Facebook – jak z niego wycisnąć marketingowy soczek

facebook-logo

Czy Facebook jest dobrym narzędziem marketingowym? Według mnie ma swoje zastosowania. Czytając dalej dowiesz się o tym, czym jest Facebook, co oferuje i jak z niego korzystać w marketingu.

Facebook

Facebook stał się niesamowicie popularny – niedawno świętował dołączenie 500mln ludzi do globalnej społeczności i nadal rośnie. Co jest w nim tak atrakcyjnego? Przyjazny interface, brak natarczywych reklam i kilka innych smaczków pomagają, ale główna wartość w Facebooku leży w tym, że jest genialnym agregatorem informacji – w jednym miejscu mamy dostęp do ogromu zasobów internetu. W przeciwieństwie do Google, który używa swojego algorytmu w celu ustalenia, które informacje są ważne i wartościowe, a które nie, Facebook używa do tego celu naturalnych, społecznych mechanizmów, które przenosimy do internetu, znacznie przyszpieszając tempo rozprzestrzeniania się informacji.

Jeśli mój znajomy wrzuci nowe zdjęcia – informacja o tym pojawia się na mojej tablicy, jeśli znajdzie niesamowicie ciekawy artykuł w internecie, może zamieścić link do niego wraz ze swoim komentarzem, jeśli coś mu się podoba, klika „Lubię to” i również otrzymuję informacje o tym, co on lubi. Skoro jesteśmy znajomymi, jest szansa, że mamy podobne zainteresowania. Nie muszę już sam szukać w internecie treści, które są dla mnie ważne – moi Facebookowi znajomi robią to za mnie, a ja robię to za nich. W ten sposób wszyscy korzystają. Jeśli ktoś wrzuca informacje, które są dla mnie mało ważne – mogę zablokować źródło, albo samą osobę i już nie będę męczony kolejnymi informacjami, które są dla mnie tylko szumem.

Osobiście zrezygnowałem z RSS na korzyść Facebooka – jest w swojej kategorii bezkonkurencyjny. Najlepszy agregator (zbieracz) informacji jaki w tej chwili istnieje.

Skoro na Facebooku są ludzie (w Polsce jakieś 3 miliony), to przecież można im coś sprzedać. Pytanie tylko: JAK.

Co oferuje nam Facebook?

– darmowy (choć czasochłonny) dostęp do swoich użytkowników i ich uwagi, jeśli potrafimy ją przykuć

– możliwość posiadania własnej „strony”, którą użytkownicy mogą lubić (przez kliknięcie „Lubie to”)

– możliwość prowadzenia własnej grupy dyskusyjnej na dany temat

– możliwość posiadania profilu jako osoba

– możliwość pisania i udostępniania własnych aplikacji na Facebooka

Jak to wykorzystać?

Według mnie grupy dyskusyjne na Facebooku się nie sprawdziły – niewiele osób z nich korzysta, są niewygodne i ogólnie niezbyt udane. Dlatego je pominę. Co jest lepsze?

Własny profil.

Fajna sprawa – mogę wrzucić link do tego artykułu (co oczywiście zrobię) na swoim profilu, moi znajomi zobaczą ten link, mogą go skomentować, albo kliknąć „Lubię to”, a to pozwala na ekspozycję informacji ich znajomym. Bardzo szybko zasięg nabiera masy, pod warunkiem, że „lubią” i komentują. Jest pewien minus – limit znajomych to 5000, więc o poważniejszym marketingu można zapomnieć.

Strona na Facebooku

to taki profil, tylko ma 2 zalety – po pierwsze może być „stroną” czegokolwiek – gwiazdy filmowej, soku pomarańczowego, obijania się, spania do 12:00 w soboty i wszystkiego, co sobie zamarzysz (z pewnymi ograniczeniami dotyczącymi tematów „drażliwych”, więc jeśli jesteś w pornobiznesie, może być ciężko). Do tego nie ma żadnego limitu liczby „fanów”.

Strona jest najlepszym narzędziem, które można wykorzystać w marketingu, jakie Facebook oferuje. Dlaczego?

Po pierwsze można się chwalić tym, ile osób „Lubi” naszego bloga, naszą firmę, naszą ideę, naszą książkę i wszystko inne. Na tym blogu też nie brakuje ramki Facebooka, gdzie można kliknąć „Lubię to” i w chwili pisania tego artykułu 750 osób już „polubiło” Top Menedżera. Co mi to daje? Przede wszystkim wizerunek – w Polsce niełatwo znaleźć duże społeczności Facebookowe, więc nawet kilkaset fanów powoduje, że Twoja strona wygląda na ważną.

Przykłady:

gazeta.pl – 9 375 fanów

demotywatory.pl – 319 035 fanów

mambiznes.pl – 571 fanów

onet.pl – 815 fanów

Wrocław – 12 541 fanów

Jak w tym towarzystwie wypada Top Menedżer ze swoimi 750 fanami i fankami? 🙂 Całkiem nieźle, biorąc pod uwagę, że to tylko blog prowadzony przez jedną osobę. Jest to powód do chwalenia się, ponieważ większość stron nie osiąga nawet 100 fanów.

Drugi, znacznie bardziej interesujący sposób wykorzystania „strony” to wrzucanie na nią informacji. Masz POZWOLENIE na zasypywanie swoich „fanów” informacjami o tym, co robisz, co oferujesz, czego potrzebujesz. Ci ludzie chcą informacji od Ciebie, nieprzymuszenie wyrazili chęć ich otrzymywania.

Ok, ale nawet 1000 fanów to wciąż relatywnie mała grupa ludzi, jak na internet. Mała i skurczy się, jeśli będziesz przez swoją stronę wysyłał mało interesujące i natarczywe komunikaty. Za to w momencie, kiedy zaoferujesz coś wartościowego, pojawią się komentarze i „lubie to” (czyli potencjalna ekspozycja wśród znajomych komentującego). Jeśli masz dobrego wirusa, który tylko potrzebuje odpowiedniej infrastruktury, żeby się rozprzestrzeniać Facebook jest dla niego jak sterydy – znacznie przyspiesza rozprzestrzenianie się informacji tego typu.

Technika oznaczenia na zdjęciu

Jest jeszcze jeden trick, który nie dla każdego może okazać się odpowiedni, ale widziałem już bardzo skuteczne wykorzystanie tej metody. Na zdjęciach, które wrzucasz na Facebooka można oznaczać osoby – w tym momencie zyskujesz uwagę tej osoby, która sprawdzi kto ją oznaczył na zdjęciu i w jakim celu, a informacja o oznaczeniu na zdjęciu często przebija się też do jej znajomych. Żadne działania ze strony zainteresowanego (oprócz „polubienia” Twojej „strony” w przeszłości) nie są potrzebne. Bardzo potężna i dobrze rozprzestrzeniająca informacje technika.

Aplikacje

Przyznam szczerze, że nie mam doświadczenia z aplikacjami na Facebooka, ale widzę, że są skuteczne w budowaniu liczby fanów i zaangażowania. To już jednak droższy interes. Mimo tego responsywność (aktywność) mogłaby być dużo większa – może to jeszcze nasza polska specyfika, że zapoznajemy się dopiero z Facebookiem i nieśmiale zaczynamy z niego korzystać.

Minusy Facebooka?

Szum informacyjny. Jeśli masz więcej niż 50 znajomych zaczyna się walka o miejsce na Twoim „wallu” (tablica – miejsce, gdzie wyświetlane są dla Ciebie informacje). Jeśli ktoś ma niewielką ilość znajomych (+ stron, które „lubi”) i się zaloguje w ciągu dnia (a nawet tygodnia), kiedy zamieściłeś swoją wiadomość, jest spora szansa, że oczy tej osoby padną na Twoją informację. W chwili pisania tego artykułu mam w znajomych na Facebooku 1330 osób. Zdobycie mojej uwagi nie jest proste – codziennie setki różnych informacji walczą o tę uwagę, ale jedynie kilka-kilkanaście ma szansę się przebić.

Wśród nich są zdjęcia z wakacji koleżanki, najnowszy artykuł na blogu kolegi, informacja o powodzi, porada od znanego biznesmena i wszystko inne, co można sobie wyobrazić. W tej zupie informacji trzeba wybrać tylko to, co najlepsze. Dlatego też traktuję Facebooka jako narzędzie pomocnicze i nigdy nie oparłbym kręgosłupa kampanii na nim. Także dlatego, że „strony” mogą nagle zniknąć – tak się stało w przypadku bardzo popularnej ( 5000 fanów) facebookowej „strony” Jacka Gadzinowskiego – specjalisty od social media.

Do czego polecam Facebooka?

Facebooka polecam w tej chwili jako narzędzie dialogu i zbierania dowodów na istnienie społeczności osób zainteresowanych naszą firmą/stroną/blogiem i czymkolwiek innym. Jeśli interesuje nas konkretna sprzedaż i zasięg – w tej chwili są lepsze narzędzia. Mimo tego Facebook szybko się rozwija, więc kto wie … może już niedługo będzie można z niego wycisnąć więcej marketingowego soczku 🙂

Michał Ksiądzyna

Redaktor Naczelny Top Menedżer

Sprawdź też...

8 Responses

  1. Warto dodać, iż przy odpowiedniej strategii marketingowej, CPM jako typ reklamy Facebook Ads znacznie bardziej się opłaca niż CPC.

    [Odpowiedz]

    Michał Ksiądzyna Odpowiedź:

    @Michał Wendrowski, Podzielisz się konkretnymi statystykami?

    [Odpowiedz]

    Michał Wendrowski Odpowiedź:

    @Michał Ksiądzyna Ten sam baner reklamowy: w przypadku CPM koszt za klik wyniósł przeciętnie 0,07 EUR, a w przypadku CPC ponad dwa razy tyle.

    [Odpowiedz]

  2. Trafne spostrzeżenia, ale nie ze wszystkimi się zgodzę. Nigdy nie zamienię RSS-a na FB choćby z tego względu, że natłok informacji z różnych grup, profili, serwisów przytłacza najważniejsze informacje z serwisów. Za pomocą FB najczęściej analizujemy konkurencję (w biznesie), śledzimy naszych znajomych i ich profile, szukamy kanałów dotarcia do potencjalnych klientów. FB to dla wielu użytkowników platforma biznesowa, a nie rozrywkowa. Każda nowo powstała gra, łamigłówka czy quiz ma ukryte dno.

    FB jest narzędziem najczęściej wykorzystywanym w promocji jednak trzeba umiejętnie z tego korzystać. Wiedzieć w jakim czasie publikować informacje, o której godzinie i jakie są limity dzienne. To niby banały, a mimo wszystko jakoś trzeba się wbić w natłok informacji wyświetlanych w profilu.

    Jeśli chodzi znów o samą reklamę na FB to ciekawa jestem jej skuteczności. Analizując jednak formę w jakiej jest wyświetlana myślę, że skuteczność ma niemałą.

    [Odpowiedz]

    Michał Ksiądzyna Odpowiedź:

    @Paulina Niżankowska, Jeśli chodzi o skuteczność reklamy na FB, to jest spora jeśli reklamujesz swoją „stronę” – czyli nie wyciągasz użytkownika poza Facebook. W przypadku płatnej reklamy, jak pisał Michał Wendrowski bywa lepiej.

    Jeśli zaś mówimy o np. przekierowaniu użytkownika na swoją stronę/domenę, to wypada beznadziejnie słabo – daleko za innymi społecznościami i blogami.

    [Odpowiedz]

  3. Arek pisze:

    Może to że firmy są zainteresowane promowaniem się na Facebooku będzie motorem napędowym tego serwisu? Czegoś znacznie lepszego niż globalna nasza-klasa ze śledzikiem;)

    [Odpowiedz]

  4. @Mirek Połyniak, Zgadza się, największy minus Facebooka to wspomniana „teraźniejszość” – nawet w najgorętszym czasie na Facebooku jednocześnie jest jakieś 10% osób, które śledzą naszą „stronę” Facebookową. Dla porównania mailing pozwala na dotarcie do blisko 100% osób zapisanych.

    [Odpowiedz]

  5. Co do skuteczności FB, jest on dobry „tu i teraz”, lecz na dłuższą metę uzależnia odbiorców treści. Owszem przechodzą oni na zewn. linki ale szybko wracają znowu do FB.

    Z każda zmiana algorytmu i ukrywanie informacji w feedzie w fanpageów, efektywność tego narzędzia spada. Z doświadczenia powiem że mniej więcej z 22-25% rok temu (klikalność), do 10-12% na początku roku, do 5-6% obecnie. Myślę że na koniec roku, może to być granica 1-2%. Ilość informacji zaczyna zalewać, ludzie się uodporniają na nasze komunikaty.

    Spada także jakość tych klików, głębokość wizyt. FB jeszcze wprowadza 1 wazne zaburzenie, wyssysa komentarze. Rozleniwia, zabiera czas ludziom. Owszem tworzy się fajny kanał do komunikacji, ale ma on coraz więcej niekoniecznie dobrego wpływu.

    W mojej historii ważne jest nie to że mi coś tam skasowali, ale raczej to, czy z takich lekcji wyciąga się wniosek – FB nie zbawia świata, nie zastąpi komunikacji. A kto nie dywersyfikuje i nie ma ciekawego kontentu, po prostu zdechnie przy pierwszej lepszej okazji.

    Jedna ważna rzecz której unikają agencje w ostatnich dniach… zmienił się algorytm , spadła skuteczność działań na FB o 50-75%. jak to wpłynie na model funkcjonowania na FB? Czy zatem wycena takich działań powinna spaść o 33-50% dla klienta?”

    [Odpowiedz]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *