Duży biznes w internecie – wywiad z Michałem Sadowskim

michal-sadowski

Michał Sadowski – dyrektor zarządzający Grupą Pino (9,6 mln unikalnych użytkowników miesięcznie) zdradza sekrety budowania i prowadzenia większego biznesu w sieci. Jeśli działasz w internecie i masz ambicję, aby znaleźć się w ścisłej czołówce, ten wywiad jest dla Ciebie.

Michał Ksiądzyna: Jakie były Twoje początki przygody z biznesem internetowym?

Michał Sadowski: Na robieniu stron internetowych zarabiałem już w czasach szkoły średniej. Poważniej jednak, biznesem w sieci zainteresowałem się podczas studiów. Wtedy to, grając w kosza w lidze akademickiej, poznałem Piotrka Wierzejewskiego i Karola Wnukiewicza. Wspólnie zrealizowaliśmy nasz pierwszy projekt – serwis Polatach.pl. Serwis służył do odnajdywania znajomych ze szkolnej ławki – ludzie mogli grupować się w klasy, szkoły, itd. Brzmi znajomo? Nic dziwnego. Rok po naszym Polatach.pl powstała Nasza-klasa, która jak wiemy – pozamiatała rynek społeczności internetowych. Rozwój Polatach stanął niestety w miejscu niedługo po starcie serwisu. W międzyczasie, stworzyliśmy nasz drugi poważny projekt – Patrz.pl, który po kilku tygodniach generował ruch, o którym Polatach mogło tylko marzyć. Dlatego skoncentrowaliśmy się na rozwoju nowej strony. Z dzisiejszej perspektywy możemy sobie „pluć w brodę” – choć nie jestem pewien czy mimo rozwoju, Polatach stanowiłoby realną konkurencję dla Naszej Klasy.

(Potwierdzenie istnienia Polatach.pl – http://web.archive.org/web/20051215043835/polatach.pl/index.do – rok 2005 ;])

Patrz.pl okazało się natomiast strzałem w 10tkę. Po kilku miesiącach od startu odwiedzało nas ponad milion użytkowników i serwery powoli zaczęły odmawiać posłuszeństwa. W międzyczasie przyłączyliśmy się do Adnetu i zaczęliśmy monetyzować ruch na stronie. Jakiś czas później sprzedaliśmy część udziałów w serwisie spółce CR Media, która niedługo potem połączyła się z Internet Group S.A. Był to jeden z pierwszych polskich przypadków sprzedania strony internetowej za stosunkowo duże pieniądze. Od tamtej pory zajęliśmy się rozwojem Patrz.pl, które zostało włączone do Grupy Pino.

Co ciekawe, Patrz.pl które w początkowej fazie istnienia „podpięliśmy” pod jeden z projektów na studiach pozwoliło nam na uzyskanie oceny „+3”.

Michał Ksiądzyna: Jak to się stało, że już kilka miesięcy od startu mieliście taką oglądalność? Jak tego dokonaliście?

Michał Sadowski: Przede wszystkim, mieliśmy idealny timing związany ze startem Patrza. Nie dość, że tego typu usługa była polskim użytkownikom bardzo potrzebna (Patrz.pl na początku była raczej stroną hostingową), to jeszcze jej uruchomienie przypadło na przegrane przez PO wybory. Zwycięstwo Kaczyńskich odbiło się szerokim echem w Internecie – błyskawicznymi hitami okazały filmiki z ich udziałem. Klipy wirusowo rozeszły się w sieci generując pierwszy ruch na stronie. Potem nastąpił efekt kuli śnieżnej – po kilku miesiącach było już powyżej mln unikalnych użytkowników. W międzyczasie, korzystaliśmy z różnych alternatywnych kanałów promocji – m.in. z IRC, którego użytkownicy roznosili linki do Patrza po całej sieci.

Michał Ksiądzyna: Sprzedaliście udziały i zainkasowaliście pieniądze, czy wszystko poszło w rozwój spółki?

Michał Sadowski: Sprzedaliśmy część udziałów i zainkasowaliśmy pieniądze.

Michał Ksiądzyna: W jaki sposób znaleźliście firmę, która kupiła udziały w Patrz.pl? A może nie szukaliście, bo przy takim zasięgu było Was już wystarczająco dobrze widać na rynku?

Michał Sadowski: Niektóre z firm znalazły nas, niektóre znaleźliśmy sami. O ile dobrze pamiętam, IIF, Polsat i Netmedia zgłosiły się same widząc potencjał poparty obecnością w Megapanelu. Z Crmedią i Interią skontaktowaliśmy się sami.

Michał Ksiądzyna: Jak zostałeś zarządzającym grupą Pino?

Michał Sadowski: Jak wspomniałem wcześniej, wspólnie z Piotrkiem i Karolem rozwijaliśmy dalej Patrz.pl, które było swoistego rodzaju samodzielnym projektem wewnątrz Grupy Pino. Na nasz awans złożyło się wiele czynników. Po części wiązało się to z odejściem osób, które wcześniej zarządzały spółką, a po części z dobrymi wynikami Patrz.pl na tle innych serwisów należących do Grupy. Kiedy w połowie 2008 rozpoczęliśmy prowadzenie całej Grupy Pino, Patrz.pl był jedynym serwisem, który wzrastał.

Michał Ksiądzyna: Jakie zmiany wprowadziliście w grupie Pino po przejeciu steru? Jakie efekty przyniosły?

Michał Sadowski: Przede wszystkim, przekonaliśmy Zarząd spółki do redukcji etatów. Z ponad prawie 60 zatrudnionych osób pozostało nieco ponad 20. Zawsze byliśmy zwolennikami małych, ale „zwinnych” zespołów opierających się na ludziach o szerokich kompetencjach. W ten sposób działało Patrz.pl – mały, trzyosobowy zespół posiadał kompetencje programisty, grafika, bazodanowca, administratora serwerów, montażysty video, marketera, sprzedażowca, itd. Celem było przekształcenie spółki w podmiot o bardzo małej bezwładności. Innymi słowy, od momentu powstania pomysłu na usługę czy funkcjonalność, do jej wdrożenia nie mijały tygodnie lub miesiące jak w większości korporacji, ale raczej dni, a czasami nawet godziny.

Ważna zmiana nastąpiła również w strategii rozwoju poszczególnych serwisów Grupy Pino. Rozdzieliliśmy je na te, które naszym zdaniem są perspektywiczne i które warto rozwijać oraz na te, które ze skromnym ruchem kilkudziesięciu tys. użytkowników, leżą sobie nieruszane i czekają aż znajdziemy pomysł i czas na ich rewitalizację.

Ponadto, mimo awansu, sami nadal dużo programowaliśmy/projektowaliśmy (i nadal tak jest). Ogromnym plusem takiego rozwiązania jest „bliskość” samych projektów. Rozumiemy je dużo lepiej niż ktoś kto tylko spisze specyfikacje, a resztę da do zrobienia innym. Minusem jest oczywiście mniej czasu na sprawy biznesowe, ale z pomocą dodatkowych osób daliśmy sobie radę. W kontekście tego, że nadal sporo programujemy, często opowiadam o tym, jak wdrażaliśmy technologię serwowania wideo na stronach tygodnika Wprost. Zdarzały się sytuację, w których rozmawiałem z szefem pionu internet Wprost na temat wizji wdrożenia – ustalałem warunki biznesowe – by chwilę później, odkładając słuchawkę i wykręcając numer do programisty Wprost, przedstawić się jako Michał Sadowski, Flashowiec z Grupy Pino – w sprawie odtwarzacza wideo 🙂

Może brzmi to głupio, ale zwyczajnie lubimy „tworzyć”.

Po pewnym czasie, udało nam się również przekonać właściciela spółki do zmiany strategii jednego z głównych projektów Grupy Pino – telewizji PinoTV. Pierwotna strategia zakładała własną produkcję treści telewizyjnych. Takie rozwiązanie było niestety bardzo kosztowne, a nie przynosiło pożądanego efektu w postaci ruchu na stronie, czy zawiązującej się społeczności. Dodatkowo, wieloosobowa redakcja telewizyjna nie bardzo pasowała do ogólnej wizji Grupy Pino jako swoistego aglomeratu serwisów – narzędzi, w których treści dostarczają sami użytkownicy. Dlatego postanowiliśmy przebudować PinoTV – tak powstała pierwsza w Polsce platforma, w ramach której każdy mógł stworzyć własny kanał telewizyjny. Statystyki zdają się potwierdzić słuszność tej decyzji. W drugim kwartale 2010 roku PinoTV osiągała średnią liczbę użytkowników na poziomie 250 tys. uu oraz 1,95 mln odsłon. W porównywalnym okresie poprzedniego roku było to zaledwie 26 tys. unikalnych użytkowników i 187 tys. odsłon (wg GemiusTraffic 2009 – 2010). Osobiście nie mam wątpliwości, że usługa tego typu to murowany hit. Niestety jest to również hit, który generuje relatywnie duże koszty hostingowe. Dlatego – póki co – jesteśmy bardzo ostrożni z promocją tego narzędzia. Równolegle pracujemy natomiast nad wdrożeniem technologii P2P, która w dużej mierze rozwiąże problem kosztownego livestreamingu w sieci.

Sporym wyzwaniem była również zmiana złego wizerunku Grupy Pino w branży internetowej. Wcześniejsze reakcje na przedsięwzięcia realizowane przez Grupę to głównie krytyka. Krytyka, której zresztą niespecjalnie się dziwię. Przed naszym przyjściem komunikacja z mediami opierała się na częstym użyciu słów „najlepszy”, „rewolucyjny”, odnoszących się do różnych przedsięwzięć Grupy. Często też mówiło się o planach, wizjach, prognozach – zamiast o tym konkretach. Bardzo szybko zrezygnowaliśmy z tego podejścia na rzecz takiej trochę, „przesadnej szczerości”. Innymi słowy, niejednokrotnie opowiadając o zaletach Grupy Pino, rozmyślnie wspominałem też o niektórych wadach i rzeczach, które trzeba zmienić. Przykładowo, podkreślaliśmy, że jeśli chodzi o technologię video to jesteśmy kozakami, ale np serwis Linkologia.pl, delikatnie mówiąc „szału nie robi”, i jak tylko znajdziemy czas musimy go poprawić. W ten, pokrętny sposób budowaliśmy wiarygodność Grupy. Inna sprawa, że sam spędziłem mnóstwo czasu latając po Internecie, odnajdując i włączając się w sygnalizowane przez Google Alerts dyskusje na temat naszych projektów.

Efekty powyższych zmian? W chwili naszego „awansu” Grupę Pino odwiedzało łącznie nieco ponad 5 mln unikalnych użytkowników (GemiusTraffic 2009-2010). Rok później użytkowników było już prawie 9.5 mln (GemiusTraffic 2009-2010). Podwoiliśmy także liczbę generowanych odsłon. Wzrósł czas spędzony na stronach. Równolegle, mimo że wszyscy mówili że szans nie ma, udało nam się wejść do Top20 Megapanelu zarówno w/g zasięgu, jak i w kategorii Kultura i Rozrywka (aktualnie jesteśmy na 21 miejscu w głównym badaniu Top20 w/g zasięgu i na 16 w kategorii Kultura i Rozrywka). Jeśli chodzi o efekt PR’owy to trudno to podać jakieś konkretne liczby, ale moim zdaniem obciachu już nie ma 😉 (wnoszę choćby po tym: http://flaker.pl/f/4523622-lans-na-pustyni-to-podstawa-sadek-faktura-na-maila) [zwróć uwagę na koszulkę].

Michał Ksiądzyna: Skoro inwestujecie czas i energię w PR, powiedz mi, dlaczego jest dla Was taki ważny?

Michał Sadowski: Nikt nie lubi kiedy źle mówi się o jego dziecku. Nikogo nie trzeba też przekonywać, że PR jest bardzo ważny. Serwis internetowy to biznes o dwóch głównych typach klientów – użytkownikach, którzy korzystają z usługi i reklamodawcach, którzy wykorzystują ją do pokazania swoich produktów lub marek. Zadrzyj z którąkolwiek z tych grup, a twój biznes stanie się bardzo, bardzo trudny do prowadzenia.

Inna sprawa, że sam bardzo ambicjonalnie podchodzę do tego co robię, przez co krytykę znoszę … różnie. Nie mam problemu z krytyką ze strony „starych wyjadaczy”, natomiast dość słabo znoszę krytykę z ust teoretyków, którym brak jakichkolwiek doświadczeń związanych z tworzeniem stron www, nie przeszkadza w mieszaniu z błotem cudzych projektów. Współpracownicy mówią: nie przejmuj się i rób swoje. Niestety nie potrafię.

Michał Ksiądzyna: Jak rośnie grupa Pino? Kupujecie, sami tworzycie serwisy? Jakimi kryteriami się kierujecie?

Michał Sadowski: Wzrosty generujemy głównie w oparciu o nowe usługi, które promujemy na najpopularniejszych serwisach Grupy Pino. Duże znaczenie ma też umiejętne budowanie bazy treści połączone z pozycjonowaniem w wyszukiwarkach. Dlatego właśnie, pod koniec 2008 roku wdrożyliśmy Pinomanię – program lojalnościowy dla użytkowników Grupy Pino. Uczestnicy zbierali punkty otrzymywane za różnego typu aktywności realizowane w ramach serwisów należących do Grupy. Punkty można było także zdobyć przyprowadzając do nas nowych użytkowników. Pinomania okazała się bardzo dobrym sposobem na zwiększenie liczby dobrze opisanych treści dodawanych przez użytkowników, które w konsekwencji pozwoliły nam na duże wzrosty ruchu z Google.

Serwisy tworzymy sami. Wyjątkiem jest Shmooze.pl, które tworzone zewnętrznie, włączyliśmy do Grupy Pino uznając wspólnie z właścicielem, że razem możemy osiągnąć więcej niż osobno.

Jedynym kryterium jakim kierujemy się przy wyborze kolejnych pomysłów do realizacji są jego szanse na zdobycie ruchu i późniejszą monetyzację użytkowników.

Michał Ksiądzyna: W którą stronę zierza polski Internet? Czy jesteśmy skazani na kopiowanie zachodu?

Michał Sadowski: Myślę, że coraz więcej powstawać będzie projektów o polskich korzeniach, robiących światową karierę. Już dziś, technologicznie, polskie projekty nie odstępują najlepszym z zagranicy. Uważam jednak, że póki co, jesteśmy niestety skazani na podążanie za zachodem. Z prostego powodu: tam społeczeństwo jest dużo bardziej „otwarte” i dużo mocniej”skomputeryzowane”. Co z tego, że Jacek18 z Bełchatowa opracuje rewolucyjną aplikację mobilną skoro penetracja internetu mobilnego w kraju to od kilku do kilkunastu procent?

Michał Ksiądzyna: Czy uważasz, że polskie firmy internetowe zaczną wychodzić na szeroki ocean internetu anglojęzycznego? Czy w Grupie Pino rozważaliście takie posunięcie?

Michał Sadowski: Absolutnie tak. Świat jest coraz mniejszy, a stworzenie anglojęzycznego projektu prostsze niż kiedykolwiek. Uważam, że coraz więcej podmiotów, będzie szukało zagranicznych partnerów, którzy nie tyle co wyłożą kasę na produkcję, ale przede wszystkim zapewnią promocyjną pompę w wybranym kraju lub regionie.

Jako Grupa Pino, próbowaliśmy swoich sił na wschodnich rynkach. Wersja językowa Patrz.pl bardzo dobrze przyjęła się na Litwie, gdzie serwis błyskawicznie trafił do TOP20 tamtejszego Internetu. Niestety Litwa bardzo źle zniosła światowy kryzys, przez co przychody z reklamy spadły do poziomu, który uniemożliwił dalszy rozwój strony.

Michał Ksiądzyna: Jak bardzo poświęcasz się dla biznesu? Ile godzin średnio pracujesz?

Michał Sadowski: W zależności od tego czy weekend czy nie, od kilku do kilkunastu godzin dziennie. Lubię swoją pracę, więc nie patrzę na raczej zegarek.

Michał Ksiądzyna: Jakie są według Ciebie najważniejsze cechy charakteru osoby, która odniesie sukces w biznesie internetowym?

Michał Sadowski: Podobnie jak każdym biznesie, uważam że największe znaczenie ma po prostu ambicja. Ogromne znaczenie ma też cierpliwość. Sporo młodych przedsiębiorców internetowych działa na zasadzie – „robię serwis, czekam 3 tygodnie, jak nie załapie to się zniechęcam i biorę za coś innego”. Nam o znaczeniu cierpliwości przypomniał przypadek Moblo.pl – serwisu który bez większych sukcesów istniał w polskiej sieci od ponad 3 lat a „chwycił” w sierpniu poprzedniego roku i od tamtej pory – wzrasta o kilkanaście/kilkadziesiąt procent z miesiąca na miesiąc bez jakichkolwiek wydatków na promocję. W czerwcu 2010 r. liczba odsłon Moblo przekroczyła 4 mln.Cierpliwości zabrakło nam też we wspomnianym wyżej Polatach, czego żałujemy do dziś.

Bardzo ważne jest też coś co z pozoru wydaje się być oczywiste – chodzi o bycie przekonanym do własnego projektu/produktu. Nie da się sprzedać/promować/rozwijać projektu, w który się nie wierzy na 100%. Nie zaszkodzi też trochę pokory ale i arogancji – tej pozytywnej, która ma nas utwierdzić w przekonaniu, że możemy zrobić wszystko i konkurować z każdym. Pokora przydaje się przy przyjmowaniu konstruktywnej krytyki, a arogancja pomaga przekonać samego siebie, że „mogę osiągnąć wszystko”.

Jest też jeszcze jedna cecha, którą z braku lepszego słowa nazwę zwyczajnie „przedsiębiorczością”. Chodzi mi o umiejętność zrobienia czegoś z niczego. Umiejętność zorganizowania sobie środków na realizację marzeń i wspomnianych ambicji. Jestem mega fanem ludzi, którzy samodzielnie zarobili sobie na pierwszy komputer, opłacili studia, czy zmywali całe wakacje talerze w Wielkiej Brytanii, żeby mieć na pierwszy serwer. Sam robiąc pizze i zmywając talerze przeżyłem 5 lat studiów i zebrałem kasę na inwestycje w Patrz.pl. Warunki sprzedaży Patrz.pl negocjowałem z Prezesami: Interii, funduszu IIF, Cr Medii i paru innych podmiotów, przez telefon, równolegle przyjmując zamówienia w kuchni Pizza Hut w Oxfordzie, gdzie pracowałem co wakacje przez 5 lat 🙂 I jakoś się udało 🙂

Michał Ksiądzyna

Redaktor Naczelny Top Menedżer

Sprawdź też...

4 Responses

  1. bartek pisze:

    Bardzo fajny wywiad, zycze dalszych sukcesow chlopakom z Wroclawia.

    [Odpowiedz]

  2. Kasia Wrotek pisze:

    Bardzo ciekawy wywiad! Proszę o jeszcze więcej wywiadów z tuzami polskiego internetu 🙂

    [Odpowiedz]

  3. Paq pisze:

    Rewelacyjny wywiad z wybitną twarzą polskiego sukcesu internetowego.

    [Odpowiedz]

  4. Aneta pisze:

    Bardzo interesujący a zarazem mobilizujący artykuł. Pozdrawiam i życzę dalszych sukcesów.

    [Odpowiedz]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *