Być lubianym, czy być efektywnym. Oto jest pytanie.

homer-dilema

Tym szekspirowskim wstępem chciałbym zacząć nowy artykulik. Ostatnio jest troche sponsoringu na blogu, co daje mi pewne profity, ale to przecież dzięki Wam – czytelnikom mogę z nich korzystać. Tym samym chciałbym Wam dostarczać ciekawych artykułów i przemyśleń. Bo przecież w uczeniu zarządzania nie chodzi o to, żeby przekazywać narzędzia, tylko uczyć tego jak ich używać – uczyć myślenia. Dziś „na tapetę” rzucam jeden z ciekawszych dylematów w pracy managera – być lubianym czy efektywnym.

Problem najpierw rozbiję na kawałeczki, aby lepiej przyjrzeć się każdemu z osobna, a później poskładamy je w jedną, spójną całość i być może wyjdą z tego jakieś ciekawe wnioski.

Być lubianym

„Manager nie musi być lubiany, wystarczy że jest szanowany.” Często to słyszę od innych managerów. Żeby wykonywać swoją pracę wcale nie trzeba być lubianym, można nawet być bardzo nielubianym jeśli ma się odpowiednio dużo władzy. I można w ten sposób zorganizować pracę, traktując ludzi jak roboty – tak długo jak są od nich tańsi. Czy o to jednak chodzi w zarządzaniu? W takim zarządzaniu z prawdziwego zdarzenia?

Z drugiej strony sympatia podwładnych przekłada się na większe zaangażowanie i ogólną radość z pracy. Klimat jest sprzyjający wymianie zdania, a w pracy można przyjemnie spędzić czas. Generalnie koszty spadają, bo nie trzeba przepłacać pracowników, żeby zostali. Nie trzeba też wydawać fortuny na rekrutację. Ogólna jakość zarządzania też powinna rosnąć, jeśli mamy zdolnych pracowników, którzy podpowiadają nam co zrobić lepiej.

Wynika z tego jasno, że jeśli mamy do wyboru być lubianym lub nie – powinniśmy wybrać pierwszą opcję. Życie jednak bywa bardziej skomplikowane.

Być efektywnym

Zakaz wchodzenia na naszą klasę, gry online i inne rozrywki w czasie pracy napewno pomoże w efektywności. Przecież jeśli nie ma nic ciekawego do roboty, to można w końcu trochę popracować. Ciągła kontrola i drobny stresik w pracy wpływają przecież mobilizująco. Efektywność rośnie.

Głównym narzędziem, które ma poprawić efektywność i odciążyć zarządzającego jest wprowadzenie jasnych zasad. Zasady te mogą odwoływać się do różnych sfer i zależą właściwie tylko od potrzeb i inwencji osoby jej ustalającej. Przykładem szeroko stosowanej zasady jest wymaganie przychodzenia punktualnie na spotkania – aby nie marnować czasu innych. Za nie przestrzeganie zasad są kary – np. osoba które się spóźni musi opowiedzieć kawał, albo zapłacić symboliczną złotówkę. Bywają też bardziej restrykcyjne zasady, jak np. te dotyczące korzystania ze służbowego samochodu i wysokich kar za jazdę służbowym samochodem niezgodną z przepisami (co bardzo negatywnie wpływa na markę firmy).

O tym, co robić aby nie być efektywnym nie będę pisał, bo chyba nikt świadomie do takiego stanu nie dąży.

Problemy

Kiedy zestawimy te dwie sprawy pojawiają się spore problemy.

Problem z potrzebą bycia lubianym. Problem jest w tym, że aby być lubianym trzeba być ustępliwym. Nie zaskarbimy sobie jednak w ten sposób szacunku, a efektywność nam spadnie. Są pracownicy, którzy wyczują taką słabość i momentalnie wejdą managerowi na głowę. Inni pójdą za ich przykładem. Katastrofa murowana. Wprawdzie jest przyjemnie, ale firma niewiele robi, ludzie niewiele się rozwijają i generalnie w takiej przyjemnej gnuśności sobie trwają do momentu restrukturyzacji i nowego managera.

Problem w perfekcyjnością. Perfekcja na miejscu pracy, optymalizacja ułożenia przedmiotów na biurku, zakaz robienia czegokolwiek poza pracą. Zamordyzm. Przegięcie w efektywności powoduje, że w pracy robi się wyścig szczurów, nikt nikomu nie ufa i każdy tylko czeka na poślizgnięcie się managera albo kolegi. Ludzie pracujący cały czas na 100%, po jakimś czasie będą potrzebowali odpoczynku – absencja w pracy będzie ich ratunkiem. A wtedy efektywność spadnie, co spowoduje, że inni będą musieli pracować po 110%. Tak nakręcona spirala działa bardzo źle w dłuższym terminie. W krótszym – czasami jest wymagana i dobrze wpływa na zespół.

Problem z managerem. Każdy z nas jest tylko człowiekiem i jako ludzie mamy swoje słabsze strony, słabsze dni i przytłaczające nas problemy. Są managerowie, którzy preferują pewne style – np. typowo żołnierski styl dyscypliny i posłuszeństwa, albo pełen zrozumienia i miłości, w którym każdy robi to na co ma ochotę. Jedne sprawdzają się lepiej w określonych branżach i organizacjach, inne w ogóle do nich nie pasują. Dyscyplina i posłuszeństwo są wymagane w wojsku, potrzebne przy produkcji. Miłosierdzie dobrze sprawdza się w fundacjach charytatywnych. Gorzej, kiedy ktoś chce wprowadzić wojskowy dryl w fundacji.

Kluczem do sukcesu jest …

dopasowanie. Trzeba być elastycznym. Kiedy mamy do czynienia z superspecjalistami, którzy wiedzą o wiele więcej niż my – pozwólmy im podejmować decyzje i rozliczajmy z efektów. Kiedy przyjmujemy nowicjusza bez doświadczenia do firmy – trzeba go prowadzić za rączkę i wspierać.

Jeśli mamy do wyboru – być lubianym albo być szanowanym, według mnie lepsze jest to drugie. Nie wolno mimo tego przesadzać – każdy woli być traktowany jak człowiek i czuć, że manager liczy się z jego zdaniem. Lepiej jest być szanowanym i dzięki temu rozwijać zespół, który z czasem Cię polubi, niż być od razu lubianym, choć słabym w kwestiach zarządzania. Jeśli w zespole panują dobre relacje – praca idzie lepiej, dlatego jako manager staraj się wypracowywać dobre relacje ze swoimi podwładnym, lecz nigdy nie rób tego kosztem zasad, które sam utraciłeś – w końcu podjąłeś się zadania zarządzania ludźmi. Nikt nie mówił, że będzie łatwo. Szacunek o wiele trudniej zdobyć i o wiele łatwiej stracić niż sympatię. Zakończę, że w Twojej pracy efektywność jest ważniejsza niż to, czy jesteś lubiany – ale paradoksalnie dobre relacje polepszają efektywność. Grunt to nie przesadzać.

Michał Ksiądzyna

Redaktor Naczelny Top Menedżer

Sprawdź też...

2 Responses

  1. Paweł pisze:

    Lubiany manager i efektywny manager to nie są antagonistyczne pojęcia. Ważne jednak jest, tak jak to stwierdziłeś w ostatnim akapicie, żeby nie przesadzać.
    Dobry manager powinien zdobyć szacunek u swoich podwładnych. Pracownicy lubią tych, których szanują. Jednakże nie jest to ciepła i bliska relacja podobna do tradycyjnej sympatii.
    Każdy kierownik powinien sobie to uświadomić i zaprzestać zacieśniania relacji z pracownikami za wszelką cenę, nie licząc się z kosztami. Liczy się szacunek. I kropka.

    [Odpowiedz]

  2. Sław pisze:

    Zgadzam się z Waszymi opiniami. Dodałbym jeszcze konsekwencję w działaniach, która jest niezbędna.

    Manager, od samego początku, powinien wiedzieć w jakich granicach funkcjonuje. Pozwalanie w wybranych sytuacjach na zażyłość, wzmaga potrzebę radykalności w momentach trudnych, kiedy trzeba wymagać zwiększonej efektywności i lepszego organizowania od pracowników.

    Zdecydowanie droga do bycia lubianym jest dłuższa poprzez budowanie szacunku. Efekty jednak są trwalsze i bardziej satysfakcjonujące.

    [Odpowiedz]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *