie jest jeszcze efektywny marketing. Efektywny jest wtedy, kiedy się przekłada na wyniki finansowe albo wartość firmy.

    [Odpowiedz]

  2. Świetna robota Michał!

    Zapamiętałem szczególnie uwagę o ‚uwadze’. Czyli to, że jeśli promujemy się na FB to musimy wygrać z fotkami cycatej koleżanki na wallu, klipem Eminema, demotami itp.

    Pamiętam taką kampanię o filmik gościa, który robił sobie zdjęcia przez 8 lat. Aby to zobaczyć trzeba było zostać fanem i zaprosić chyb 10 zanjowych. Mieli 90 000 fanów przez przykucie uwagi.

    Myślę o czymś podobnym.

    [Odpowiedz]

    Michał Ksiądzyna Odpowiedź:

    @Grzegorz Działa, – Grzegorz, ale jaki był sens tej akcji (poza oczywistą fajnością)? Może ja jestem skrzywiony, bo zawsze mam na uwadze zysk, który ma być efektem marketingu, ale to co się dzieje nazwał bym F-pettingiem, bo o konkretnym marketingu nie ma póki co mowy, jest za to dużo zabawy.

    [Odpowiedz]

    Grzegorz Działa Odpowiedź:

    @Michał Ksiądzyna,

    Michał, jestem pewien, że był jakiś sens skoro to zrobili. Teraz mogą promować kremy na twarz czy na trądzik, co by korelowało z tym co było pokazane,

    [Odpowiedz]

    Michał Ksiądzyna Odpowiedź:

    @Grzegorz Działa, to ciężka sprawa w takim razie, bo ludzie traktowaliby to jak zwykły, perfidny spam. Internauta wbrew obiegowej opinii wcale nie jest głupi.

    Jeśli szukasz pozytywnego przykładu kampanii wirusowej: http://www.youtube.com/watch?v=qg1ckCkm8YI (Will it blend?)
    Jest zabawnie, jest szokująco i co najważniejsze jest dowód, że produkt jest dobry.

    [Odpowiedz]

  3. Mirek Szmajda pisze:

    Bardzo dobry artykuł. W pełni się z nim zgadzam.

    Świetnie, że przedstawiłeś tutaj punktu widzenia naszych aktywności od strony osób lubiących dane strony. To jest bardzo ważny aspekt, zupełnie pomijany w innych analizach. Co z tego, że ludzie coraz więcej czasu spędzają na Facebooku, jeżeli ta uwaga na naszej stronie jest tak mało prawdopodobna i tak krótkotrwała!

    Jak piszesz, posiadanie strony na Facebooku daje dodatkowe wejścia. Warto podkreślić, że nie muszą to być tylko wejścia fanów strony. Dzięki posiadaniu strony na Facebooku mamy dodatkowe pozycjonowanie w Google. W praktyce nie jest ono jednak duże. Na moim blogu http://SprzedawcaInternetowy.pl wynosi to 3,10% wszystkich wejść. W tej chwili w stosunku do nakładu pracy wydaje to się nieopłacalne.

    Dlatego bardzo ważne jest odpowiednie zorganizowanie swojej aktywności na Facebooku. Najlepiej zautomatyzowanie jej.

    To czy warto w ogóle być na Facebooku zależy dużo od tego jaką masz grupę docelową. Zawsze będzie jakaś część naszych klientów, która będzie wolała korzystać z Facebooka. Są osoby, które stale zaglądają na pewne strony, niezależnie ile ich już lubią. Kwestia tylko jaki duży jest ich procent u każdego z nas.

    Na Facebooku warto być, bo to po prostu kolejne medium komunikacji. A każdy musi już sobie wypracować własny sposób jej wykorzystania, stosownie do swoich potrzeb i potrzeb swoich klientów.

    [Odpowiedz]

  4. Jakub Sawa pisze:

    Bardzo dobry artykuł, dotykasz sedna sprawy – nie narzędzi typu sklep na FB a samego marketingu na FB. Chętnie poczytam komentarze praktyków na Twoim blogu.

    [Odpowiedz]

  5. Michał to ciekawy artykuł, jednak wszystko zależy od Twojego poziom zaangażowania, realnych założeń i płynących z tego powodów korzyści. Sposób promocji Facebooka jest genialny m. in. świadczy o tym Twój ciekawy artykuł, sam fakt kreacji: „…nie ma Cię na Facebooku to jesteś zacofany”, z punktu widzenia Marka Zuckerberga jest świetny i trudny do skopiowania. Jednak jesteś kolejnym z wielu, którego kuriozum facebooka wpuściło w maliny.

    [Odpowiedz]

    Michał Ksiądzyna Odpowiedź:

    @Łukasz Zięba, – Łukasz, ależ ja jestem pod głębokim wrażeniem tego w jaki sposób Facebook się promuje i świadomie „dorzucam do pieca” ich marketingu. Jeśli mowa o promocji to zdecydowanie jestem za, jeśli ktoś jest w stanie promować się JAK FACEBOOK, natomiast nie podzielam entuzjazmu kiedy mówimy o promocji na Facebooku.

    [Odpowiedz]

  6. Beata Rzepka pisze:

    Świetny artykuł! Miałam podobne obserwacje w tym temacie, Ty je idealnie przełożyłeś na słowo pisane 🙂

    [Odpowiedz]

  7. Paweł pisze:

    „Mierzyłem też swój czas, jaki spędzałem w tym czasie na Facebooku.” Co to ty tam robiłeś, że spędzałeś 6-8 h dziennie?

    Co do głębokości odwiedzin – przecież to polega na tym, że osoby z fanpage znają twoją stronę i czytają tylko nowości. W inne podstrony nie wchodzą, bo zrobili po wcześniej. Tak wynika z moich obserwacji.

    A FB polega na czym innym – masz interesujący artykuł – publikujesz go, ludzie wchodzą (z fanpage) i albo klikają lajki/share, albo po prostu podsyłają go innym. Tutaj jest największy potencjał.

    [Odpowiedz]

    Michał Ksiądzyna Odpowiedź:

    @Paweł, Co robiłem 6-8h? Wdawałem się w interakcję głównie – na FB czas szybko płynie jeśli tego nie kontrolujesz.

    Co do głębokości odwiedzin – masz rację, że jak wchodzą z naszego Fan Page tak jest, jednak miałem wejścia nie tylko ze swojego Fan Page.

    Dobrze powiedziane – potencjał. Czekam cały czas na konkretne wyniki 🙂

    [Odpowiedz]

  8. Marcin B pisze:

    Artykuł porusza również ogólnie kwestię zbliżania się do momentu w którym konsument, który ma najwięcej kasy do wydania bo sam ja zarabia ma gdzieś FB i inne. Na zakupy wybiera się tam gdzie jest po prostu taniej i bezpieczniej lub z przyzwyczajenia. Stado młodzieży bez kasy grasujące po FB na pewno nie szuka tam retailowego podłoża… Podsumowując – wszystko zależy od tego jaka grupa docelowa nas interesuje i czego ta grupa szuka na FB a co chce lub jest w stanie kupić.

    [Odpowiedz]

  9. Michale,

    jestem podobnego zdania – wydaje mi się że marketerzy gdzieś po drodze zgubili sens i zasadność. Ja nie odwołuję się do liczb czy przykładów zza oceanu ponieważ inaczej tam internauci konsumują to medium.

    Nie mam zielonego pojęcia czy to dobrze czy źle mieć 150 tys fanów.
    Nie mam zielonego pojęcia czy to dobrze czy to źle że w moim konkursie wzięło udział 5 tyś osób.

    Nie wiem czy to dobrze czy to źle bo nie wiem „ile” to dobrze….

    Chyba trzeba wrócić do podstaw i rozmawiać o celach. Jeśli o nich będziemy mówić to musimy rozmawiać o badaniu efektywności działań na FB.
    Jeśli mówimy o efektywności to i ją musimy zdefiniować.

    Mierzymy efektywność na FB poprzez badanie zaangażowania, czy chcemy mówić o świadomości marki czy budowaniu jej atrybutów.

    Jeśli zaangażowanie to mamy na to sposoby i brawo, ale ja źle się czuję słysząc na spotkaniach, że liczba fanów równa „x” dobrze konwertuje na świadomość marki – skoro ja wcale nie wiem, czy w naszych polskich realizach w ogóle na nią wpływa… nie ma takiego badania i tyle. Więc raczej nie mówi nikt o strategii, a raczej opieramy się na „musimy być na fb, konkurencja już jest to i my musimy” …

    no i wracamy do rozmowy o celach….

    pisałem o czymś podobnym … http://marekstankiewicz.blogspot.com/

    pozdr.
    -M.

    [Odpowiedz]

  10. Hanna Gut pisze:

    A dlaczego skasowali Ci poprzedniego FanPage?

    [Odpowiedz]

    Michał Ksiądzyna Odpowiedź:

    @Hanna Gut, nadaktywność według standardów FB. A dokładnie to skasowali mi profil i Fan Page przy okazji razem z nim.

    [Odpowiedz]

  11. Hanna Gut pisze:

    A czy padly jakies konkretne powody?

    [Odpowiedz]

    Michał Ksiądzyna Odpowiedź:

    @Hanna Gut, Facebook załatwia to trochę inaczej. Próbujesz się zalogować i nie możesz, a potem dostajesz komunikat na stronie, że „być może” skasowali Ci konto.

    [Odpowiedz]

  12. Michale, świetny artykuł!

    Ja zajmuję się e-marketingiem w branży prawniczej i wedle mojej opinii, tutaj właśnie tak Facebook się sprawdza, a dokładniej – nie sprawdza. http://marketingprawniczy.wordpress.com/2010/11/30/facebook-w-e-marketingu-prawniczym-2/ Zapewne w innych branżach, sprawa wygląda inaczej i znam przypadki kampanii przeprowadzonych z sukcesem (nie w Polsce, chociaż nie twierdzę, że ich nie było), ale w strategii e-marketingowej kancelarii prawnej – nie.

    I zdarza się, że niektórzy „znawcy” tematu próbują mnie zjeść za to, że powiem coś na Facebooka. Ale ja mam taką odpowiedź: pokaż mi, ile zarobiłeś dzięki Twojej kampanii na Facebooku. Bo często gęsto doradcy są dobrzy w teorii, ale gorzej już z praktyką.

    Przyznam też, że z drugiej strony widzę pewne możliwości marketingowe dzięki temu narzędziu, ale jednak dość ograniczone i w ogóle nie idące w parze z obecnym hurra optymizmem.

    Być może Facebook wciąż rośnie w siłę. Ale widzę, że wiele osób po próbach oswojenia tego medium, po prostu zostawia je w spokoju. Czasem może zajrzą do środka, ale nie ma to nic wspólnego z fascynacją. W mojej opinii moda na FB przeminie. I na pewno nie będzie to centrum Internetu, jak chciałby jego twórca.

    Prawnikom powtarzam stale, że social media to doskonały sposób promocji i zdobywania klienteli, ale social media to nie tylko Facebook. Są inne dużo skuteczniejsze metody promocji w ramach tych mediów. Trzeba po prostu umieć je wykorzystać a nie ślepo brnąć za tłumem. 🙂

    I kropka! 🙂

    Dziękuję za artykuł Michale i pozdrawiam!
    Rafał Chmielewski
    http://www.e-MarketingPrawniczy.pl

    [Odpowiedz]

  13. Marcin Czajka pisze:

    @Michał – co rozumiesz poprzez „nad aktywność”? dobiłeś do max. liczby znajomych na profilu / max. fanów na page’u. czy page był podpięty pod nieaktywny profil / sztuczny?

    [Odpowiedz]

    Michał Ksiądzyna Odpowiedź:

    @Marcin Czajka, Marcin – dlaczego zamykasz sytuację tylko na 2 możliwości? Nad aktywność w sensie zbyt dużego dziennego przyrostu liczby znajomych.

    [Odpowiedz]

    Marcin Czajka Odpowiedź:

    @Michał Ksiądzyna,

    Nie zamykam, podałem 2 najczęstsze przyczyny, a pytam bardziej z ciekawości. By the way: ciekawy artykuł.

    [Odpowiedz]

  14. Twoje doświadczenia są ciekawe, ale chyba zapomniałeś wziąć pod uwagę, że inaczej przekładać będzie się transfer czytelników z fp na bloga o tematyce marketingowej, a inaczej jeżeli promujesz treści na fp o np. płatkach śniadaniowych.

    Twoja tematyka zainteresuje głównie ekspertów i entuzjastów, ale już tematy „miłe / łatwe / szybkie” mogą konwersję mieć na naprawdę dużym poziomie, bo właśnie dużo więcej odbiorców mogą zainteresować i są bardziej „codzienne” – tak jak wpisy znajomych, że byli na imprezie, oglądali film itp.

    W związku z tym wpisy o płatkach mogą naprawdę przełożyć się na sprzedaż tychże płatków, ale Twoje wpisy na zwiększenie Twoich klientów już niekoniecznie (sorry 😉 ).

    Dlatego nie wyciągałbym pochopnych wniosków i nie demotywował co do braku skuteczności działań na fb lub też niewystarczającej, by warto było tam robić cokolwiek. Najważniejsze jest zrównoważenie mediów i komunikowanie treści na wielu platformach, nie zapominają również, że blogi to też social media 😉

    [Odpowiedz]

    Michał Ksiądzyna Odpowiedź:

    @Wojciech Gajewski, Wojciech – ależ ja nie uznaję moich danych za uniwersalne. Niech mi ktoś pokaże swoje dane, wyższą skuteczność i jeśli ma tyle odwagi: metodę. Mogą być płatki, płyty … nawet chodnikowe 😉

    Wiesz – z moich doświadczeń wynika jasno, że Facebook jest słaby jeśli chodzi o efektywność i przydatność w marketingu. Jeśli ktoś ma inne doświadczenia – chętnie zobaczę liczby.

    [Odpowiedz]

    Wojciech Gajewski Odpowiedź:

    @Michał Ksiądzyna, Tak zabrzmiało jakbyś jednak uznawał… Ja akurat nie sprzedaję ani płatków, ani płyt, ale tak jak Ty testowałem i testuję na sobie i swojej działce możliwości FP. Nie jestem nastawiony na efekt „tu i teraz”, nie sprzedaje niczego w setkach czy tysiąca egzemplarzy, ale FP ma służyć także jako jeden z kanałów do regularnego komunikowania i powiększanie grona odbiorców, czyli budowanie kapitału, który ma co raz więcej procentować.

    I już wiem – mam dane – że niektórzy klienci czy oferty dostałem (i to nawet krótko po założeniu strony) po tym jak właśnie ktoś dotarł do mnie i śledził to co robiłem na FP. Gdybym np. prowadził tylko bloga, nie mieli by o mnie pojęcia.

    I tutaj chyba mogę dojść do puenty 😉
    Facebook jest świetnym miejscem do zdobywania wielu klientów, ale jak wszystko, także jego należy traktować z rezerwą i buforem nietrafionych inwestycji. Wszystko co chce się sprzedać i jaki ma się budżet. I chyba najważniejsze – nie należy nastawiać się na ilość lubisiów, ale na ilość ludzi, którzy dołączą do naszej społeczności. Bo lubisie nie kupią naszego produktu/usługi, ale ludzie już mogą to zrobić 🙂

    [Odpowiedz]

    Michał Ksiądzyna Odpowiedź:

    @Wojciech Gajewski, Sensowna odpowiedź. Pytanie tylko, czy porównywałeś FB z innymi możliwościami? Np. z mailingami na samodzielnie budowanej liście? Jeśli nie: polecam spróbować, warto.

    [Odpowiedz]

  15. Jak dla mnie wielkie „F” to jakaś dziwna moda, której popularność ciężko jednoznacznie uzasadnić. Pewien zbiór czynników (celowych i losowych), które spowodowały tak ogromny rozwój.

    Popularność trochę jak z McDonaldem – gdy obok siebie jest McDonald i np Freshpoint i założyłeś, że tym razem zjesz zdrowo to czujesz się jakoś „dziwnie” gdy zamawiasz zdrową kanapkę i spoglądasz na tą chmarę ludzi czekających na bułkę z „papierem toaletowym” (BigMac).

    McDonald jest „fajny” – Facebook też. Siła tak ogromnej społeczności jest tak duża, że wciąga kolejnych niczym czarna dziura – trochę wbrew im woli – siła wyższa 😀

    A F-commerce? Myślę, że bardziej na tym zarabia Facebook niż firmy się tam „reklamujące” – ich też dopadła „czarna dziura”

    PS. Mnie też dopadła;)

    [Odpowiedz]

  16. Piotr Nogal pisze:

    Ktoś pyta o cele, jakie można realizować na FB?
    – budowa wizerunku marki – nowoczesna, społecznościowa, dająca możliwość podjęcia dialogu z marką, wsłuchania się w opinię własnych konsumentów = budowa społeczności wokół marki
    – generowanie ruchu – sprawdziłem, zestawiłem z innymi narzędziami (PR, E-mailing, SEM, SEO, Display, blogosfera, WoMM itd.), FB plasuje się zawsze w pierwsze piątce, po CPC i buzz
    Jak badamy skuteczność działań?
    A jak badamy skuteczność działań wizerunkowych? Wzrost rozpoznawalności marki, spontaniczna, wspomagana…, w przypadku promocji konkretnych produktów, wsparcia promocji sprzedaży, sprawdzamy skąd user dowiedział się o promocji sprzedaży, o nowym produkcie. Ludzie, to zwykłe badania marketingowe..
    Poza tym:
    – głównym wskaźnikiem sukcesu FP, jest ilość emisji posta (impressions) – czym to różni się od innej reklamy? Jest grafika, jest tekst, jest zaangażowanie (% feedback/opinia – to chyba coś więcej niż zwykła reklama [?])
    – Facebook to nie tylko FP, to gry, aplikacje, konkursy, prowadzenie działań WoMM na fake FP’ach, wirusy itp. to generalnie buzz, który realnie może przekładać się również na sprzedaż. Kupony rabatowe rozdawane na FP przy kilkuset tysięcznej bazie fanów, to nie sprzedaż? Akcja inwazji małego głoda.. ludzie kierowali się sami do sklepów, informując, gdzie są małe głody przy produkcie.
    – feedback konsumencki zawsze bezcenny

    Promocję na Facebook’u, trzeba przede wszystkim umieć robić, a teoretyczne analizy marketingowych masterów, ulizanych z przedziałkiem, rodem z USA, można wstawiać do akademickich podręczników, tam lubią pisać trzy po trzy. Ostatnio dowiedziałem się z książki marketingowej (UW), że AdWords do rodzaj reklamy internetowej 😉

    Moi drodzy, Facebook to tylko narzędzie i nic poza tym, co lepsze, darmowe narzędzie. Liczy się tylko kreacja i strategia, jak ktoś potrafi dostawać je do nowych narzędzi promocji, to wszystko można zrobić.

    A jeśli chcecie wiedzieć dlaczego Facebook to chała, to już Wam pisze:
    Facebook wycofuje się z nastawienia na strony fejsbukowe i wraca do korzeni – przede wszystkim znajomi. Zobaczcie jak FB utrudnił ostatnio dostęp do stron (Fan Page’y), konia z rzędem temu, który znajdzie w tej chwili filtry znajomych.. dzięki, który można było łatwo segregować informacje, (strony, znajomych itp) o których tak dużo autor pisze albo dostęp do stron, które sami subskrybujemy :))

    [Odpowiedz]

  17. Jak można zamknąć marketing na FB do publikowania wiadomości na wallu? Rozumiem, że marketing bloga właśnie tak wygląda, ale w przypadku poważnych działań mamy przecież dużo innych możliwości…

    Co do samego publikowania wiadomości na wallu to z mojego punktu widzenia jest tak, że te dobre się obronią. Jeżeli ktoś publikuje nieciekawe rzeczy to nawet się cieszę, że nie muszę ich oglądać.

    Nie jestem wielkim zwolennikiem Facebooka – wszystko rozbija się o zdrowy rozsądek.

    [Odpowiedz]

    Michał Ksiądzyna Odpowiedź:

    @Bartłomiej Rak, a masz jakieś liczby, doświadczenia, które za tym stoją? Jestem otwarty na doświadczenia innych, skoro piszesz o innych metodach i tym, że dobre wiadomości na wallu się obronią poproszę o przedstawienie swoich wyników. Bo podobny marketing robiłem chociażby na GL i liście mailingowej i jest dużo, dużo łatwiej.

    [Odpowiedz]

    Bartłomiej Rak Odpowiedź:

    @Michał Ksiądzyna.
    Czekaj – czy ja dobrze rozumiem, chcesz porównywać te rodzaje działań na podstawie postowania na FB, udzielania się na GL i korzystania z listy mailingowej? Przecież to są działania, które w hierarchi możliwych znajdują się na samym dole. Owszem może na podstawie tak prostych działań FB nie będzie konkurencyjny do pozostałych wymienionych, ale jeżeli ktoś dysponuje odpowiednim budżetem to na GL specjalnie nie ma czego szukać. E-mail marketing był i jeszcze długo będzie jednym z najbardziej efektywnych.

    [Odpowiedz]

    Michał Ksiądzyna Odpowiedź:

    @Bartłomiej Rak,
    Porównuję w bardzo prosty sposób: nakłady (czasowe+pieniężne) jak się mają do efektów (w tym przypadku wejść na stronę chociażby).

    Sądząc po cenach jakie woła GL za marketing wnoszę, że stosunkowo łatwo wydać tam nawet duży budżet. Weź pod uwagę, że na GL funkcjonują właśnie mailingi.

    [Odpowiedz]

  18. @ Michał Ksiądzyna,
    W takim razie dokonujesz wielkiego nadużycia, a „zmierzenia się z tym zagadnieniem” dokonałeś na podstawie wierzchołka góry lodowej… Tytuł artykułu zaś bliższy jest gazecie Fakt – jeżeli ktoś nie przeczyta na jakich danych się opierasz.

    Co nazywasz mailingiem na GL? Wiadomość do osób będących członkiem danej grupy?

    [Odpowiedz]

    Michał Ksiądzyna Odpowiedź:

    @Bartłomiej Rak, stale czekam na liczby i wyniki, które udowodnią, że się mylę i pokażą, że marketing na Facebooku można robić z lepszymi efektami w odniesieniu do kosztów niż gdzie indziej. Potraktuj to jak wyzwanie – udowodnisz, jesteś gość.

    [Odpowiedz]

    Bartłomiej Rak Odpowiedź:

    @Michał Ksiądzyna.
    Dobra żebyśmy pracowali na podobnych danych.
    W okresie od 01.07.2010 – 31.12.2010 na moim blogu liczba odwiedzin wynosiła 34 874, z tego 32% czyli 11 117 pochodziło z FB. Od mniej więcej końca lipca blog prowadzimy w 3 osoby, ale średnio w tygodniu pojawiają się 3 wpisy. Podejrzewam, że każdy z nas na wpis poświęca około 2 godzin. Na GL nie prowadzimy żadnych działań prócz umieszczenia linku w profilu. Na profil FB poświęcam około 30 minut dziennie – postowanie ciekawostek i informowanie o nowych wpisach.

    Sam oceń jak to wychodzi…

    [Odpowiedz]

    Michał Ksiądzyna Odpowiedź:

    @Bartłomiej Rak, Super, są konkrety. Rozumiem, że to dane szacunkowe a nie konkretne, zmierzone jakimś programem obłożenie czasowe? Bo mi się wydawało, że mniej czasu na FB spędzam, a jak zobaczyłem statystyki to był szok.

    Ale … 12 wpisów w miesiącu (24h) + Facebook 3x15h (według Twoich szacunków, zakładam że siedzicie wszyscy trzej po 30min, w razie czego popraw mnie) daje nam piękną liczbę 69 godzin na miesiąc i 1853 wejścia z Facebooka miesięcznie. Czyli każda godzina pracy skutkowała w tym bardzo prostym modelu 27 wejściami. Policz ile można zarobić na 27 wejściach i wychodzi bardzo niewesoła stawka godzinowa 🙂 Naturalnie Twoim celem może być coś innego, ale i tak efektywność jest bardzo słaba i potwierdzasz moje wyniki.

    Aż jestem ciekaw co wyjdzie, kiedy podobne obliczenia zrobię dla siebie analizując jedną akcję promocyjną … sprawdźmy.

    Napisanie e-booka + wszystkie działania promocyjne zajęły mi jakieś 2 tygodnie. Licząc po 8h, przez 6 dni w tygodniu wychodzi 96 godzin. Efekt 24 698 niepowtarzalne wejścia, 33 835 odsłon i baza mailingowa z 10135 potwierdzonymi (double opt-in) adresami. Wychodzi 257 uu oraz 105 subskrybentów/h zaangażowanego czasu (dane z Google Analytics). Naturalnie oznaczało to wykorzystanie do promocji zasobów, które zbudowałem już trochę wcześniej, jednak chcę zobrazować skuteczność.

    Konwersja komunikatów na wejścia na stronę w ekosystemie wyniosła średnio 35% (a część osób się powtarzała, więc pewnie odrobinę więcej realnie). Mam nadzieję, że to odpowie na wątpliwości odnośnie tego, skąd się biorą moje poglądy na temat marketingu na FB.

    [Odpowiedz]

  19. @ Michał Ksiądzyna.
    Dane szacunkowe – nie jestem niewolnikiem programów mierzących czas.

    Poprawiam – razem 30 minut – czytając codziennie newsy z branży łatwo wyłapać ciekawe linki, przekleić do Fejsa i dopisać 2 zdania komentarza. Czyli godzina pracy daje 47 wejść.

    No tak – stawka bardzo biedna, żebrak ma więcej na godzinę, ale ja nie piszę bloga dla kasy tylko frajdy i jeszcze kilku innych rzeczy, które trudno wycenić.

    Generalnie gdyby tytuł Twojego wpisu brzmiał „Cała prawda o Facebook marketingu na poziomie przedszkola” to nawet bym się nie zabrał do komentowania, bo wtedy wszystko się zgadza. Tak jak wspomniałem tytuł rodem z Faktu mnie jednak przyciągnął.

    Pozdrawiam.

    [Odpowiedz]

    Michał Ksiądzyna Odpowiedź:

    @Bartłomiej Rak, w takim razie pozostaje mi jedynie życzyć Ci kolejnych sukcesów w dającym satysfakcję zamiast efektów marketingu. Artykuł napisałem dla tych, którzy szanują swój czas i pieniądze: chcą wycisnąć z nich max efektów. Jeśli się nie zaliczasz do tych osób, naturalnie Twoim świętym prawem jest robić jak uważasz, po co jednak te ataki na ideę inną niż Twoja?

    [Odpowiedz]

    Bartłomiej Rak Odpowiedź:

    @Michał Ksiądzyna, nie atakuje tylko zwracam uwagę na fakt, iż zakres danych który przyjąłeś do przeprowadzenia swojego wywodu jest niewystarczający do postawienia rzetelnej tezy. Po prostu błąd w sztuce. Zdarza się.

    [Odpowiedz]

    Michał Ksiądzyna Odpowiedź:

    @Bartłomiej Rak, że niby przedstawiony przez Ciebie zakres danych jest lepszy? Ja przynajmniej nie podawałem danych szacunkowych. Nie podawałem też danych, które nie wynikałyby z moich doświadczeń. Twoje wyniki potwierdzają to co napisałem. A nie jest to praca doktorska, tylko artykuł w którym opisuję doświadczenia.

    [Odpowiedz]

  20. Fajny artykuł. Dobrze zauważyłeś – ludzie szukają na FB nie rozwiązania problemów (jak w np. w Google) ale społecznego kontaktu z przyjaciółmi, znajomymi i czystej zabawy (zabicia czasu). Próba sprzedaży w tym środowisku to strata czasu. Natomiast FB w mojej opinii to świetne źródło ruchu na strony (mam na myśli PPC) i zbierania danych kontaktowych. Nic więcej. Zabieram się za PPC w tym miesiącu więc ciężko jest mi powiedzieć o rezultatach. Do tej pory stosowałem darmowe metody siedzenia po 1-2godziny dziennie i generowania ruchu. Media społecznościowe mają tą przewagę, że jak masz dużą liczbę fanów możesz wypromować w 1 dzień nową stronę, której promocja normalnie zajęłaby kilka miesięcy. FB to nie Google, trzeba o tym pamiętać.

    [Odpowiedz]

  21. Good Job! W końcu ktoś sporzał realistycznie (nie hurraoptymitycznie) na wielkie arcydzieło propagandy. PS

    [Odpowiedz]

  22. Witam,
    Na wstępie, świetny artykuł, konkretne spojrzenie na coraz bardziej wzrastający potencjał facebooka, jednak brak jego wykorzystanie ale czy napewno? Chciałem zapytać jak to się ma do późniejszej konwersji w sprzedaży?
    Załóżmy, iż promuje kurs czy ebooka na facebooku, ze swojego fp, który to zbuduje mi konkretną liczę maili w mojej bazie. Czy nie będzie tak, że osoby, które dotarły do mnie z Facebooka będą chętniejsze do późniejszego kupna produktu, który im zaoferuje?
    Przecież to z nimi nasza relacja jest lepsza, ten kontakt jest cieplejszy. To właśnie te osoby weszły na stronę naszego ebooka, kursu, czy raportu świadome tego co chcą z tamtąd wziąć.
    Zostawiam to pytanie do przemyślenia i pozdrawiam 😉

    [Odpowiedz]

    Michał Ksiądzyna Odpowiedź:

    @Tobiasz Szcześniak, Jeśli zbudujesz relację – faktycznie konwersja sporo rośnie. Tylko relację można zbudować przez mailing i z moich obserwacji wynika, że idzie to dużo, dużo lepiej w ten sposób niż przez FB.

    [Odpowiedz]

    Adam Janas Odpowiedź:

    @Michał Ksiądzyna,

    No nie wiem. To zależy.
    Jeśli ma się pod ręką tonę adresów mailowych do ludzi (których się zna) to może i tak. A co jeśli ktoś nie pracuje w branży, w której wymienia się wizytówkami z toną ludzi? A nawet jeśli… to co? Załóżmy, że zatrudnię osobę do social media i mam jej dać do dyspozycji wszystkie adresy mailowe? No nie wiem.

    O wiele łatwiej zaprosić kogoś do kontaktów na FB i mail już niepotrzebny. Mało tego, nie trzeba się osobiście spotkać z Tą osobą, aby nawiązać kontakt.

    A budowanie relacji w oparciu produkt/usługę/akcję, którą chcemy wypromować wygląda dokładnie tak samo. Może i lepiej na FB. Bo FB nie jest taki „zobowiązujący” w swoim charakterze, a mail już tak i gdyby ktoś (komu kiedyś dałem maila) próbował mi coś sprzedać mailowo… no cóż SPAM.
    I jak tu się wypisać z listy mailingowej, do której się nie zapisałem…

    A wiadomość na FB? No cóź, jak się zaśmieci, zawsze można zgłosić naruszenie lub założyć sobie nowy profil. Przecież FB z samego założenia nie jest wieczny bo info, które puszczamy w obieg gdzieś tam ginie w osi czasu.

    A e-mail? Strasznie nie lubię zmieniać maila.

    A typowy E-mail marketing (zlecony), ok, ale… mnie już zaczyna wkurzać, że w tym kraju wszyscy na prawo i lewo sprzedają maile (często) bez zgody właściciela.

    [Odpowiedz]

  23. Hanna Piekarska pisze:

    Promocja koncertu charytatywnego na FB – koszt ok. 1-2h dziennie, efekt: zgłoszenie się kilku sponsorów, patronów medialnych, artystki i dotarcie do osoby, która poprowadziła koncert za darmo.

    [Odpowiedz]

    Michał Ksiądzyna Odpowiedź:

    @Hanna Piekarska, 1-2h dziennie przez jaki czas? Gratuluję efektu, niemniej przydałoby się więcej szczegółów.

    [Odpowiedz]

    Hanna Piekarska Odpowiedź:

    @Michał Ksiądzyna,

    Około miesiąca. A szczegóły? Wystarczy wpisać na fb: Koncert dla Jasia 🙂 Jeśli są jakieś dodatkowe pytania, służę informacjami 🙂

    [Odpowiedz]

    Michał Ksiądzyna Odpowiedź:

    @Hanna Piekarska, Będę ciekawski: skąd wiesz, że efekty są skutkiem promocji na FB?

    [Odpowiedz]

    Hanna Piekarska Odpowiedź:

    @Michał Ksiądzyna,

    Bo:
    a) był to wtedy jedyny kanał promocji
    b) kontakt odbywał się początkowo przez fb (czas + wiadomości)

    [Odpowiedz]

    Grzegorz Działa Odpowiedź:

    @Hanna Piekarska, I to jest przykład, że czasem warto porwać się z motyką na słońce. Czy to wiara sprawiła czy szczytny cel koncertu?

    [Odpowiedz]

  24. Wszystko zależy co się robi i jak się robi :-).
    W naszym serwisie (www.folk24.pl) Facebook w zeszłym roku był drugim źródłem odwiedzin i tylko nieznacznie ustąpił Googlowi.

    Pozdrawiam serdecznie,
    Wojciech Małota

    [Odpowiedz]

  25. Krzysztof pisze:

    Witam, osobiście jestem bardzo zadowolony z FB , lista osób zapisujących się na listę e/mailową na Fan Page jest bardzo pozytywna i bardzo szybko wzrasta. wszystko zależy od tego jakie metody stosujemy w celu zwrócenia uwagi odpowiedniej grupy ludzi. Pozdrawiam
    http://www.facebook.com/pages/Talk-Fusion-Wien/132924960095663?v=app_4949752878

    [Odpowiedz]

    Michał Ksiądzyna Odpowiedź:

    @Krzysztof, – znów będę tym wrednym, który musi o wszystko zapytać, ale chodzi Ci o te 119 osób na Fan Page? Naturalnie można odczuwać satysfakcję z takiej liczby osób zapisanych, ale możesz powiedzieć jeszcze ile czasu poświęciłeś na postawienie i rozwój tego Fan Page?

    [Odpowiedz]

  26. Krzysztof pisze:

    Dziękuje, nie przeszkadza mi to, zawsze staram się wysłuchać uwag innych. Tak się składa, że nie zajeło mi to dużo czasu. Firma z którą współpracuje osiąga bardzo dobre wyniki, a przede wszystkim są to narzędzia internetowe na topie do propagowania i promowania naszej działalności w internecie, naszego wizerunku w profesjonalny sposób. Oprócz tego jest członkiem DSA i DSEI w Dubaju. Pozdrawiam Krzysztof z Wiednia
    http://www.facebook.com/pages/Talk-Fusion-Wien/132924960095663?v=app_4949752878

    [Odpowiedz]

  27. Ciekawa analiza. Wygląda na to, że na FB warto być, choć nie warto poświęcać zbyt wiele czasu na tą zabawą.
    Ilość najczęściej nie przechodzi w jakość, więc jak sam piszesz 1000 fanów to nie 1000 potencjalnych klientów (najprawdopodobnij nawet nie 100).
    FB może się sprawdzić w przypadku wsparcia promocji marek, czy generowania zainteresowania ofertą, o czym piszą inni.
    Ja bym na całe „zjawisko FB” spojrzał z punktu widzenia analizy trendu, dziś wszyscy o tym mówią, za jakiś czas temat się „przeje”, a gdy przestaniemy mówić o ilości, o setkach milionów użytkowników to przyjdzie czas na rozmowę o jakości. O jakości kontaktu z grupą docelową, z fanami. I o efektywności działań marketingowych.
    Ponoć na początku internetu i emaila ludzie masowo zapisywali się na wszelkiego rodzaju lisy mailingowe, bo fajnie było dostać maila. Temat się dość szybko przejadł, bo pojawił sią spam.
    Największym problemem jest przykucie uwagi i jej zatrzymanie. Przez internet wszyscy jesteśmy przeciążenie informacją, FB nie rozwiązuje problemu, ale go potęguje.
    Ktoś kto znajdzie rozwiązaenie dla skutecznego marketingu na FB, musi znaleść rozwiązanie dylematu między ilością, a jakością nawiązanaych kontaktów.

    [Odpowiedz]

  28. nurkowanie pisze:

    Dla mnie osobiście FB jest czymś wyjątkowym i chylę czoła pod Założycielem. Jak to było pokazane w filmie ukradł pomysł i stał się milionerem… Nom ale w biznesie już tak bywa… Niestety coraz mocniej przeraża mnie ilość młodych ludzi w wieku 12-15lat. Uciekłem z NK bo już stało się to uciążliwe jednak teraz dzieje się powoli to samo na FB.

    [Odpowiedz]

    Adam Janas Odpowiedź:

    @nurkowanie,

    Ale, że co? Przecież nikt nie każe Tobie zapraszać małolatów i śledzić ich wpisy…

    [Odpowiedz]

  29. Marek Biśta pisze:

    Myślę że przy całym tym portalu jest wiele huku, a ogrom ludzi zupełnie nie wie jak z tego korzystać. Podobnie jak Ty Michał zauważyłem, że wejścia na mojego bloga są większe w momentach wzmożonej aktywności mojej na portalach i wcale nie chodzi tylko o Facebook.
    Jakiś czas temu napisałem jak ja to widzę: http://www.marekbista.eu/facebookowy-wirus

    [Odpowiedz]

  30. Pomyśłem też o jednej ważnej sprawie. Warto łączyć FB np. z Goldenline.

    Tutaj można pokazać też swoje zainteresowania i ludzką stronę.

    Mała jest szansa, że ktoś klinie na ogłoszenie na wallu akurat tego dnia, jednak ono tam przecież wisi i ktoś może w to kliknąć z opóźnionym zapłonem.

    [Odpowiedz]

  31. Marcin pisze:

    Artykuł jak widzę jest czysto nastawiony na zwrot z akcji w postaci materialnej. To trochę błąd bo to nie kanał do takich działań.

    FB bardziej służy budowaniu świadomości marki i tu może być o wiele lepiej wykorzystany.

    FB to też medium nastawione na odbiór masowy, tak więc trzeba nie tyle mieć produkt unikalny i wartościowy ale też masowy.

    Brakuje w tym artykule takiego wstępu określającego cele, bo nie wszystkie cele da się zrealizować.

    [Odpowiedz]

  32. Rafał pisze:

    Jeśli chodzi o promocję koncertów charytatywnych czy portali muzycznych fejsbook jest akurat dobrym sposobem komunikacji. Nieźle mogą wypromować się na fejsie także mniejsze i alternatywne wytwórnie płytowe oraz zespoły muzyczne, ale to jest raczej wyjątek potwierdzający regułę. Poza tym spowodowane jest to faktem, że muzyka to jedna z głównych form rozrywki i informacji przesyłanych przez użytkowników. Czyli są pewne rodzaje produktów które można promować tą drogą, ale generalnie płatków śniadaniowych przez fejsbooka nie sprzedamy. Brawo za artykuł.

    [Odpowiedz]

  33. Maciej pisze:

    Michał dobrze napisałeś! Czytałem Twój post, jakbym go sam napisał 🙂 Dodam, że dodałeś go 5 stycznia, a w lutym fb wprowadził zmianę: nie klikasz/nie piszesz z znajomym/stroną – takowa znika z Twojej tablicy. Czyli bierne przeglądanie nowo dodanej strony = po +/- 4 tygodniach przestanie otrzymywanie komunikatów od niej (inaczej jest tylko w wersji fb na telefonu – tam widać wszystko).
    Wystarczy wejść np. na profil sieci komórkowej Play – ponad 100 tys fanów, a interakcje (komentarze/lubie to) na poziomie 0,1-0,5% liczby fanów! Można rzecz ze zostali sami prosumenci, aktywni sympatycy. Boli fakt, że tak mało firm jest tego świadomych i że agencje które zakładają profile nie mówią wszystkiego marketerom. Plus prasa branżowa w której sporo o fb też nie porusza tematu skuteczności, powyższej zmiany od lutego itp. Ciągłe tylko p… „każdy musi być na fb”

    [Odpowiedz]

  34. Arek zawada pisze:

    Tytuł cała prawda o Facebook marketingu to chyba mocna przesada jednak. Ja bym to nazwał „Ciężko się przebić na tablicy”. W agencji z która współpracuję robiliśmy natomiast kampanie z użyciem po prostu facebookowych reklam, bardzo dobre ze względu na możliwość precyzyjnego wyboru odbiorcy reklamy, i rejonu w którym się znajduje, jeśli klient operuje lokalnie (restauracja, sklep osiedlowy, itp) Znakomity sposób na wszelkiego rodzaju promocje i wyprzedaże. Ponieważ padnie pytanie o liczby jak mniemam- przykładowo- reklamy wybielania zębów, za 500 zł, wygenerowały 1000 wejść na stronę kliniki w dwa dni, a koszt takiej akcji w tym konkretnym przypadku zwraca się po 7, 10 klientach czyli- wystarczyła by 1 procentowa skuteczność, a zapewniam że była dużo większa 🙂

    [Odpowiedz]

  35. Artur Hawran pisze:

    Z tego co słyszałem Facebook odchodzi także od Statycznej aplikacji FBML, która służy do wprowadzania swoich modyfikacji na stronie Fanpage poprzez dodanie kodu HTML. Osoby które wcześniej zainstalowały sobie przykładowo formularz rejestracyjny na swój newsletetter, będą mogły podtrzymać działającą aplikację do końca roku.

    Ciekawe czym kierował się Facebook usuwając to użyteczną aplikację z funkcji serwisu.

    Artur Hawran

    [Odpowiedz]

    Adam Janas Odpowiedź:

    @Artur Hawran,

    Nie wiem jak działa dzisiaj FBML, ale można wykorzystać aplikacje oferowane przez PAGEMODO. Wystarczy wybrać jako szablon zwykły IFRAME i wkleić adres innej strony. Podobnie zrobiłem z Pasażem Finansowym na mojej stronie – Biznesprzykawie.pl

    [Odpowiedz]

  36. Michał Weisswurst pisze:

    Prowadzę na Fb Page’e mające sumarycznie ponad 200 tys. fanów. Ok. 80% z nich to tzw. Monthly Active Users.

    W porównaniu do sytuacji parę lat temu, zbudowanie obecnie Page’a z większą ilością uczestników interagujących jest cholernie ciężkie, tzn. totalnie nieopłacalne. No chyba, że już się ma wyrobioną markę i na Facebooku zbiera się tylko tych, którzy już są fanami tej marki w prawdziwym świecie.

    [Odpowiedz]

  37. Moim zdaniem FB mimo chęci skomercjalizowania go na najróżniejsze sposoby jest głównie portalem społecznościowym. Ludzie przychodzą tam szukając kontaktu z innymi osobami i rozrywki (np. gry). A jak szukają jakiegoś produktu czy usługi to korzystają z Google 😉
    Niemniej chodzi mi o stan emocjonalny użytkowników – nie szukają ofert lecz rozrywki / interakcji.
    To tak jakby pójść się rozerwać do klubu, a tam barman między jednym a drugim drinkiem proponuje: laptopy, lustrzanki, podpaski, polisę ubezpieczeniową na dom oraz przepisanie do innego OFE…

    [Odpowiedz]

  38. Panie Michale uważam, że ciekawa analiza. Z takim sposobem docierania do klienta przez Facebooka wkład pracy nie przekłada się na efekty.
    Nie wiem, czy słyszał Pan o pomalutku rosnącej konkurencji do Facebooka.
    Sitetalk ma już powyżej 12 mln uczestników, a osiągnął to w niecałe dwa lata! Zapowiada on szczególną współpracę z handlowcami (w ciągu kilku miesięcy). Produkty i usługi będą dostępne, podobnie jak w sklepach internetowych, z uwzględnieniem lokalizacji, a płatność od reklamy ma być dopiero przy zakupie przez klienta. Polecam go na stronie http://www.sitetalk-unaico.biz. Pozdrawiam

    [Odpowiedz]

  39. Nie zgadzam się zupełnie z tym, że facebook nam nie pomaga przy pozyskiwaniu klientów. MAm kilku znajomych, którzy w ten sposób próbują dotrzeć do nowych grup docelowych. I robią to ze świetnym skutkiem.

    [Odpowiedz]

  40. Moniś pisze:

    Pisałam pracę magisterską o marketingu na facebooku i z moich ubogich badań (próba 100 osób) wyszło, że marketing ten jest mega skuteczny. Ale fakt – dotyczyło to tylko określonych branż (muzyczna, klubowa).

    [Odpowiedz]

  41. Ja dopiero testuję to narzędzie, ale miałem już kilkunastu klientów z FB. Z płatnych działań , to promowałem stronę za 130 zł. i 2 x post za 34 zł. Zarobiłem 3 x tyle w ciągu tygodnia, a zapytań na moje usługi było na ponad 2000 zł. Ile z tych osób się jeszcze zdecyduje na skorzystanie z moich usług nie wiem, ale na razie jestem na plusie.

    [Odpowiedz]

  42. annaklis pisze:

    Ja, patrząc z perspektywy użytkownika i klienta cenię sobie dobrze zrobione fun page. Od razu rezygnuję ze śledzenia stron, które wrzucają codziennie posty niezwiązane ze swoją branżą, ale te, które rzeczywiście przedstawiają ofertę, konkursy itp są dla mnnie bardzo przydatne.

    [Odpowiedz]

  43. Bardzo atrakcyjny artykuł o finansach, każdy powinien go przeczytać żeby poznać finanse osobiste.
    Dzięki za udostępnienie także szczęścia w tworzeniu bloga

    [Odpowiedz]

  1. 5 stycznia 2011

    […] This post was mentioned on Twitter by Bartek Brzoskowski, Mirek Szmajda. Mirek Szmajda said: Świetny artykuł na temat opłacalności marketingu na Facebooku. W pełni z nim się zgadzam. (podesłał Mariusz… http://fb.me/x2L3UaSv […]

  2. 6 stycznia 2011

    […] przeczytałem w blogu TopMenedżer wyniki prostych badań statystycznych, prowadzonych właśnie na FB pod kątem konwersji na klienta. Autorem artykułu, oraz całego bloga, jest Michał […]

  3. 11 stycznia 2011

    […] tekst jest w pewnym sensie polemiką z artykułem Michała pt.  „Cała prawda o Facebook marketingu”. Pragnę podzielić się doświadczeniem, które zdobyłem tworząc i promując wraz ze […]

  4. 13 stycznia 2011

    […] Michał kilka dni temu popełnił wpis (na własnym przykładzie) o marnym efekcie reklamy na FB – też warto […]

  5. 17 stycznia 2011

    […] dobrego roku. Do rzeczy w takim razie.Owe dwa tygodnie temu przeczytałem wpis zatytułowany “Cała prawda o Facebook marketingu” opublikowany przez Michała Ksiądzyne na blogu Top Menedżer – biznes i marketing w […]

  6. 11 kwietnia 2011

    […] przeczytałem w blogu TopMenedżer wyniki prostych badań statystycznych, prowadzonych właśnie na FB pod kątem konwersji na klienta. Autorem artykułu, oraz całego bloga, jest Michał […]

  7. 3 stycznia 2012

    […] do “podpompowywania” naszego biznesu. No nie do końca. Michał Ksiądzyna w swoim artykuje “Cała prawda o Facebook marketingu” obrazuje skuteczność kampanii reklamowych bardzo prostym i obrazowym […]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *