Czy człowiek musi niszczyć naturę?

maxresdefault

Od tysięcy lat eksploatujemy, niszczymy i degradujemy naturę. Człowiek przyczynił się do wymarcia niezliczonych gatunków zwierząt i roślin, do spalenia lub wycięcia milionów kilometrów lasów, do zmian klimatycznych oraz poważnego zanieczyszczenia środowiska, z odpadami radioaktywnymi na czele. Czy tak musi być?

Dlaczego człowiek niszczy naturę?

Odpowiedź na to pytanie musi zostać poprzedzona wnikliwą analizą sytuacji. Nie mam zamiaru pisać, że wszystko co ekologiczne jest dobre, a wszystko nieekologiczne złe – to byłoby pisanie pod publiczkę, a przecież wszyscy chcemy znać prawdę. Zacznijmy od podstaw: dlaczego człowiek niszczy naturę?

Moja odpowiedź: ponieważ jest to potrzebne, aby mógł się rozwijać. Człowiek ma w sobie wbudowane dwa mechanizmy – jeden nakazuje mu żyć zgodnie z naturą (instynkt), drugi mówi mu, żeby się rozwijał, żeby nigdy nie był do końca zadowolony ze swojego stanu (rozum). Być może to właśnie czyni nas ludźmi, że skłaniamy się częściej w stronę rozumu niż instynktu. Aby się rozwijać, człowiek potrzebuje zasobów – źródeł pożywienia, surowców, materiałów, miejsca do życia i wielu innych. To wszystko jest na wyciągniecie ręki i oferuje nam to natura. Tak więc człowiek sięga po najłatwiej dostępne dla niego sposoby pozyskania tych zasobów – pali lasy deszczowe, wydobywa miliony ton węgla, ropy, metali i minerałów, hoduje miliony sztuk bydła oraz buduje miasta, drogi, tamy. Mówiąc krótko – niszczy naturę.

Jakie są skutki niszczenia natury?

Skutków nie brakuje. Przede wszystkim zaburzane są ekosystemy, przez co wymierają całe gatunki. Przemysł energetyczny uwalnia do atmosfery ogromne ilości szkodliwych substancji, czego efektem są kwaśne deszcze (z dodatkiem kwasów siarkowych i azotanów), odpady radioaktywne i ogromne ilości dwutlenku węgla. Codziennie wykorzystujemy ogromne ilości węgla, koksu, ropy naftowej, gazu ziemnego i innych paliw. Każdego dnia nasza planeta staje się mniej zielona, a bardziej czarna od tych wszystkich spalin, betonu, asfaltu i stali.

Efekty bywają opłakane – alergie, nowe (lub dawniej rzadkie) choroby, mniejsza bioróżnorodność, gorszy ogólny stan samopoczucia ludzi, niszczenie upraw rolnych przez kwaśne deszcze i zanieczyszczenia (przez co są jeszcze intensywniej nawożone) i wiele innych.

Czy człowiek musi niszczyć naturę?

Według mnie – tak. Musi, bo taka jest natura człowieka. Bierze, co ma pod ręką i tworzy z tego coś, co mu lepiej służy. Pomyślcie o tych ogromnych pokładach surowców, które leżałyby niewykorzystane – bez nich nie byłoby komputerów, samochodów, miast, cywilizacji. Aby żyć w pełni w zgodzie z naturą, musielibyśmy zniszczyć wszystko co udało nam się osiągnąć, odrzeć się z ubrań i wrócić do życia w buszu. To chyba nie byłby najlepszy pomysł.

Człowiek płaci cenę niszcząc naturę – często przypłaca to własnym zdrowiem i szczęściem. Mimo tego, gdzieś w środku czuje, że musi tak postępować, bo rozwój jest ważniejszy. W rozwoju człowieka mamy do czynienia z cyklami i skokami – w poprzednim wieku dokonały się aż dwa takie skoki – industrializacja (uprzemysłowienie), która zdegradowała środowisko w stopniu dotąd niewyobrażalnym oraz rewolucja informatyczna. Przede wszystkim industrializacja, napędzana przez konsumpcjonizm jest odpowiedzialna za tak ogromne zużycie energii i tak daleko idące skażenie środowiska. Internet i komputery w tej chwili dają więcej ekologicznych oszczędności niż ekologicznych kosztów – zamiast wydawać gazetę (czyli ścinać drzewa na papier), mogę pisać bloga lub prowadzić portal informacyjny; zamiast jechać do znajomego na drugi koniec Polski, mogę z nim porozmawiać przez GG albo Skype; zamiast latać co dwa tygodnie do USA, mogę wymieniać się mailami. Do tego wszelkie dobrodziejstwa, jakie oferuje komputer i internet powodują, że lepiej zarządzamy (a więc zużywamy mniej surowców aby otrzymać taki sam efekt), lepiej i szybciej wymieniamy się informacjami. Korzyści są ogromne.

Niszczenie środowiska to etap

Industrializacja, informatyzacja, niebawem (20-30 lat) zapewne nanotechnologizacja – to wszystko są etapy. Industrializacja wymagała ogromnych poświęceń natury, zaoferowała też niespotykany dotąd wzrost dobrobytu. Informatyzacja wyszła ekologii raczej na zdrowie (chociaż człowiekowi niezbyt – mniej się ruszamy).

Nie podzielam wizji przyszłości spowitej czarnymi oparami spalin – to nierelane. Człowiek, zwłaszcza w demokracji ma pewien zakres tolerancji na zanieczyszczenie i kiedy ta tolerancja zostanie wystawiona na zbyt ciężką próbę, potrafi szybko znaleźć odpowiednie rozwiązanie.

Technologie ekologiczne

Dużo się mówi o tak zwanych technologiach ekologicznych – czyli takich, które mają dawać taki sam efekt jak obecne, z mniejszym wpływem na środowisko. Kolektory słoneczne, samochody na prąd, odsalanie wody morskiej, elektrownie wiatrowe i wodne i szereg innych technologii. Rządy forsują te wynalazki, tak jakby były jakimś remedium na wszystkie problemy świata. A czy są? Często nie.

Wiatr i woda mogą zaoferować jedynie ograniczone zasoby energii. Żarówki energooszczędne są 10-20 razy droższe, a do tego zawierają sporo szkodliwych substancji. Samochody na prąd nie jeżdżą tak, jakbyśmy chcieli (szybko z porządnym kopem), kolektory słoneczne są na większości globu zupełnie niepraktyczne i nieefektywne, a tam gdzie są – w tej chwili nieopłacalne.

Istnieją dwie doktryny dotyczące tego problemu. Pierwszą nazwiemy doktryną (czy też metodą) wyprzedzania, drugą – doktryną wolną.

Doktryna wyprzedzania

Doktryna wyprzedzania to podejście, które mówi, że już teraz trzeba opracować odpowiednie technologie ekologiczne, że trzeba forsować ich efektywność (za pieniądze podatników), dopłacać do nich i je rozwijać.

Plusem jest to, że dzięki takiemu podejściu niektóre technologie mają szansę zaistnieć i rozwinąć się szybciej niż naturalnie. Zupełnie jak sportowcy na sterydach. Minus jest taki, że dopłacamy do technologii, które w momencie, kiedy w końcu mogłyby stać się przydatne i opłacalne mogą okazać się zupełnie nieprzydatne (bo ktoś wymyśli coś lepszego). Płacimy za rozwój czegoś, co nie jest potrzebne i nie wiadomo czy kiedyś będzie. I żeby była jasność – płacimy wszyscy i płacimy dużo. Czy gdybyś miał na to bezpośredni wpływ, oddawałbyś 10 000zł rocznie na rozwój technologii ekologicznych przez jakieś bliżej nieokreślone firmy? Nie wydaje mi się – stawiam na to, że wolałbyś pojechać za te pieniądze na wakacje do ciepłych krajów, albo samodzielnie popracować nad lepszymi technologiami.

Pozostaje jeszcze sprawa tego, że skoro wydajemy grube miliardy na kolektory słoneczne (oczywiście zarabiają na tym solidnie duże korporacje), które nie są opłacalne, to co moglibyśmy zdziałać wydając te pieniądze inaczej? Może jakiś domorosły geniusz byłby w stanie wymyślić coś lepszego, gdyby dostał grant wartości jednej dziesięciotysięcznej tych pieniędzy? A może firmy same by przeszły na kolektory słoneczne, kiedy stałoby się to opłacalne? Nie czarujmy się – człowiek wyciągnie z Ziemi ostatnią kroplę ropy naftowej, ostatni okruch węgla, ostatnią grudkę uranu, ostatni kawałek żelaza – tak długo jak będzie mu się to opłacało. A jeśli nie będzie mógł tego znaleźć na Ziemi – znajdzie gdzie indziej, chociażby na Marsie. I zainwestuje „sam z siebie” we wszelkie potrzebne do tego technologie, obejdzie wszystkie związane z tym przepisy i zakazy rządów, przebije się przez wszystkie przeciwności.

To tak jak z lotem na księżyc – obecnie się tego nie robi, bo niby po co? Drogo, daleko, zimno, nic tam nie ma. Ale na Marsa? O tak! Bo na Marsie są złoża surowców, które mogą się okazać bardzo dużo warte. Kiedy? Nie dziś, nie jutro. Może za 50, może za 100 lat. Ale ten kto będzie je kontrolował w tym czasie, będzie kontrolował ogromne bogactwo. Czy tak będzie? Tego nie wiemy, ale jest to doskonały przykład doktryny wyprzedzania.

Doktryna wolna

Oznacza nie tyle powolność (chociaż brak takiego pośpiechu jak w przypadku doktryny wyprzedzania), co wolność w samoregulacji ekonomii i rozwoju technologii. Jeśli jakaś technologia będzie potrzebna – to się ją opracuje. A jeśli nie jest – to nikt sobie nią nie zawraca głowy. Przykład?

Nikola Tesla wynalazł i skonstruował pierwsze roboty (kroczący, pływający i latający) około sto lat temu. W tamtym czasie jednak (uwaga: brutalna prawda) człowiek był wart mniej niż robot, przy tym posiadał wielokrotnie lepszą sprawność. Dziś roboty są powszechnie w wykorzystaniach wojskowych – obserwują terytorium wroga, jeżdżą po polach minowych i wykonują szereg innych czynności, które mogłyby narażać życie ludzkie. Czy od tego czasu dokonała się rewolucja w dziedzinie robotyki? Najwyżej ewolucja. Sama zasada działania się nie zmieniła. Zwyczajnie człowiek (w tym przypadku żołnierz) stał się więcej wart, a koszt produkcji robota spadł. Tym samym używanie robotów nabrało sensu.

Wyobraźmy sobie, że jakaś szalona dyktatura zechciałaby wykorzystać w działaniach militarnych roboty jeszcze 50 lat temu. Ich produkcja byłaby bardzo droga (przez co trzeba zrezygnować z czołgów, samolotów i innych broni załogowych), a efektywność najwyżej słaba. W efekcie taka armia przegrałaby wojnę z przeciwnikiem dysponującym jedynie ułamkiem budżetu na uzbrojenie. To byłoby zachowanie typowe dla doktryny wyprzedzania.

A teraz wyobraźmy sobie wojny przyszłości, za 50 lat – gdzie sztuczna inteligencja góruje nad ludzką na polu bitwy, roboty są silniejsze, sprawniejsze i bardziej precyzyjne niż ludzie, a przede wszystkim dużo tańsze, a ich strata nie powoduje pogorszenia nastrojów społecznych w kraju. Taka armia robotów ma już sens.

Według doktryny wolnej, każda technologia ma swój czas i miejsce. Jedne technologie degradują środowisko, inne je chronią, albo nawet wzbogacają.

W ostatnim stuleciu mieliśmy nadmiar technologii degradujących i niszczących naturę. Czy oznacza to, że powinniśmy pakować rozwój technologiczny sterydami? Do odpowiedzi na to pytanie zachęcam w komentarzach.

Michał Ksiądzyna

Redaktor Naczelny Top Menedżer

Sprawdź też...

13 Responses

  1. W ostatnim stuleciu mieliśmy nadmiar technologii degradujących i niszczących naturę. Czy oznacza to, że powinniśmy pakować rozwój technologiczny sterydami?

    [Odpowiedz]

  2. Ja byłbym za tym żeby jednak forsować ekologiczne rozwiązania. Technologia rozwija się głównie dlatego, że jest na nią popyt, natomiast ekologia to nie coca-cola – popyt na ekologię rodzi się dopiero dzięki intensywnej edukacji społeczeństwa i umiejętnej mobilizacji poprzez akty prawne i programy propagujące.

    [Odpowiedz]

  3. Arek pisze:

    Ja trzymam kciuki za nanotechnologię która może zrewolucjonizować nasze życie. Wyobraźmy sobie mnóstwo niewidocznych robotów unoszących się w powietrzu i neutralizujących szkodliwe związki…

    [Odpowiedz]

  4. @Poradnik – edukacja społeczeństwa i akty prawne już się dzieją i są potrzebne (patrz Ustawa Prawo Ochrony Środowiska). Natomiast pytanie, czy chcemy realizować obarczone sporym ryzykiem niewypału technologie ekologiczne za pieniądze z podatków? Wtedy też jest tak, że nawet jak coś wynajdą, ale Ty z tego nie skorzystasz to i tak płacisz.

    [Odpowiedz]

  5. Otmar pisze:

    Zupełnie bzdurny artykuł,
    człowiek ma promilowy wpływ na środowisko, wystarczy powiedzieć, że jeden duży wybuch wulkanu emituje więcej CO2 niż ludzkość w całej historii !

    Pomijam kwestię wpływu CO2 na ocieplenie klimatu, nawet sam fakt istnienia ocieplenia jest niepewny, ponieważ zmiany w ostatnich latach są minimalne.

    Totalną bzdurą była również dziura ozonowa… efektem przeciwdziałania dziurze ozonowej… jest pogłębiająca się dziura w portfelach ludzi na świecie.

    Artykuł całkowicie off-topic (to jest Top Manager ?) i zupełnie nieprawdziwy.

    [Odpowiedz]

  6. Adam Szajna pisze:

    Jeżeli odczuwam potrzebę troski o środowisko, to dbam o nie niezależnie od wydatkowania pieniędzy publicznych. Państwo, w moim przekonaniu, może brać jedynie częściową odpowiedzialność za środowisko więc nie może sprawować pełni władzy nad kierunkami eko-rozwoju. Mechanizmem, który nie idealnie ale najlepiej jest w stanie dopasować stosunek krótkookresowych korzyści z eksplatacji do dalekowzrocznych skutków zaniedbań jest rynek. Dowód? CSR z jednej strony pokazuje troskę klienta, z drugiej, nie pojawił by się ten temat na blogu o zarządzaniu.

    [Odpowiedz]

  7. @Otmar – po kolei:
    wpływ człowieka na środowisko – jest ogromny. Nie ograniczaj tematu do emisji CO2, który to temat specjalnie potraktowałem po macoszemu. Pomyśl tylko jaką przestrzeń zajmują miasta, drogi – cały ten beton. Do tego dochodzą spaliny, polowanie i tępienie całych gatunków przez człowieka i wiele innych działań, które szkodzą naturze.
    Tematyczność artykułu – pozwolisz, że to ja będę decydował o czym piszę. Jeśli uważam, że ekologia i technologie ekologiczne to temat ważny dla menedżerów, to o tym piszę. A ważny jest, chociażby dlatego, że są w tym ogromne pieniądze.
    Nieprawdziwość – łatwo rzucić takie oskarżenie. Poproszę o dowody na nieprawdziwość przedstawionych informacji. Jeśli dowodów nie przedstawisz, dasz jedynie wyraz tego, że albo nie przeczytałeś dokładnie artykułu, albo gadasz od rzeczy.

    [Odpowiedz]

  8. @Michał Ksiądzyna
    Pominąłeś kwestie rolnictwa – to główny truciciel świata i główna przyczyna chociażby wylesień

    Czy musimy „pakować sterydami” ekologiczną technologię? Moim zdaniem zupełnie nie ma sensu – wszystkie narzędzia do uzdrowienia świata mamy. Buzek chce by dofinansować program sekwestracji CO2 i przechowywania go w głębi ziemi miliardami euro dotacji. program ten będzie nie dość, że kosztowny do stworzenia, ale jeszcze będzie sporo kosztować w trakcie.

    Można inaczej, wystarczy zastosować wiedzę, którą już posiadamy. Taki sposób poprawiania gleby jak „oranie” Keyline jest w stanie w ciągu 3 lat zasekwestrować poprzez zwiększenie poziomu materii organicznej kilkaset ton CO2 na hektar. Koszt takiego zabiegu to kilkaset złotych. Jednocześnie ten sposób użytkowania ziemi znacznie poprawia jej jakość, co daje bezpośrednie korzyści rolnikowi.

    @Otmar
    Masz jakieś dane dotyczące tego, że tzw dziura ozonowa to bzdura?

    [Odpowiedz]

  9. „Żarówki energooszczędne są 10-20 razy droższe, a do tego zawierają sporo szkodliwych substancji.”

    Dziwne to może bardzo, ale ja kupiłem w Anglii żarówki energooszczędne polskiej produkcji za 50 pensów. 11W-odpowiednik 60W „normalnej” i 19 (albo 21)W odpowiednik 100. Firmy Philips. Swego czasu żarówki energooszczędne Osram (11W = 60W) kosztowały 10 pensów.
    Tej rtęci to w nich jest tyle co kot napłakał. Dużo więcej jest w termometrach rtęciowych

    „Samochody na prąd nie jeżdżą tak, jakbyśmy chcieli (szybko z porządnym kopem)”
    Polecam wejść na stronę
    http://www.teslamotors.com/

    Trochę drogie, ale do setki w 3,9 sekundy się rozpędzają:)

    [Odpowiedz]

  10. @Wojciech Majda – ciekawe to teslamotors, a jak jest z kosztami eksploatacji i dostępnością stacji „ładowania”?

    [Odpowiedz]

  11. Sara Krawczuk pisze:

    Pominąłeś kwestie rolnictwa – to główny truciciel świata i główna przyczyna chociażby wylesień

    Czy musimy “pakować sterydami” ekologiczną technologię? Moim zdaniem zupełnie nie ma sensu – wszystkie narzędzia do uzdrowienia świata mamy. Buzek chce by dofinansować program sekwestracji CO2 i przechowywania go w głębi ziemi miliardami euro dotacji. program ten będzie nie dość, że kosztowny do stworzenia, ale jeszcze będzie sporo kosztować w trakcie.

    Można inaczej, wystarczy zastosować wiedzę, którą już posiadamy. Taki sposób poprawiania gleby jak “oranie” Keyline jest w stanie w ciągu 3 lat zasekwestrować poprzez zwiększenie poziomu materii organicznej kilkaset ton CO2 na hektar. Koszt takiego zabiegu to kilkaset złotych. Jednocześnie ten sposób użytkowania ziemi znacznie poprawia jej jakość, co daje bezpośrednie korzyści rolnikowi.

    @Otmar
    Masz jakieś dane dotyczące tego, że tzw dziura ozonowa to bzdura?

    [Odpowiedz]

  12. przyczyna sa kwasne deszcze

    [Odpowiedz]

  1. 26 stycznia 2016

    […] warto jednak pamiętać, że zamiast martwić się rekultywacją, znacznie rozsądniej jest rozwijać przemysł w taki sposób, by nie degradować bliższej i dalszej […]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *