RSS
28 stycznia 2010

Neo-minimalizm - filozofia życia

Autor: Michał Ksiądzyna | Wpis w kategorii: Osobowość menedżera

Termin ten mi “sprzedał” poprzez swój blog Oszczedzanie.net Paweł Kata, którego miałem kiedyś przyjemność poznać. Filozofia ta nie jest ani nowa, ani rewolucyjna. Jest za to pewną doktryną życia, która w nowoczesnym świecie może okazać się bardzo dobrym rozwiązaniem z punktu widzenia wydatków własnych. Zaszczepienie neo-minimalizmem skłoniło mnie do własnych przemyśleń, którymi chciałbym się podzielić.

Czym jest minimalizm

Jak sama nazwa wskazuje, minimalizm sprowadza się do ograniczania do minimum. Nie jest to blog o malarstwie ani literaturze, więc skupię się na aspekcie gospodarczym minimalizmu. Najsławniejszym minimalistą był Diogenes z Beczki - człowiek, który prawdopodobnie zbliżył się do absolutnego minimum. Żył w beczce, nie pragnął bogactwa, a kiedy Aleksander Wielki chciał spełnić jego dowolne życzenia, Diogenes poprosił go o odsłonięcie słońca, bo mu je zasłania.

Po co neo-minimalizm?

Przedrostek neo- oznacza, że jest to powrót do pewnej idei, mimo tego dostosowany do czasów, w których się pojawia. Tak więc neo-minimalizm wcale nie oznacza życia w beczce. W żadnym wypadku. Esencją neo-minimalizmu jest zaspokajanie tylko tych potrzeb, które naprawdę posiadamy.

Marketing, PR, Perswazja, Manipulacja. Te działania mogą zmienić naszą percepcję, tworzyć potrzeby i przedstawiać proste sposoby ich zaspokojenia. Po co komuś 30 zegarków, 3 telefony komórkowe, 3 komputery, 20 garniturów, 100 par butów i do tego wielki apartament w centrum miasta? Niezwykle rzadko jest to podyktowane względami praktycznymi. Częściej - dzięki sprytnym zabiegom marketingowym - są to sposoby na zaspokojenie rozdymanych przez media potrzeb.

Dziś “każda” nastolatka chce osiągnąć sukces niczym Doda, przez co przejmuje jej styl ubioru, styl wysławiania się i wszystkie inne style, które ta osoba sobą reprezentuje. Oczywistym jest to, że nie zapewni im to sukcesu na miarę Dody. To przykład ekstremalny. A co z modą, gazetami, oferowanymi stylami? Przecież moda się zmienia, więc praktycznie połowę szafy trzeba co pół roku wymienić.

Amerykanie wpadli w to już po uszy. Żyją za przyszłe dochody, zapożyczając się na potęgę w celach konsumpcyjnych. Nakręca to co prawda ich gospodarkę, ale rodzi też pewne niebezpieczeństwa. Ostatni kryzys pokazał jakie i co się dzieje, kiedy bank przestaje kredytować.

Neo-minimalizm jest odpowiedzią na konsumpcjonizm. Z tym, że neo-minimalizm jest mniej radykalny od czystego minimalizmu. Jeśli faktycznie masz potrzebę posiadania iPhona, iPoda a do tego iMaca - Twoja sprawa, pod warunkiem, że są to przemyślane wybory. Nie chodzi o to, żeby całkowicie odrzucić dobrodziejstwa cywilizacji, tylko o to, aby mądrze z nich korzystać.

Każdy sam sobie ustala, jaka jest jego granica minimalizmu. Jedni stosują kryterium - tylko jedna para butów w miesiącu, inni - jeden telefon komórkowy co dwa lata, a jeszcze inni - posiadać tyle rzeczy, aby spakować się w dwie walizki. Tu nikt niczego nie narzuca. Każdy sam musi podjąć decyzję o tym, jaka forma minimalizmu jest dla niego najlepsza.

Neo-minimalizm a gospodarka

Niektórzy mogą zadać pytanie - skoro konsumpcjonizm napędza gospodarkę USA (najpotężniejszą gospodarkę świata), to czy neo-minimalizm nie wywołałby efektu odwrotnego?

W krótkim terminie, faktycznie efekt mógłby być lekko negatywny. Mniejsza konsumpcja to mniejsza sprzedaż i zyski firm. Kto wie - część z nich może nawet by upadła. Pytanie tylko - które by upadły? Te, które zaspokajają ważne potrzeby, czy te które potrzeby sztucznie kreują? Odpowiedź jest prosta - firmy sztucznie kreujące potrzeby wypadłyby z rynku. Takie firmy postrzegają klienta, którym trudno manipulować jako wroga - bo nic mu nie sprzedadzą, a do tego psuje im on sprzedaż w szerszym kontekście, bo jeszcze odciągnie mamę, tatę, siostrę, brata i przyjaciół od zakupu produktów tej firmy.

W dłuższym okresie powoduje to wysiłki w kierunku zaspokajania realnych potrzeb. Zdrowsza gospodarka jest bardziej odporna na kryzysy, bardziej elastyczna.

Jakie korzyści może przynieść minimalizm osobom, które zaczną żyć zgodnie z tą filozofią?

- większa kontrola nad wydatkami

- mniej niepotrzebnych rzeczy w domu

- większa mobilność i elastyczność

- większe oszczędności

- skupienie na tym, czego Ty chcesz

Jakie są wady tego podejścia?

- możliwe, że trzeba będzie sobie odmówić niektórych przyjemności

- na początku może być problem z przyzwyczajeniem się do nowego sposobu życia

- wymaga to wysiłków intelektualnych i rozwoju w kierunku obrony przed manipulacją (najlepiej poznać samemu techniki i wyłapywać, kiedy ktoś je wypróbowuje na nas)

Neo-minimalizm jest według mnie ciekawą alternatywą dla konsumpcjonizmu i polecam tę drogę każdemu, kto chce żyć bardziej świadomie.

Artykuł w kategorii Osobowość menedżera napisał Michał Ksiądzyna

Tagi: , , ,

Oceń ten artykuł:
SłabyUjdzieŚredniDobryBardzo dobry (2 oddanych głosów, średnia ocena: 5)
Loading ... Loading ...

Komentarzy: 10 do artykułu “Neo-minimalizm - filozofia życia”

  1. Dzięki Pawłowi z oszczędzanie.net w blogosferze tematowi minimalizmu zaczyna się poświęcać coraz więcej uwagi. Między innymi dlatego na liście książek do przeczytania umieściłem pozycję napisaną przez David Damrona, “Minimalism: 7 Steps to a Simpler Life!” z którą myślę każdy przyszły minimalista powinien się zapoznać.

  2. Tylko jak się ma ideologia minimalizmu do wizerunku profesjonalnego menedżera? Wiadomo, że musi on posiadać garnitur (najlepiej firmy z co najmniej średniej pułki), dobry zegarek i raczej nie jeździć komunikacją publiczną narażając się na opóźnienie spotkania z ważnym klientem? Rozumiem, że chodziło Ci o to aby nie kupować niepotrzebnych rzeczy (ipod itp), ale jakoś ciężko mi sobie wyobrazić prezesa poważnej firmy, który na spotkanie z ważnym klientem biznesowym przychodzi w garniturze za 300zł kupionym na targu :) To naprawdę widać i dobór odpowiedniego rozmiaru naprawdę nic nie da :)

    Pozdr.

  3. @Cheed - neo-minimalizm nie ma wiele wspólnego z oszczędzaniem. Nie to jest w nim ważne.

    Przykład garnituru dla menedżera - jeśli chce dobrze wyglądać, to niech kupi garnitur nawet za 10 000zł, dobrze też jeśli będzie miał jeszcze w szafie dwa na inne okazje. Jeśli tyle i takiej jakości garniturów potrzebuje - to wszystko w porządku.

    Natomiast nie byłby neo-minimalistą, gdyby kupował co miesiąc nowy garnitur, a w szafie trzymał ich już trzydzieści.

    Pamiętajmy też o złotej zasadzie, że każdy sam sobie wyznacza granice swojego minimalizmu. Ważne jest to, aby żyć trochę “lżej” niż standardowo.

  4. Arek: Dodajmy do tego książkę Leo Babauty - The Power of Less.

    Co do Neo-minimalizmu - piękna sprawa. Od roku dbam o to, aby otaczać się tylko niezbędną ilością rzeczy, które najpełniej zaspokajają moje potrzeby. Ostatnio zadzwonił do mnie handlowiec CB Radiami, nakłaniając mnie do zakupu i zapewniając, że jest mi ono potrzebne. Odpowiedziałem mu: “Nic na ten temat nie wiem, abym potrzebował. Jeśli by tak było to już dawno bym je zakupił :) “.

    To bardzo wpływa na odczuwalną jakość życia :)

    Pozdrawiam radośnie,
    Orest

  5. Ja także dzięki osczedzanie.net mam kilka książek do zakupienia, a twój wpis mnie jeszcze bardziej zmotywował i księgi zostały zamówione ;)

  6. [...] Neo-minimalizm – filozofia życia – Filozofia ta nie jest ani nowa, ani rewolucyjna. Jest za to pewną doktryną życia, która w nowoczesnym świecie może okazać się bardzo dobrym rozwiązaniem z punktu widzenia wydatków własnych. Zaszczepienie neo-minimalizmem skłoniło mnie do własnych przemyśleń, którymi chciałbym się podzielić. (…) [...]

  7. To, co opisałeś w tym poście, to coś, co uważam za normalność. Sam fakt, że piszesz o tym jak o czymś nowym, jak o jakiejś “filozofii”, dowodzi tego, jak nisko upadła zachodnia cywilizacja. Musimy na nowo odkrywać zdrowy rozsądek. No ale nie ma co płakać, fajnie, że są tacy ludzie jak ty i Paweł, którzy na nowo “oświecają” społeczeństwo. :) Dzięki za fajny wpis.

  8. Mnie też zaskakuje codziennie konsumpcjonistyczny styl zachodniego życia. Wydaje mi się też, że naprawdę trudno się od niego uwolnić. Ja na przykład, za każdym razem zanim cokolwiek kupię, pytam się ładnych parę razy, czy to naprawdę jest mi potrzebne. Często nawet odkładam zakup na kilka dni, żeby pod wpływem impulsu nie nabywać rupieci. Jestem często zaskoczony ile rzeczy, które jeszcze wczoraj wydawały mi się niezbędne, po kilku dniach zupełnie wylatuje mi z głowy.
    Fajny artykuł. Cieszę się że ten temat zyskuje coraz większy rozgłos i w Polsce.

  9. Trafiłam tu przez przypadek, idąc za głosem neominimalizmu. To ładne, że ludzie wszelkich zainteresowań i zawodów zaczynają sobie zdawać sprawę w uwikłanie w konsumpcje, a właściwie się od tej konsumpcji odwracać, bo przecież wszyscy wiemy na czym ona polega. Ja od jakiegoś czasu dosyć radykalnie i mocno uciekam zarówno od konsumowania jak i ulegania korporacjom. Nadal mieszkam jednak w ładnym mieszkanku na Mokotowie, a nie beczce, ale nie widzę już dłużej potrzeby wspierania wielkich koncernów typu Unilever, Coca-cola itp. Świadoma konsumpcja to nie tylko 3 garnitury zamiast 30, ale też zadanie sobie pytania kto je zrobił. Zastanawiam się tylko, czy to już nie za daleko idąca myśl o konsumpcji jak na tą stronę- i nie chcę tu nikogo obrazić, tylko raczej uszanować to, że nie każdy potrzebuje walczyć z koncernami i “złym światem”, żeby uspokoić swoje sumienie. Pozdrawiam

  10. Staszek Romańczuk pisze:
  11. “a jeszcze inni - posiadać tyle rzeczy, aby spakować się w dwie walizki.” - a to chyba o mnie było)

Zostaw komentarz