
Większość osób zapytanych - jak wycenić czas, bez głębszego zastanowienia odpowie: NIE DA SIĘ! Ta znienawidzona przeze mnie formułka aż sama ciśnie się na usta, kiedy problem wydaje się zwyczajnie mocno skomplikowany. A ponieważ nie cierpię sentencji “NIE DA SIĘ”, pokażę jak czas można wycenić, a przy okazji odnieść z tego tytułu wymierne korzyści.
Dlaczego nie da się wycenić czasu?
Żeby zobrazować problemy na jakie napotykają osoby próbujące rozwiązać tę kwestię napiszę dlaczego czasu nie da się wycenić jakąś obiektywną miarą.
Przede wszystkim dlatego, że nie każdy z nas ma tyle samo czasu. Jedni żyją dłużej, inni zdecydowanie krócej. Jeśli wiesz, że zostało Ci 5 minut życia, każda sekunda nabiera niebywałej wręcz wartości, natomiast jeśli masz jeszcze 100 lat przed sobą, nie musisz się nigdzie spieszyć. Różnice widać nawet na poziomie czasu dostępnego w ciągu jednej doby - jedni potrzebują 10h żeby się wyspać, średnia to 8,5h, ale są takie osoby, które są w pełni wypoczęte po 4h. I jak to porównać, a co dopiero wycenić?
Inna sprawa to jak wycenić wartość czasu w odniesieniu do tego, co można w tym czasie zrobić. Czy godzina spędzona na czytaniu książki jest tyle samo warta, co godzina opalania się na plaży wśród szumu fal? Czy jeden dzień z ukochaną osobą jest tyle samo wart co jeden dzień w SPA? W końcu, czy przepracowana godzina jest tyle samo warta, co godzina spędzona na uczeniu się?
W końcu, dla nas samych - czy jeden dzień mając 20 lat jest tyle samo wart co jeden dzień, kiedy przekroczyliśmy osiemdziesiątkę?
Zamiast rozwiązywać te Węzły Gordyjskie, obejdę je za pomocą jednego tylko stwierdzenia.
Niech każdy sobie sam wycenia swój czas
Nie chodzi tu o to, żeby stworzyć uniwersalną zasadę wszechświata i odkryć tajemnicę kosmosu. Chodzi przecież o to, żeby uprościć problem, tak aby znaleźć rozwiązanie dające pewne korzyści.
Można wprawdzie pozbyć się problemu i pozwolić innym na wycenę naszego czasu - niech zrobi to szef. Jeśli płaci mi 10zł za godzinę, to każda moja doba jest warta 240zł, jeśli płaci mi 50zł za godzinę pracy, wycena mojej doby wynosi 1200zł. To rozwiązanie jest jednak zbyt proste i oddaje władze nad nami komuś innemu. Wyceńmy więc sami swój czas.
Dla przykładu: zakładam sobie, że w tej chwili, z moimi umiejętnościami, wiedzą, doświadczaniem i wszystkimi innymi przymiotami każda godzina którą mam jest dla mnie warta 100zł. Swój czas wyceniam w jednym celu, a mianowicie aby podejmować lepsze decyzje.
Mogę pracować za mniej, jeśli praca jest ciekawa lub za więcej jeśli niezbyt i wtedy będzie mi się to teoretycznie opłacało. Jeśli jestem zmęczony, wyceniam godzinę swojego czasu na 300zł i wtedy tylko praca za więcej jest dla mnie do zaakceptowania, natomiast jeśli nosi mnie energia, nie mam co ze sobą zrobić, wyceniam godzinę na 30zł i jestem gotów zrobić coś produktywnego dla kogoś innego za taką cenę. Wyceny dokonuję w każdym bądź razie tylko na dany moment, przy uwzględnieniu ogólnych warunków i mojego stanu.
Po co wyceniać swój czas?
Jeśli chodzi o wspomaganie decyzji, ma to jedną ogromną zaletę. Pomaga znaleźć linię, która oddziela dobrą inwestycję od przeinwestowania lub też niedoinwestowania.
Podam przykład: wybieram się w odwiedziny do przyjaciela, którego bardzo lubię. Mam do wyboru: podróż pociągiem pospiesznym (8h, 40zł) lub pociągiem intercity (5h, 100zł), następnie tramwaj (czekanie na przystanku 20 min, jazda 40min, koszt 5zł) albo taksówkę (30min, 30zł).
Poza tym co napisałem nie porównujemy np. tego, że w intercity mamy miejscówkę i można w spokoju czytać całą drogę książkę, a w pospiesznym jest szansa, że będziemy stać całą drogę. Zostawiamy to, bo nie jest to potrzebne, aby zrozumieć istotę rozwiązania.
Żeby zanadto nie kombinować, weźmy pod uwagę tylko dwa warianty: tani i szybki:
pospieszny i tramwaj to 9h i 45zł
intercity i taxi to 5,5h i 130zł
Matematyka jest prosta: mogę zaoszczędzić 3,5h poświęcając 85zł. Jeśli więc każda moja godzina warta jest według mnie 100zł, to żadnym dylematem jest wybór intercity i taxi. Takie proste, a znajomi robią czasami wielkie oczy, jak mogę przepłacać tyle i intercity do Warszawy jeździć; przecież pospiesznym taniej
Jak dodamy do tego fakt, że tego samego dnia wracam do Wrocławia (znów 6h w pociągu), to komfort jazdy i jej czas naprawdę nabierają znaczenia.
Teraz, kiedy to piszę pewnie wydaje Ci się to proste i logiczne, ale spójrz wokół siebie jak inni tanio “sprzedają” swój czas. Jak bezsensownie go marnują albo nieefektywnie oszczędzają pieniądze kosztem swojego czasu.
Ten artykuł napewno nie ma na celu sprowadzenia życia do matematyki i kalkulacji, ale czasami warto się zatrzymać na sekundę i przemyśleć decyzję. A dobra decyzja to już połowa sukcesu.
Tagi: czas na pieniądze, oszczędzanie czasu, pieniądze za czas, time, wycena czasu, zarządzanie czasem
Oceń ten artykuł:
(3 oddanych głosów, średnia ocena: 4.67)


Ale tanie taksy w Wawie. W Gdańsku 30 minut to już powyżej 100.
Fajne uwagi. Od jakiegoś czasu próbuję przekonać moją lepszą połówkę że w pewnym momencie warto zapłacić komuś za mycie okien w domu i inne np. wiosenne porządki a samemu uratować wolną sobotę i pójść na spacer, skoro resztę czasu i tak siedzi się w pracy.
Wolę wyceniać swój czas na zasadzie kosztu alternatywnego. Każda godzina jest warta tyle, ile mógłbym zyskać najefektywniej ją zagospodarowując. Potem pojawia się dopiero kwestia przeliczenia tego na pieniądze. Nie zgadzam się z wyceną uznaniową, tak jak to podałeś, bo jak to potem zmonetaryzować, te moje kilkaset złotych?
@ Mateusz - życie to nie produkcja. To nie działa tak, jak maszyna pracująca 5 godzin wyprodukuje 500 sztuk towaru, a działająca 15 godzin - 1500 sztuk. Trzeba spać, jeść, odpoczywać. Poza tym godzina podczas której wpadnie Ci do głowy genialny pomysł jest chyba inaczej wyceniana niż godzina jaką przeznaczasz na wklepywanie kodu jakiegoś programu?
Tak samo wycena polegająca na porównaniu z najbardziej efektywnym sposobem zagospodarowania nie ma odzwierciedlenia w życiu. Założenie jest tu typowe dla ekonomii klasycznej, gdzie zakłada się, że pewne rzeczy są doskonałe, co praktyce nie ma szans zaistnieć. I tak w modelu jest pięknie, ale w życiu nie wychodzi.
Świetne rozwinięcie tego co pisałeś u mnie w komentarzu - podlinkuję Twój post

.
Co do oszczędności czasu to jeszcze jest sprawa, czy w tym zaoszczędzonym czasie coś zarobimy. Może być tak, że oszczędzimy sporo czasu, który nie będzie na nas pracował.
Inną sprawą jest to, że czasem wcale nie trzeba go oszczędzać tylko inaczej wykorzystać. Jeśli godzinę wyceniasz na 100 złotych, to z Wrocławia do Warszawy lepiej podróżować samolotem za ok. 230 zł - oszczędzisz ok. 4 godzin. I trick jest taki, że przejście przez bramki, poczekalnie, brak internetu w samolocie może być 2 godzinami straconymi, a do IC wsiadasz i całe 5,5 wykorzystujesz na to, co normalnie zrobiłbyś w/po pracy. De facto nie poświęcasz czasu na podróż, bo “samo się podróżuje” a Ty zajęty jesteś swoimi sprawami tak jakbyś siedział w biurze lub w domu w fotelu
.
Pozdrawiam radośnie,
Orest
[...] Michał Ksiądzyna (wypowiadający się tutaj jako TopMenedżer) napisał u siebie świetne rozwinięcie odnośnie oszczędności czasu - zalecam przeczytanie jego postu: http://www.topmenedzer.pl/2009/11/wycen-swoj-czas/ [...]
@ Orest - Upraszczałem, żeby nie brać zbyt wielu czynników pod uwagę, bo tak się podejmuje decyzję w życiu, a nie kiedy chce się jak najprościej coś wyjaśnić
W każdym bądź razie warto się uwolnić od schematów czysto finansowych czy ekonomicznych na co dzień, bo tylko niepotrzebnie ograniczają. Ja używam ich selektywnie, aby podejmować lepsze decyzje.
Dzięki za link
Bardzo mądre, zostaje tylko pytanie, czy ta teoria w ogóle jest miarodajna. Co jeśli owszem, wrócę do domu, ale nie zarobię przez swój czas, tylko dajmy na to będę oglądał telewizję. W tym czasie mógłbym jechać pociągiem i zaoszczędzić dodatkowe pieniądze.
@ Marcin Lenkowski - ale ja nie piszę o oszczędzaniu pieniędzy, tylko o oszczędzaniu czasu. Według mnie pieniądze się powinno zarabiać, a nie oszczędzać, natomiast czasu zarabiać się nie da, wiec trzeba go oszczędzać.
Podpisuję się pod tym co napisałeś w komentarzu
Częściej o tym powinienem pamiętać.
Ciekawy tekst
Pozdrawiam.
Co prawda nie wiem jeszcze jak odnieść, to do siebie (ale to akurat dość skomplikowana sprawa), ale przyznam, że prostota, z jaką autor ogarnął tak skomplikowaną, robi wrażenie. Duży plus, za chwilę olśnienie - Pański blog budzi lepiej niż poranna kawa!