Pieniądze, pieniądze, pieniądze

Przechadzam się od czasu do czasu po polskiej i niepolskiej blogosferze. Ostatnio szczególnie wyraziście odcisnęły się w mojej pamięci blogi ludzi, którzy chcą zostać milionerami. W związku z tym kombinują – zakładają firmy, oszczędzają, inwestują, zarabiają i robią wszystko, byleby się do tego miliona zbliżyć. Zakładając, że są obrotni i gotowi odłożyć po 1000zł miesięcznie [...]

Doradca, konsultant i szkoleniowiec w zakresie biznesu i marketingu w internecie, chcesz wiedzieć więcej: Kliknij

Przechadzam się od czasu do czasu po polskiej i niepolskiej blogosferze. Ostatnio szczególnie wyraziście odcisnęły się w mojej pamięci blogi ludzi, którzy chcą zostać milionerami. W związku z tym kombinują – zakładają firmy, oszczędzają, inwestują, zarabiają i robią wszystko, byleby się do tego miliona zbliżyć. Zakładając, że są obrotni i gotowi odłożyć po 1000zł miesięcznie oraz inwestują ten tysiąc uzyskując 6% rocznie, już za 50 lat zbliżą się do swojego upragnionego miliona. Będą wtedy mieć 70-80 lat. Wybornie!

Po co im ten milion?

Jeśli spytać tych ludzi, dlaczego dążą do miliona zapewne odpowiedzą, że chcą zwiedzać świat, posiadać winnicę w Hiszpanii i niewiele pracować, mieć spokojną emeryturę, sportowy samochód, domek za miastem i tym podobne bajery, które można kupić za pieniądze. To, co nazywają wolnością finansową oznacza nie mniej i nie więcej jak swobodę w dokonywaniu zakupów. Dzieci konsumpcjonizmu.

Teraz prześledźmy, w jaką spiralę wpadają „przyszli milionerzy”. Są to ludzie młodzi, którzy nie mają jeszcze własnego mieszkania, szybkiego samochodu i nie pozwiedzali jeszcze szczególnie świata. Uważają, że te wszystkie dobra pomogą im osiągnąć stan przyjemności, prestiżu, zazdrości ze strony innych. Nie ma w tym nic złego, ale żeby było przyjemnie można przecież na początek pojechać do Tunezji zamiast na Karaiby. Można spotykać się ze znajomymi w pubie a nie w wykwintnej restauracji.

Ale wtedy nie będzie przecież poczucia prestiżu. Nie będzie poczucia przynależności do elity. Nie będzie poczucia, że jest się lepszym. Nie będzie zazdrości innych. Po to właśnie jest ten milion – aby zaspokoić potrzebę wyższego rzędu, potrzebę uznania.

Problem jaki tu widzę

Chcesz mieć milion zł na koncie? Droga wolna. Nie ma w tym chyba nic złego. Problem jest wtedy, kiedy nie zdajesz sobie sprawy z tego, że to Ci niewiele da. Problem polega na tym, że ludzie dążą do tego miliona, poświęcając codzienne sprawy, poświęcając edukację, poświęcając rozwój, poświęcając rodzinę, poświęcając życie. I potem w wieku tych 80 lat (jak dożyją) mają milion na koncie i jedyną rzeczą którą z tym mogą zrobić, to zostawić potomkom (jeśli się w tym pędzie znalazła chwila na spłodzenie i wychowanie jakichś).

Mam taką teorię odnośnie bogactwa, że ono wcale nie bierze się z oszczędzania, odkładania i ciułania. Bierze się natomiast stąd, że jest odzwierciedleniem wartości człowieka dla innych.

Jeśli jesteś prezesem ogromnej, wielomiliardowej firmy i dobrze nią zarządzasz, generujesz ogromne zyski, to kawałek z tego będzie trafiał to Twojego prywatnego portfela. Ale żeby zarządzać tą wielomiliardową firmą, musisz być bardzo dobry w tym co robisz, a dodatkowo mieć zaufanie tych, którzy decydują o tym, kto obejmie tę rolę. Możesz ciułać całe życie, albo popracować rok-dwa jako prezes dużej firmy. Będziesz w stanie odłożyć mniej więcej tyle samo.

Nie potrafię zrozumieć również sprowadzania wszystkiego do pieniędzy. Praca zabiera nam sporą część życia, a do tego jest to ta część dnia, która jest najbardziej wartościowa. Więc dlaczego patrzeć na pracę tylko pod kątem finansowym? Przecież jeśli znajdziemy szczęście w pracy, a przy tym będziemy w stanie się utrzymać i pozwolić sobie na wakacje w Hiszpanii, to wcale tak źle nie będzie.

Jeśli przeczytałeś to wszystko i nie jesteś jednym z tych leniwców, co by chcieli milion, ale podany na tacy, to mam dla Ciebie jeszcze kawałek tekstu o tym, jak naprawdę można stać się posiadaczem przyjemnej sumki. Tylko ostrzegam na wstępnie – droga nie jest łatwa, ale oferuje dużo więcej niż pieniądze.

Chodzi o to, że aby dużo zarabiać, trzeba zarządzać. Ale to nie jest takie proste. Nie wystarczy założyć firmy, aby odnieść sukces. Większość firm w stylu „kiosk ruchu” nigdy nie doprowadzi swoich właścicieli do czegoś wielkiego. To taki etat, tylko mniej bezpieczny. Jeśli masz zamiar zostać właścicielem jednoosobowej firmy, nie licz na wiele – ani na pieniądze, ani na prestiż. Jeśli chcesz tworzyć wartość musisz zatrudniać ludzi i dobrze nimi zarządzać. Nie da się samodzielnie postawić wieżowca – nawet sto lat nie wystarczy. A Ty przecież chcesz sięgnąć chmur. Bez względu na to, czy wybierzesz karierę menedżera, czy też właściciela firmy – musisz znać się na zarządzaniu.

Droga menedżera

Jest bardziej stabilna, bardziej pewna. Oferuje zwykle mniejsze nagrody, ale upadki nie bolą tu tak bardzo. Standardowo wygląda tak, że startujesz jako specjalista i szybko awansujesz na stanowisko menedżerskie. Tu kluczem jest znajomość zarządzania operacyjnego. Chodzi przede wszystkim o codzienne ogarnianie zespołu. Kiedy jesteś w tym dobry, a do tego nie pozbawiony sprytu, przechodzisz poziom wyżej – teraz zarządzasz menedżerami liniowymi. Dyrektor to typowa nazwa dla tego szczebla. Wyżej jest już tylko top menedżer – osoba odpowiedzialna za całą firmę lub przynajmniej jednostkę biznesową. Im jesteś wyżej, tym więcej zależy od tego jak zarządzasz. Im więcej zależy od tego jak zarządzasz, tym więcej zarabiasz. Zwykle w miarę zdobywania kolejnych szczebli, stajesz się też udziałowcem firmy, a to dodatkowy majątek. Wzrasta wtedy ryzyko, ale i nagrody.

Droga przedsiębiorcy

Tu jest ciężko. Wiem, bo sam tą drogą podążam. Aby założyć firmę i odnieść sukces, musisz znać się na zarządzaniu strategicznym, operacyjnym, hr, marketingu, sprzedaży, i oczywiście na wszystkim co związane z Twoją działalnością oraz branżą. Dodatkowym atutem jest masa innych zdolności typu: negocjacje, savoir vivre, obsługa internetu, umiejętność przemawiania, umiejętność podejmowania decyzji itd. Sporo prawda?

Nie trzeba być mistrzem we wszystkich, ale na początku zwykle nie stać Cię na super-ekspertów, więc sam musisz być ekspertem. Można oczywiście polegać na szczęściu, ale równie dobrze możesz kupować zdrapki w kolekturze. Dlatego właśnie na początku bywa ciężko. Ale jest takie powiedzenie, że ten jest najlepszy, kto ma najcięższą szkołę, dlatego Ci którzy przetrwają pierwsze przygody z biznesem, później zarabiają dużo więcej od swoich rówieśników, a nawet od kolegów, którzy wybrali drogę menedżera.

Wiążą się z tym nie tylko pieniądze. Ważniejsza jest zdolność decydowania o tym, co się dzieje. Jeśli jesteś menedżerem, zawsze masz kogoś nad sobą – radę nadzorczą, akcjonariuszy, szefa. Będąc przedsiębiorcą możesz decydować o wszystkim i masz do tego prawo. To oznacza większą władzę, większy prestiż, większe pieniądze i większą sławę. Ostrożnie jednak – przedsiębiorcy nie należą do najszczęśliwszej części społeczeństwa. Sukces ma swoją cenę.

Bez względu na to, którą drogę wybierzesz, życzę powodzenia. Napewno nie jest to droga dla każdego, szacuje się, że na przedsiębiorców nadaje się maksymalnie 15% społeczeństwa. Z tego pewnie 90-95% to przedsiębiorcy jednoosobowi (w długim terminie). Zostaje garstka tych, którzy wiedzą czego chcą, a co ważniejsze wiedzą jako to osiągnąć.



10 Komentarzy

  1. Paweł Kata pisze:

    „Po to właśnie jest ten milion – aby zaspokoić potrzebę wyższego rzędu, potrzebę uznania.”

    Jak dla mnie to zbytnia generalizacja. Zgodzę się, że faktycznie dla niektórych ludzi ten milion jest właśnie po to, ale definitywnie nie są to motywy, którymi kierują się ludzie dążący do prawdziwej, nieskażonej konsumpcjonizmem, finansowej niezależności.

    „Mam taką teorię odnośnie bogactwa, że ono wcale nie bierze się z oszczędzania, odkładania i ciułania. Bierze się natomiast stąd, że jest odzwierciedleniem wartości człowieka dla innych.”

    Bardzo ciekawe podejście, choć nie można zapominać, że wspomniana „wartość” z powietrza się nie bierze. Idą za nią wyrzeczenia, podejmowane wybory i… praca – nad sobą, dla siebie i dla kogoś. Poza tym niewiele osób w młodym wieku prezentuje dla starszych wartość, choćby nawet mieli niesamowite doświadczenie. Bierze się to w prostej linii ze stereotypu postrzegania ludzi młodych, jako niedoświadczonych, zatem „wartość” w większości przypadków przychodzi także z czasem i – w teorii – powinna „rosnąć” wraz z wiekiem. Prowadzi to do wniosku, że samo skupianie się na stanowieniu wartości dla innych może nie wystarczyć, przez co – podobnie jak w przytoczonej na początku artykułu myśli – zbliżenie się do miliona może również potrwać kilka dekad.

    Ja wyznaję zasadę: gdzie jest wola, jest i sposób. Oszczędzanie, inwestowanie, prowadzenie firmy, stanowienie wartości – to wszystko sposoby na osiągnięcie tego „miliona”. Jednak dopiero po efekcie końcowym można ocenić, który sposób dla kogo był skuteczniejszy. Nie wszyscy mogą być managerami, nie wszyscy nadają się do prowadzenia firmy, nie każdy będzie oszczędzać, ale każdy, kto wystarczająco mocno tego chce, może w końcu zdobyć ten swój „milion”.

    [Odpowiedz]

  2. @ Paweł Kata – jeśli chodzi o to, że młodzi niewiele mogą. To jest tak, że zawsze mamy jakieś ograniczenia, sprawy które nas hamują. Kiedy jesteś młody – może to być brak doświadczenia i zasobów relacyjnych. Kiedy jesteś stary – może już Ci się nie chcieć tak bardzo jak kiedyś. Nie ma idealnego czasu.
    Idealny czas jest teraz i albo zaczniesz działać, albo możesz czekać i czekać i nigdy się nie doczekać.

    [Odpowiedz]

  3. Superkupiec pisze:

    Uporczywe dążenie do wymarzonego miliona może zakończyć się rozczarowaniem. Pamiętam jak na początku lat dziewięćdziesiątych byłem milionerem i zarabiałem miliony. Dopiero po denominacji poznałem co to znaczy nie mieć tego miliona…:)
    A tak na poważnie, to warto się zastanowić do czego dążymy i co chcemy osiągnąć. Zgadzam się z autorem artykułu, który neguje podejście lansowane przez pseudo doradców finansowych, którzy obiecują miliony, w zamian za ciułanie i 50 lat czekania. Liczy się działanie. Jeżeli chcesz być milionerem stwórz jakąś wartość dla innych, tak żeby chcieli Ci za to zapłacić. Tędy bowiem droga do bogactwa…

    [Odpowiedz]

  4. Arek pisze:

    „Bogactwo bierze się natomiast stąd, że jest odzwierciedleniem wartości człowieka dla innych.” – to zdanie powinno być codziennie powtarzane przez każdą osobę mającą za cel zdobycie bogactwa.

    Drugą myślą która mi się nasuwa jest to że „oszczędność jest wspaniałą cechą, zwłaszcza jeśli wykazywali się nią Twoi przodkowie”. Ciułanie to nie jest dobry sposób na osiągnięcie wolności finansowej, co najwyżej pozwala na poczucie się bezpiecznym finansowo.

    [Odpowiedz]

  5. @Arek – zgaduję, że jednak większość z nas miała zapewniony byt do 18 albo nawet 24 roku życia, dostęp do edukacji i możliwość rozwoju. Naprawdę niewiele więcej trzeba, żeby stać się w pełni samodzielnym i wartościowym człowiekiem. A majątek odziedziczony, często w budowaniu wartości osoby więcej przeszkadza niż pomaga.

    [Odpowiedz]

  6. [...] Pieniądze, pieniądze, pieniądze – Przechadzam się od czasu do czasu po polskiej i niepolskiej blogosferze. Ostatnio szczególnie wyraziście odcisnęły się w mojej pamięci blogi ludzi, którzy chcą zostać milionerami. W związku z tym kombinują – zakładają firmy, oszczędzają, inwestują, zarabiają i robią wszystko, byleby się do tego miliona zbliżyć. Zakładając, że są obrotni i gotowi odłożyć po 1000zł miesięcznie oraz inwestują ten tysiąc uzyskując 6% rocznie, już za 50 lat zbliżą się do swojego upragnionego miliona. Będą wtedy mieć 70-80 lat. Wybornie! (…) [...]

  7. Karolina pisze:

    „Problem polega na tym, że ludzie dążą do tego miliona, poświęcając codzienne sprawy, poświęcając edukację, poświęcając rozwój, poświęcając rodzinę, poświęcając życie.” – może niektórzy faktycznie poświęcają wiele, ale ja widzę głównie takich którzy kupują książki i dokształcają się w sferze finansów aby coś osiągnąć. Milion to cel, który łatwo sobie postawić a wokół niego można budować inne cele, takie, które trudniej jest zdefiniować. Może zatem warto postawić ten jeden cel w wymiarze finansowym, aby zrobić ze swoim życiem porządek i nauczyć się czegoś.

    [Odpowiedz]

  8. @Karolina – jeśli ten milion jest kamieniem milowym, który pomaga się rozwijać, to zdecydowanie masz rację.

    [Odpowiedz]

  9. Łukasz pisze:

    Ja mam takie podejście do „biznesu” „miliona”

    nie muszę mieć miliona na koncie aby podróżować , robić to co chcę i być szczęśliwy , Co nie oznacza że nie dążę do niezależności finansowej.

    Odkładanie nie jest dobre , najważniejszy jest rozwój .

    Wyobraźmy sobie sytuacje kiedy ktoś zdobył ten milion i co ? przestaje pracować ma jakiś tam przychód kupuje sobie wszystko czego pragną ( tak przy okazji 1 milion złotych to wcale nie tak dużo pieniędzy ) I co ? wydaje wszystko wciągu 2-3 lat w wieku 70 lat….
    Więc Żyje 10 lat….

    Lepiej jest ciągle próbować, edukować , budować tworzyć. I Umieć się cieszyć z drobnostek .

    Nie myśleć o „pieniądzach” o stanie konta ale robić to co się robi najlepiej Oraz zarażać swoją wizją biznesu innych Wybranych ludzi.

    Cóż żyjemy w społeczeństwie gdzie Wiedza pochodzi albo ze szkoły albo z Tv.

    Kto ma hobby ? większe niż książki ? filmy ? tv ?

    Pozdrawiam
    Łukasz W.

    [Odpowiedz]

  10. Adam Hepner pisze:

    To chyba nawet nie chodzi o ten milion. Zresztą – jeden, czy dziesięć, prawie żadna różnica (to tak jak ze złotówką ;) ). Ja osobiście idę drogą przedsiębiorcy, i uważam, że warto tej drogi spróbować – chociażby po to, aby wiedzieć, że się do niej człowiek nie nadaje, albo, że sobie raz nie dał rady, i nad czym musi popracować.

    I przy prowadzeniu firmy, biznesu, własnej marki dążę do tego, żeby mi stabilnie przynosiła dochody takie, które pozwolą mi na to, o czym pisze Łukasz – życie takie, jak bym chciał. Natomiast milion na koncie? Tak, oszczędzam i inwestuję, bo nic nie jest wieczne, i jakby mi się kiedyś biznes wykopyrtnął z dowolnego powodu, to wolę mieć milion, żeby mieć kupione te 2-3 lata na rozkręcenie machiny od nowa :D .

    O, taka filozofia :)

    [Odpowiedz]

Zostaw Komentarz