Paweł Tkaczyk – jak prowadzić własną agencję reklamową (wywiad)

paweł tkaczyk

Paweł Tkaczyk, właściciel jednej z najlepszych (a może najlepszej?) wrocławskich agencji reklamowych – Midea, zdradza swój przepis na sukces rynkowy w tej branży. Pozwoliłem sobie na zadanie kilku luźno powiązanych ze sobą pytań, za to w odpowiedziach możecie znaleźć prawdziwe perełki.

Michał Ksiądzyna: Kiedy założyłeś agencję reklamową? Jakie wyzwania przed Tobą stały w tamtym czasie?

Paweł Tkaczyk: Założyłem ją w 2000 roku. Wcześniej pracowałem w wydawnictwie, projektowałem też jakieś stronki jako freelancer. Jednak tworzenie pojedynczej strony czy grafiki na okładkę do książki to nie to samo, co stworzenie graficznych podwalin pod firmę czy markę. To chciałem robić. W tamtym czasie na palcach jednej ręki można było policzyć agencje skoncentrowane na identyfikacji wizualnej (a i one robiły głównie opakowania). Kiedy mówiłem Klientom, że ich tożsamość to system, który trzeba zaplanować, pielęgnować, pukali się w głowę. „Przecież każdy projektuje wizytówki” odpowiadali. Dziś, 10 lat później, każda nawet najmniejsza agencja ma w ofercie „identyfikację wizualną”. Więc my znowu uciekamy do przodu, koncentrujemy się na strategii, budowaniu silnej marki.

Michał Ksiądzyna: W jaki sposób promujecie swoje usługi?

Paweł Tkaczyk: Szewc bez butów chodzi 😉 Nasza pierwsza strona www miała nawet takie motto, zanim dorobiliśmy się porządniejszej. A poważnie: promujemy się wiedzą. Dawno temu, gdzieś koło 2003 roku napisałem artykuł, case study, z przygotowania identyfikacji wizualnej, wersji logotypu itp. Ukazał się w branżowej gazecie. Do dziś przychodzą do mnie ludzie i mówią, że nie mogli uwierzyć, że ktoś za darmo rozdawał taki kawał warsztatu, że wtedy nas zauważyli. I to podziałało. Byliśmy małą firemką, a pracowaliśmy już wtedy dla Agory, American Restaurants itp. Dziś dzielenie się wiedzą ewoluowało – mam blog, piszę artykuły do prasy, prowadzę też szkolenia. Tak budujemy opinię. Bardzo rzadko korzystamy z płatnej reklamy – poza Google AdWords i pozycjonowaniem strony od czasu do czasu kupujemy reklamę w branżowych pismach. Aby przyciągnąć ludzi, którzy bardziej ufają zawartości offline (są jeszcze tacy). Jednak nasz profil jest na tyle specyficzny, że Klient musi być wyedukowany, żeby stwierdził, że np. potrzebuje strategii komunikacji, że rzeczywiście pomoże mu to prowadzić firmę. Więc edukujemy – przez wykłady, konferencje, artykuły.

Michał Ksiądzyna: Czym jest strategia komunikacji i dlaczego firmy jej potrzebują?

Paweł Tkaczyk: Chodzi o sposób, w jaki firmy komunikują swój produkt Klientom. Mówiąc najprościej: o to, co masz napisane w reklamie prasowej. Problem większości firm polega na tym, że piszą „nasza firma powstała w 1980 roku, założył ją prezes Kowalski, a oferujemy ręczniki z miękkiej tafty”. Pierwsza część tej komunikacji Klienta w ogóle nie obchodzi, a samego produktu nie rozumie – bo dla Klienta nie jest ważne, co firma sprzedaje, tylko co Klient będzie miał z używania jej produktów. Ludziom wewnątrz firmy bardzo często ciężko to pojąć i powstają reklamowe koszmarki. A wystarczy spytać konsumentów, poprawić tu i ówdzie, sprzedaż rośnie lawinowo, tak samo świadomość marki. I my to firmom dajemy.

Michał Ksiądzyna: W jaki sposób budujecie markę swojej agencji reklamowej?

Paweł Tkaczyk: Tak jak napisałem wyżej, przez wykłady, konferencje, artykuły, dzielenie się wiedzą. Jest też drugi bardzo ważny element. Fanatycznie podchodzimy do obsługi Klienta. Nie zawsze udaje nam się utrzymać ją na najwyższym poziomie, ale każdą taką wpadkę traktuję jak osobistą porażkę. Bo to nasi Klienci tak naprawdę budują naszą markę – kiedy polecają nas innym, albo po prostu wracają po kolejne zlecenia.

Ważnym elementem budowania naszej marki jest także jej tożsamość, wartości, za którymi stoimy. Od początku istnienia firmy konsekwentnie odmawiałem na przykład uczestnictwa we wszelkiego rodzaju konkursach – na logo, na reklamę, na kampanię. Odrzucałem nawet zlecenia od wielkich Klientów – choć czasem biłem się z myślami. Takie silne reprezentowanie wartości opłaca się w dłuższym okresie czasu – Klienci wiedzą, kim jesteś i czego od Ciebie oczekiwać.

Staramy się też nie traktować się zbyt poważnie. Kultura naszej firmy to zaprzeczenie kultury wielkiej korporacji. Każdy może np. sam wymyślić sobie nazwę stanowiska na wizytówce. Na ostatni Prima Aprilis zamknęliśmy w ogóle naszą stronę internetową, zastępując ją akcją „Śliczne fotki, małe kotki”. Klienci nauczyli się nam ufać, nawet przy naszych „wyskokach”, za co jestem im bardzo wdzięczny.

Michał Ksiądzyna: Blog – każdy powinien mieć, czy jednak niekoniecznie?

Paweł Tkaczyk: Myślę, że niekoniecznie. Nie każdy przecież urodził się dziennikarzem, nie każdy musi mieć „amunicję” na pisanie. A blog to twór, który musi konkurować z wielką rzeszą innych – jeśli jest wtórny, ludzie szybko z niego zrezygnują. Zatem nie, nie jest to jedyna forma promocji, są inne. Plus blog pisany na siłę od razu można rozpoznać.

Michał Ksiądzyna: A obecność w social media? Obowiązkowa, czy niekoniecznie?

Paweł Tkaczyk: Jeszcze bardziej niekoniecznie, niż blogi. Social media to u nas nadal margines. NK.pl może mieć 11 mln użytkowników, ale oni tam idą oglądać zdjęcia albo grać w gry, niewielki procent angażuje się w coś więcej. Reklamy to dla nich bannery, w które się klika. Tak samo Facebook, może i ma kilka milionów użytkowników, ale część w ogóle go nie rozumie, a jeszcze inna część ignoruje reklamy. Z kolei inni, bardziej „zaprawieni w bojach” na milę wyczują amatora w social media, uprawiającego chamski marketing. Więc jeśli np. nasz Klient zachłysnął się Facebookiem, nie wpuszczamy go tam bez przeszkolenia. Bo można stracić, a nie zyskać.

Michał Ksiądzyna: Dobra agencja reklamowa – zajmuje się wszystkim, czy jest bardzo wyspecjalizowana?

Paweł Tkaczyk: Moim zdaniem wyspecjalizowana, ale nie dotyczy to tylko agencji reklamowej, raczej każdej firmy. Ważne natomiast jest, żeby Klienci od razu wiedzieli, co robimy, a czego nie. My nie powiesimy Ci szyldu, nawet go nie zaprojektujemy. Nie wydrukujemy Ci też folderu, jeśli przyniesiesz do nas gotowy. Nie okleimy samochodu. Natomiast wiem, kto to zrobi i chętnie odpowiadam na takie zapytania ofertowe, kierując Klientów do innych firm. Bo naszym zadaniem jest im pomóc – za to będą nam wdzięczni. A jeśli większość naszych Klientów zwraca się do nas o coś, czego nie robimy, to warto się zastanowić – może źle komunikuję własną firmę?

Michał Ksiądzyna: Marketing online i offline – który ma większą skuteczność w przypadku promocji usług reklamowych?

Paweł Tkaczyk: To zależy, jakich usług reklamowych. Wspomniane wyżej oklejanie samochodów, wieszanie szyldów to praca offline i marketing też powinien być offline. Strony internetowe to oczywiście online, ale jest mnóstwo Klientów, którzy do internetu nie zaglądają, a stronę mogliby mieć. Dlaczego do nich nie wyjść? Z kolei strategie, komunikacja marki, wymagają mieszanego podejścia. Klient może poczytać online o takich usługach, ale nic nie zastąpi porządnej rozmowy. Nasza sprzedaż zwykle odbywa się offline – po godzinnej mniej-więcej rozmowie z Klientem.

Michał Ksiądzyna: Co sądzisz o prowadzeniu marketingu na własną rękę? Co oferuje agencja, czego sami sobie klienci nie zrobią? Jak powinny podchodzić do tego start-upy, albo nowe firmy?

Paweł Tkaczyk: Nie jesteśmy nadludźmi, więc wszystko, co robimy, Klient może zrobić we własnym zakresie. Mamy jednak kilka przewag. Po pierwsze, widzimy perspektywę konsumentów bardziej, niż Klient, co w połączeniu z naszą wiedzą daje nowe, ciekawe pomysły. Nasza wiedza o narzędziach daje nam olbrzymią oszczędność czasu – jestem w stanie wysłać newsletter do kilku tysięcy Klientów w ciągu kilkunastu minut. Klient musiałby znaleźć narzędzie, nauczyć się jego obsługi, uczulić się na błędy (kodowanie newslettera to co innego, niż kodowanie strony) itp. Płaci nam właśnie za to, że sam nie musi tego robić. Plus agencja, w oparciu o doświadczenie, daje Klientowi strukturę działań. Plan, który Klient musiałby sobie sam opracować (znowu, ucząc się na własnych błędach) i nie miałby pewności, czy czegoś nie zapomniał. Podsumowując: szewc nie jest nadczłowiekiem i na pewno umiałbym sobie naprawić but czy podkleić obcas. Ale jestem pewien, że on zrobi to szybciej i lepiej. Jestem gotów za to zapłacić. Ja zrobię marketing szybciej i lepiej, niż ludzie, którzy się tym nie zajmują zawodowo.

Michał Ksiądzyna: Jaki będzie następny krok w rozwoju Twojej agencji reklamowej, kiedy wszyscy zaczną oferować strategie i budowanie marki? A może jest to już produkt tak wymagający, że nie musicie się martwić o konkurencję?

Paweł Tkaczyk: Na razie rozwijamy rynek na strategie – mamy w tym spore doświadczenie i jest mnóstwo firm, które na tym mogą skorzystać. Rozmawiałem ostatnio podczas konferencji z przedstawicielem innej agencji reklamowej, o strategiach właśnie. On mówił, że mają to w ofercie, ale od początku roku sprzedali tylko dwie. My nawet nie mamy strategii w ofercie (nie ma tego na stronie, oferujemy to tylko „zaawansowanym” Klientom), a sprzedajemy dwie w tygodniu 😉

Michał Ksiądzyna: Dziękuję Pawle za wywiad i za tak chętnie podzielenie się swoją wiedzą. Jestem pewien, że wiele osób z niej skorzysta.

Michał Ksiądzyna

Redaktor Naczelny Top Menedżer

Sprawdź też...

2 Responses

  1. Justyna pisze:

    Ciekawy case.
    Odwaga, wysoka jakość, troska o klienta, indywidualizm, ciagły rozwój!

    Uwielbiam Wrocław i to miło wiedzieć, że takie firmy tam rezydują 🙂

    Pozdrawiam
    Justyna

    [Odpowiedz]

  2. Walenty pisze:

    Z calym szacunkiem dla wiedzy p. Tkaczyka – blog kawal dobrej roboty!
    Ale! nazywanie samej agencji jedna z najlepszych we Wroclawiu to duuuze przegiecie. Sama strona www odrzuca, tak odrzuca.

    [Odpowiedz]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *