Jak zrobić DOBRY biznes w Internecie – wywiad z Piotrem Majewskim

piotr-majewski

Piotr Majewski – tego Pana nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. Jedni go uwielbiają, inni nie znoszą, ale jedno jest pewne – nikt nie jest wobec niego obojętny. W tym wywiadzie Piotr zdradza kulisy swoich sposobów prowadzenia biznesu w Internecie. Gorąco zachęcam do lektury, bo jest co poczytać.

Michał Ksiądzyna: W jaki sposób zarabiasz w Internecie? Jaki sposób jest najlepszy według Ciebie?

Piotr Majewski: Zarabiam głównie na 3 sposoby.

Przede wszystkim sprzedając wiedzę swoją i trenerów ze mną współpracujących. Pisząc wiedzę mam na myśli wszystkie jej postacie: książki drukowane, e-booki, kursy internetowe, szkolenia, coachingi grupowe i konferencje. Wychodzę z założenia – które doskonale się sprawdza – że każdy ma jakiś swój ulubiony format wiedzy, więc głupotą jest nie dostarczanie jej w każdym możliwym, którego wyprodukowanie nie jest na tyle drogie, aby trzeba było to porządnie przemyśleć.

Po drugie zarabiam na usługach w modelu SaaS (implebot.pl, implesite.pl) i po trzecie na pośrednictwie w sprzedaży (ekademia.pl, w niewielkim stopniu webandel.pl).

Wszystkie te działalności są ze sobą powiązane. Prawdę mówiąc wspomniane usługi i serwisy stworzyłem głównie dla ułatwienia sobie biznesu, zarabianie na nich wyszło przy okazji.

Pytając o najlepszy sposób należałoby zdefiniować słowo „najlepszy”. Ponieważ zwykle docieram do mikro, małych i średnich firm, dla mnie „najlepszy” oznacza taki, który daje największą szansę powodzenia przy minimalnych nakładach inwestycyjnych. A takim, z pewnością, jest sprzedaż wiedzy.

Jeśli założymy, że mamy duże środki lub dużo czasu, „najlepszym” sposobem będzie zbudowanie czegokolwiek, co Naspers [w swoim portfolio mają chociażby Gadu Gadu, czy Allegro – przypis autora bloga] kupi od nas za duże pieniądze. Tutaj zyski mogą być ogromne, ale są one odwrotnie proporcjonalne do szansy, że się uda. Czuję szacunek do tych, którym się to udało, sam jednak nie próbuję tej sztuki.

Michał Ksiądzyna: Czy według Ciebie każdy może odnieść sukces w biznesie internetowym? Jakie cechy charakteru są najważniejsze?

Piotr Majewski: Nie, jeśli skupimy się tylko na osobach, które taki biznes chcą stworzyć ryzykując swój czas i pracę. E-biznes, jak każdy biznes, wymaga ogromnego zaangażowania i przynajmniej jednej z 2 dodatkowych cech: albo umiejętności stworzenia i sprzedaży(!!!) produktu, albo umiejętności organizowania ludzi, którzy go stworzą i sprzedadzą(!!!).

Większość osób, które chce robić e-biznes nie ma odpowiedniego zaangażowania. Niektórzy sądzą, że wmawiam ludziom możliwość szybkiego sukcesu w e-biznesie. To absurd. Według mnie absolutnym minimum jest 6 miesięcy, jeśli jesteśmy mega sfokusowani, mega zaangażowani, sikamy i jemy tylko rano i wieczorem bo resztę czasu spędzamy przy komputerze i mamy na tyle szczęścia, że od początku idziemy w dobrym kierunku.

Osoba, która założy, że z e-biznesu będzie mogła utrzymać siebie i swoją rodzinę po 2 latach solidnej (ale już nie tak szalonej) pracy, nie powinna się zawieść… jeśli będzie faktycznie robiła e-biznes, a nie start-up. Bardzo możliwe, że uda jej się to po roku, ale zdecydowanie nie zakładałbym tego.

Michał Ksiądzyna: Na czym według Ciebie polega różnica między e-biznesem a start-up’em? Z czym się trzeba liczyć decydując się na e-biznes?

Piotr Majewski: Teoretycznie na niczym – pomijam kwestię tego, jak długo projekt istnieje. Ja jednak rozróżniam wyraźnie te dwa pojęcia. Dla mnie start-up to przedsięwzięcie parabiznesowe, bo nie posiadające opartego na realnych przesłankach planu zarabiania. E-Biznes to po prostu biznes, który w znacznym stopniu wykorzystuje sieć. Oczywiście stat-up może stać się e-biznesem, ale w tym musi pomóc mu szczęście, a to nie jest prawidłowe podejście do biznesu.

Nawet Google było start-upem bez pomysłu na biznes i gdyby nie pomysł na taką, a nie inną formę reklamy, dzisiaj Google pewnie niewiele by znaczyło – przypominam, że większość tego, co robi Google nie przynosi zysków albo przynosi straty, po prostu reklamy przynoszą tak kolosalne dochody, że tego nie widać.

Nie twierdzę, że robienie start-upów jest złe lub skazane na porażkę. Typowy start-up, czyli ciekawy pomysł rozwiany przez maksymalnie zaangażowane osoby z odpowiednimi kompetencjami może przynieść jego właścicielom znaczne większe pieniądze niż „konserwatywnie” rozwijany e-biznes. Może, ale zwykle nie przynosi.

Michał Ksiądzyna: Jakie masz plany na przyszłość? Widać na horyzoncie jakieś nowe, interesujące projekty?

Piotr Majewski: Wyjście na rynek amerykański, do czego technicznie jestem w 90% gotowy od ponad roku, ale brakuje mi czasu na pozostałe 10%.

Poza tym nie planuję żadnych nowych projektów, bo mam wirtualny karton gotowych produktów, których nadal nie sprzedaję i 4 wspomniane serwisy, którym należy się więcej uwagi.

Michał Ksiądzyna: Nie boisz się, że w amerykańskim internecie będziesz tylko jednym z wielu, a w Polsce właściwie nie masz konkurencji w swojej niszy?

Piotr Majewski: Z pewnością będę jednym z wielu na początku i przez jakiś czas. Na szczęście mam poważne fory w postaci usług, które są już przetłumaczone na j. angielski i dużej dawki produktów informacyjnych na międzynarodowym poziomie merytorycznym, które trzeba tylko przetłumaczyć. Odpada mi więc czasochłonny problem z tworzeniem produktów.

Mam też pewną przewagę w postaci Ekademii, która ma wdrożone rozwiązania sprzedażowe niedostępne wszystkie razem w żadnym innym rozwiązaniu na świecie. Tak mogę poznać ciekawych ludzi z branży.

Nie bez znaczenia jest fakt, że od 10 lat uczę się e-biznesu od Amerykanów, a na polski rynek przenoszę tylko to, co się da. Wielu najciekawszych i często najbardziej dochodowych rozwiązań nie da się wprowadzić do Polski – np. recurring billing w oparciu o karty kredytowe to na zachodzie klucz do sukcesu, a w Polsce opcja dostępna tylko przez mało popularny w u nas PayPal.

W Polsce jest też bardzo mało super partnerów, którzy mają ruch i potrzebują tylko dobrego produktu z dobrym dealem.

Nie planuję mocnego wejścia na rynek zagraniczny. Najpierw chcę po prostu wejść i się oswoić. Dopiero jak opanujemy kwestie księgowe i support, będę myślał o bardziej agresywnych działaniach. Mam czas, mam dopiero 27 lat 😉

Michał Ksiądzyna: W jakim kierunku idzie polski Internet? Jakie szanse czekają w najbliższej przyszłości?

Piotr Majewski: Nie da się nie zauważyć, że polski Internet się konsoliduje – zwłaszcza ten „duży” Internet – albo raczej jest konsolidowany. Na szczęście nie widać, aby nowi właściciele robili jakieś głupie ruchy, więc dla użytkownika końcowego niewiele to zmienia.

A ta mniejsza liga? Ponieważ ją codziennie obserwuję, widzę znaczne zwiększenie profesjonalizmu. Widzę więcej rozsądnych biznesmenów, którzy rozsądnie wchodzą w e-biznes. Widzę bardzo młodych, którzy wchodzą w e-biznes bardzo odważnie. Mam 27 lat, ale ponieważ robię w e-biznesie już 10 lat, czuję się autentycznie stary patrząc na 20latków, którzy produkują serwisy i usługi na światowym poziomie.

Widzę, że można niemalże każdą komercyjną technologię zastąpić darmową, więc nie widzę specjalnej szansy w budowaniu nowych rozwiązań technologicznych, bo nawet zaawansowana technologia jest dzisiaj tańsza niż chleb. Trzeba mieć na starcie ogromny zasięg albo dużo pieniędzy, aby myśleć o zarabianiu na technologii.

I w tym problemie widzę największą szansę. Dzisiaj nie ma żadnego trudu w zdobyciu technologii, która rozwiąże dowolny problem. Prawie każdy może otworzyć e-sklep sprzedający cokolwiek, bo nie trzeba nawet się zatowarować. Są jednak dwa duże problemy, które są też szansą.

Problem pierwszy – dotarcie do Klienta.

Problem drugi – sprzedaż generująca zyski, a nie tylko obrót.

Kto będzie mógł rozwiązać jeden lub oba te problemy na raz, ten będzie zarabiał. Gwarantuję to.

Michał Ksiądzyna: możesz rozwinąć, jaka sprzedaż generuje zyski, a jaka tylko obrót?

Piotr Majewski: Sprzedaż, której koszt jest niższy niż marża na produkcie/ usłudze. Znam wiele e-sklepów z elektroniką, które robią ogromne obroty, ale zyski z tego są mizerne. Dla mnie to tak, jakby chodzić po cukier do herbaty z taczką.

Wiele osób wchodzi w typowy e-commerce (bielizna, elektronika) bo stosunkowo tanio można kupić obrót. Jest dużo Klientów, produkt jest Klientom znany, więc pozyskanie sprzedaży jest tańsze, niż w mojej branży, ale marże są zabójczo niskie. Jak dodamy do tego koszty prowadzenia biznesu i koszt alternatywny naszego czasu, to okazuje się, że pracując na kasie w hipermarkecie mielibyśmy tyle samo pieniędzy na godzinę.

Nie podniecam się takimi biznesami, jak Merlin, które są duże, robią ogromne obroty, ale zyski mają mniejsze niż dobrze prowadzony, mały biznes. Fajnie, że ktoś ponosi koszty dostarczania w ten sposób produktów i usług, ale osobiście wolę być Klientem niż właścicielem takiego biznesu.

Michał Ksiądzyna: Co byś powiedział osobom, które uważają, że oddawanie czegokolwiek za darmo to psucie rynku (mam tu na myśli darmowe kursy na Ekademii)?

Piotr Majewski: Oddawanie za darmo to psucie rynku. Nie ma co tego ukrywać. Problem polega na tym, że większość osób/firm stosujących tą strategię psuje ten rynek również sobie. Rozdawanie za darmo to doskonały sposób, aby wykończyć konkurencję… ale siebie również, jeśli robi się to źle.

Rozdawanie za darmo to NIE jest biznes, to NIE jest nawet strategia biznesowa. Strategią biznesową jest pozyskiwanie Klientów, co do których mamy uzasadnioną statystycznie pewność, że coś kupią, za pomocą darmówek. Reszta to ruletka… w której można wygrać.

Większość start-upów stosuje strategię „ZA DARMO”, aby się wypromować. Prawie słusznie, bo zapominają, że potencjalny Klient musi rozumieć, że nie ma nic za darmo, a na pewno za darmo nie ma tego, co jest najbardziej wartościowe. Ewentualnie „ZA DARMO” jest tymczasowe. Jeśli tego mu nie wytłumaczą, skończą jak wiele serwisów z dużą oglądalnością i zerowymi zyskami.

Michał Ksiądzyna: Jak dużą listę mailingową trzeba zbudować, aby móc utrzymać się z biznesu w internecie?

Piotr Majewski: Jeśli masz listę 5000 Klientów, tj. osób, które cokolwiek wcześniej od Ciebie kupiły, i działasz na rynku z przyzwoitą marżą (powiedzmy 20% w górę), to możesz spokojnie utrzymać z tego rodzinę. Im większa marża, tym lepsze życie.

Taka lista będzie więcej warta niż 100 000 subskrybentów, którzy nic jeszcze nie kupili. Wyjątkiem są kampanie reklamowe wykupywane przez duże marki. Te mogą dać sporo pieniędzy przy dużej liście subskrybentów.

Michał Ksiądzyna: 5000 osób, które od Ciebie kupiły … tylko najpierw trzeba doprowadzić do tych transakcji. Jak to zrobić? Do jak dużej grupy ludzi trzeba dotrzeć, aby móc liczyć na 5000 klientów?

Piotr Majewski: Za jednym zamachem? Jeśli weźmiesz produkt warty 10 albo lepiej 50 zł w oczach Klientów i sprzedaż im go za 5 zł, to potrzebujesz dostępu od 250 do 500 tysięcy dobrych adresów – zakładając, że będziesz miał 10% konwersji sprzedażowej (50 000 wejść) i 10-20% konwersji na mailu (stąd zasięg 500 lub 250 tys. odbiorców). Zauważ, że mówimy o dostępie do 250K subskrybentów, a nie o posiadaniu takiej listy – nawet 1 mailing powinien załatwić sprawę.

No ale to jest tylko prawdopodobna teoria. Dodajmy do tego jakość bazy subskrybentów, jaki to jest rynek, jaki to jest produkt, jak bardzo pożądany jest w danym momencie i pojawia się nam prawda o biznesie – nie ma wzorów jak w fizyce, są tylko case’y.

Sposobów na pozyskanie takiej bazy jest wiele. Np. jeśli wdrożysz mądrze up-selling i komunikację posprzedażową nastawioną na kolejną sprzedaż, to możesz zaproponować odpowiednim partnerom, że dasz im 50 zł za każdą osobę, która kupi od Ciebie produkt za 5 zł, bo wiesz, że i tak zarobisz. Ale to nie jest gra dla początkujących. Tak można grać na poważnie za granicą korzystając z sieci CPA, w Polsce jest za mało takich partnerów i takich sieci.

Michał Ksiądzyna: Jakie są różnicie między polskim a anglojęzycznym Internetem? Oprócz wielkości oczywiście.

Piotr Majewski: Dostępność narzędzi rozwiązujących problemy technologiczne i sprzedażowe… ale to wynika pewnie tylko z wielkości lub konkretniej ze statystyki.

Przepustowość Internetu i jego koszt – u nas jest z tym słabo.

Lekkomyślność biznesowa lub głęboki portfel – tego jest więcej za granicą.

Jeśli pominiemy wielkość, uważam, że polski Internet niewiele ustępuje pomysłowością i jakością Internetowi anglojęzycznemu. Z pewnością nie mamy polskiego Facebooka, Google i Amazon Services (traktowanych jako platformy technologiczne), ale poza tym jest bardzo dobrze.

Jeśli spojrzymy na moją branżę – infoproduktów – to jakościowo przewyższamy Amerykanów, bo to straszne niechluje są.

Ale Internet anglojęzyczny jest tak wielki, że powyższe nie ma niestety większego znaczenia ;-(

Michał Ksiądzyna: Co sądzisz o marketingu wirusowym i o social media?

Piotr Majewski: Uważam, że to najpotężniejsze narzędzie marketingowe, którego powtarzalne i skuteczne biznesowo zastosowanie jest piekielnie trudne i nieprzewidywalne. Problem z social media polega na tym, że jeśli już coś zadziała, to na 95% nie zadziała drugi raz na taką samą skalę – np. million dollar homepage czy one red clip.

Robiąc „coś” w social media liczę na fart, a na co dzień skupiam się na narzędziach w pełni przewidywalnych, jak e-mail marketing.

Osobiście nie znam żadnego małego biznesu, który marketing wirusowy potrafi wykorzystywać do systematycznego pozyskiwania Klientów ze skutecznością większą niż typowy marketing. Trudno mi sobie nawet przypomnieć jakieś konkretne pojedyncze strzały… ale ignorować tego nie zamierzam.

Michał Ksiądzyna: Jeśli nie marketing wirusowy, to co? Jakie narzędzia najlepiej sprawdzają się w przypadku małych i średnich biznesów?

Piotr Majewski: Nic nowego w tym temacie. E-mail marketing, bo mierzalny i najtańszy, jeśli kierowany do własnej bazy adresowej. Pozycjonowanie w wyszukiwarkach, bo cały czas skuteczne, chociaż lepiej w ten sposób budować bazę adresów niż próbować sprzedawać. CPA marketing, zwłaszcza programy partnerskie, ale również bardziej wyrafinowane kombinacje (np. prowizja większa niż cena produktu). Dla bardziej zorganizowanych i podchodzących metodycznie do biznesu reklama CPC a nawet bannerowa, ale ta druga tylko na niszowych serwisach.

Generalnie wszystko, czego budżet można kontrolować na bieżąco, czego skuteczność można bezbłędnie śledzić lub co jest darmowe (proste pozycjonowanie), a daje dobre rezultaty.

Michał Ksiądzyna: Jesteś ekspertem w dziedzinie e-mail marketingu. Jaką skuteczność/konwersję potrafisz osiągnąć wysyłając mailing do osób, które jeszcze od Ciebie nie kupiły?

Piotr Majewski: Wiele zależy od bazy adresowej. Ja baaaaardzo rzadko wysyłam cokolwiek do zewnętrznych baz danych, bo wolę budować własne. A więc jak do tych własnych wysyłam często maile i są to bazy bardziej ogólne, to kilka procent klika. Jeśli najpierw zbudują tzw. sublistę osób zainteresowanych konkretnym tematem, to kilkanaście do 50% klika. I ta strategia jest znacznie mądrzejsza, bo rezultat podobny, a nie wkurzamy reszty listy.

Michał Ksiądzyna: Co sądzisz o manipulacji w reklamie? Warto sięgać po różne techniki?

Piotr Majewski: Manipulacji – czyli świadomego wprowadzania w błąd – nie uznaję. Perswazję – czyli środki wyrazu wpływające na podjęcie decyzji dobrej dla Klienta lub w najgorszym wypadku obojętnej, bo z możliwością zwrotu pieniędzy – stosuję.

Michał Ksiądzyna: Jakimi sukcesami w biznesie mogą się pochwalić Twoi uczniowie? Jest ktoś, kto ma szanse przerosnąć swojego Mistrza?

Piotr Majewski: Kolejną różnicą pomiędzy Polską a Stanami jest to, że w Polsce nie ma zwyczaju mówić o własnych zarobkach, więc niewiele wiem o konkretnych rezultatach moich Klientów, a na pewno nie mogę się podzielić tymi, które znam. Szkoda, bo to mi znacznie utrudnia biznes.

Znam rezultaty głównie osób, które korzystając z moich porad zaczynały, bo takie skłonne są powiedzieć nieco więcej. Są wśród nich takie, które w ciągu roku od zera doszły do kilkunastu tysięcy miesięcznie.

Są też firmy, które dzięki moim metodom uniezależniły się od kryzysu – bo zagwarantowały sobie stały dopływ Klientów, albo z miejsca zwiększyły o kilkadziesiąt tysięcy złotych rocznie dochody wprowadzając np. cross-selling czy komunikację posprzedażową.

Chciałbym Ci wskazać konkretne firmy, ale póki same o tym nie powiedzą, nic z tego.

Czy ktoś może mnie przerosnąć w mojej niszy? Tak, nic nie trwa wiecznie. Dlatego buduję takie systemy, jak Ekademia czy impleBOT, aby móc czerpać zyski od innych ekspertów z mojej i innych branż.

Michał Ksiądzyna: Dlaczego chcesz znaleźć się w pierwszej setce najbogatszych polaków? Jaka jest Twoja motywacja do działania? Co napędza Twoją ambicję? (Odnośnie wywiadu dla Artura Kurasińskiego)

Piotr Majewski: Prawdę mówiąc nie jest to obecnie cel, który mnie nakręca, ale z pewnością byłoby fajnie no i jest to jakiś mierzalny cel. Moją motywacją do działania jest obecnie wygodne życie z rodziną. To i zwiększanie popularności mojej osoby w branży (zwane potocznie „próżnością”) napędza moją ambicję.

Michał Ksiądzyna

Redaktor Naczelny Top Menedżer

Sprawdź też...

10 Responses

  1. Nie bardzo rozumiem jak chcesz robić biznes sprzedając coś ludziom dwukrotnie lub 10 krotnie poniżej kosztów 🙂
    Natomiast zaciekawiła mnie kwestia 5 tys. klientów. .
    Sam mam takich ponad 70 tys. i to kupujących u mnie regularnie kilka razy w roku. I choć zdaję sobie sprawę z wartości takiej bazy to nie bardzo mam pomysł jak można to naprawdę skutecznie wykorzystać. Możesz zaproponować jakąś swoją książkę na ten temat ?

    pozdrawiam
    Arek

    [Odpowiedz]

  2. Dawno temu kupiłem książkę Piotrka „Czas na e-biznes”. Powiem szczerze, że otworzyła mi oczy na wiele problemów i znalazłem w niej sporo ciekawych pomysłów. Niestety mam wrażenie, że Piotr nie rozwija się już tak bardzo jak kiedyś. Wypracował niezłą pozycję w branży i teraz korzysta z tego. Myślę, że Piotr na duże ambicje, jak każdy z nas.

    [Odpowiedz]

  3. Paweł Kata pisze:

    Jak dla mnie definitywnie najlepszy z ostatniej trójki wywiadów.

    Co do recurring billing, to Sebastian Schabowski jakoś sobie z tym poradził. I to bez PayPala.

    @Michał: mam podobne wrażenie, ale z drugiej strony – Piotr zawsze doradzał wykorzystywanie zdobytej wiedzy w praktyce, a nie zdobywanie jej w kółko dla samego zdobywania. IMHO po prostu robi to, co sugerował innym.

    @Arnold: o ile się domyślam, chodzi bardziej o zdobywanie powracających klientów. Jak ktoś kupi coś od Ciebie – choćby za piątaka – to takiej osobie możesz potem próbować sprzedać produkty z o wiele większą marżą i price tagiem, bo takie sprawy jak zbudowanie zaufania czy rep masz już tym piątakiem potwierdzone. Przykładem są banki. Płacą za leada ~40 pln. Ktoś zakłada konto, trzyma u nich kasę, bierze kredyt lub wyrabia CC i oni te 40 pln od gościa bardzo szybko sobie z powrotem wyciągną.

    [Odpowiedz]

  4. pel pisze:

    Cneb to juz bida i era dinozaurow, nieaktualizowane tresci i obecnie Pana Majewskiego warto jednak przedstawiac bo juz nie kazdy go pamieta.

    [Odpowiedz]

  5. rwtryb pisze:

    Dopiero się wgryzam w temat, ale ciekawy artykuł.

    [Odpowiedz]

  6. Dzięki za miłe słowa.

    @Arnold – moim core biznesu jest CLV czyli całościowa wartość Klienta. Dlatego w zeszłym roku powracający Klienci wygenerowali dla mnie 79% obrotu. Od 2008 roku skupiam się prawie wyłącznie na konwersji na stronie, konwersji e-maili i powtarzalności zakupów, mniej zajmuję się promocją i reklamą.

    Recurring billing w ciekawy sposób wdrożył kiedyś Aleksander Buczny wysyłając po prostu co miesiąc płytę za pobraniem. Prosty sposób, którego nie miałem okazji jeszcze przetestować, ale pewnie działa.

    Na koniec polecam moją nową książkę: http://helion.pl/ksiazki/125_pytan_na_temat_e_biznesu_do_piotra_majewskiego_piotr_majewski,100ebi.htm 😉

    [Odpowiedz]

  7. @Pel Faktycznie na cneb już od dłuższego czasu niewiele się działo, ale z tego co wiem, to Piotr ma plany rozwojowe związane z tym serwisem.

    [Odpowiedz]

  8. > biznes, (…) wymaga ogromnego zaangażowania i przynajmniej jednej z 2 dodatkowych cech: albo umiejętności stworzenia i sprzedaży(!!!) produktu, albo umiejętności organizowania ludzi, którzy go stworzą i sprzedadzą(!!!).

    Ewentualnie można sprzedawać czyjeś produkty i też nieźle z tego żyć – jak ja:)

    [Odpowiedz]

  9. @Lech. Masz rację. Zapomniałem o brokerach/ partnerach – czasami wystarczy tylko umiejętność sprzedawania produktów i usług innych firm.

    [Odpowiedz]

  10. Adrian Gonet pisze:

    Ja też dopiero zaczynam.
    Piotrze możesz mi powiedzieć ,czy
    ciężko jest nauczyć się pozycjonowania.
    Na razie reklamuję się na forach
    o biznesie i zacząłem komentować
    opisy na blogach i dodawać link do
    mojego bloga.blog jest na razie skromny,bo
    nie znam się dobrze na biznesie.
    http://www.biznesporady.bloog.pl
    Adrian
    P.S Jestem w twoim programie partnerskim

    [Odpowiedz]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *