Dostałem wiadomość od Marcina Majznera, który chciałby wiedzieć więcej na temat wyceny własnej osoby. Jak się okazuje sposobów jest co najmniej kilka, a sprawa ta do łatwych nie należy.
Marcin pisze:
„Zastanawiałem się, jak wycenić samego siebie, nigdy nie pracowałem na etacie i nie zamierzałem, a tu nagle z propozycją przyszła agencja headhunterska …
Jak mam się wycenić, jaka jest moja wartość , masz pomysł ??”
Problem jest o tyle skomplikowany, że na wycenę pracownika można patrzeć z co najmniej kilku stron.
Zacznijmy od wyceny własnej osoby przez firmę, która chce nas zatrudnić.
Firma będzie patrzeć przede wszystkim na jedną rzecz: ile jesteś w stanie dla firmy zarobić, czy też jak dużo pracy wykonać i na jakim poziomie. To jest podstawowy wskaźnik. Składa się na niego doświadczenie, wiedza, charakter (np. czy jesteś pracowity), stan Twojego zdrowia itd.
Oprócz tego firma jest zainteresowana informacjami, które możesz posiadać np. możesz znać rynek lepiej niż ktokolwiek w przyjmującej Cię firmie, albo pracowałeś wcześniej w bardzo efektywnej kulturze organizacyjnej i mógłbyś jej cząstkę zaszczepić w nowej firmie.
Firmę interesuje też Twój potencjał – czy będziesz w stanie za jakiś czas objąć inną funkcję (zwykle wyżej w hierarchii) i wykonywać ją lepiej niż obecni pracownicy? Może masz zadatki na następcę prezesa? A może na dyrektora ds. marketingu?
Bazując na tych różnych aspektach i pewnie nie tylko tych, firma dokonuje wyceny Ciebie jako pracownika.
Wycena siebie przez siebie
Jedna z definicji mówi o tym, że przedsiębiorstwo jest instytucją służącą zaspokajaniu potrzeb gospodarstw domowych. A zatem zastanów się w jakim stopniu praca na danym stanowisku będzie w stanie zaspokoić potrzeby Twojego gospodarstwa domowego. Czy karnet na siłownię albo wyjazdy do SPA będą przydatne? Czy nowe znajomości w nowej pracy będą dla Ciebie odpowiednie? W końcu – czy pensja odpowiada Twoim potrzebom?
Konfrontacja dwóch stron
Ty i Firma macie wspólny cel – żebyś pracował na określonym stanowisku. Gdyby któraś ze stron tego nie potrzebowała, nie byłoby w ogóle rozmowy. Macie też sfery w których są konflikty interesów i trzeba iść na kompromis – płaca, warunki korzystania z samochodu służbowego, zasady wypłacania premii. To są elementy które się negocjuje i w drodze negocjacji ustala. Bo przecież jako menedżer restauracji możesz mieć darmowe obiady dla całej rodziny, co wpłynie na poziom Twoich kosztów, a restauracji wcale tak wiele nie będzie kosztowało (chociażby ze względu na podatki).
Co działa na korzyść firmy w takich negocjacjach?
- marka
- kultura organizacjna
- pozycja lidera na rynku
- długi okres funkcjonowania firmy
- rozbudowany socjal
- wysokie płace
- poziom inwestycji w pracowników (szkolenia itp.)
- dbałość o integrację pracowników
- odpowiednia odległość miejsca pracy od miejsca zamieszkania
itd.
Co działa na korzyść zatrudnianego?
- doświadczenie
- informacje (o których pisałem wcześniej)
- postawa
- charakter
- sukcesy z przeszłości
- oczekiwanie płacowe i odnośnie sfery socjalnej
- stabilność (jak często zmieniasz miejsce pracy, czy masz rodzinę, kredyt)
- relacje z byłymi pracodawcami
itd.
Ogólna sytuacja na rynku
Na to wszystko nakłada się jeszcze ogólna sytuacja na rynku. Czy na Twoje miejsce czeka 50 innych, czy też może firma ma problem ze znalezieniem odpowiedniego fachowca, a Ty spełniasz kryteria?
Czy gospodarka ma rosnąć w najbliższym czasie, czy może się kurczyć?
Konkretna cena
Jeśli masz problem z tymi „miękkimi” czynnikami, zawsze możesz zrobić standardowy schemat określania ceny. Weź płacę, która jest ambitna i realistyczna. Np. tyle zarabia ktoś inny na tym stanowisku i jest to więcej niż potrzebujesz. Pomyśl też za ile minimalnie byłbyś gotów podjąć proponowaną Ci pracę. Wszystko co w środku to kwestia negocjacji – ile sobie wytargujesz, tyle dostaniesz.

Studenci mają nieco ułatwioną sytuację. Mogą skorzystać z pomocy instytucji uczelnianych, zajmujących się wsparciem swoich wychowanków w kwestii zatrudnienia. U mnie ta jednostka nazywa się Akademickie Centrum Karier. Można się umówić z nimi na spotkanie, podczas którego specjaliści pomogą nie tylko ustalić poziom wynagrodzenia, ale i pomogą w całym planowaniu kariery. I niech mi ktoś jeszcze powie, że nasze uczelnie to „zło”.
Przy ustalaniu wynagrodzenia można też kierować się raportami płacowymi publikowanymi w prasie (szczególnie branżowej). Daje to w miarę dobry punkt odniesienia.
[Odpowiedz]
Michale, podziwiam Cię za Twoją biznesową wiedzę ! Pozdrawiam serdecznie
[Odpowiedz]
Witam, witam!
Co może zrobić licealista by lepiej przygotować się do roli przyszłego menadżera? Rozumiem, że powinien udzielać się w szkolnym samorządzie, ale co jeszcze?
pzdr.
[Odpowiedz]
Witam !
Jak sie zatrudnia w duzych korporacjach takich jak MSFT, INTL, HP itd to nie ma mowy o negocjacjach placy na stanowiskach ponizej VP.
W tych firmach jest system grade do poziomu kraju.
I tak sekretarka ma grade 7, programista ma grade 8 albo 9, kerownik tzw odcinka 10 lub 11 itd.
Kazdy grade ma swoja krajowa wersje.
I tak grade 8 w Polsce zarabia do 150 000 zl brutto rocznie, a w Niemczech do 60 000 Euro brutto rocznie.
Nie ma mowy zeby przeskoczyc grade dla danej pozycji.
Jak sie chce zarabiac wiecej w danej korporacji to trzeba awansowac.
W ramach kazdego grade’u jest zakres od kwoty X do kwoty Y. Wahniecia sa zwykle od 10% do 20%.
Czyli reasumujac, marne sa szanse ze sie dostanie lepsze warunki na starcie niz kolega startujacy na ta sama pozycje, w tym samym czasie w tym samym kraju.
W mniejszych firmach jak nie maja podobnego systemu to mozna cos wynegocjowac.
Jak sie zatrudnia w korporacji to zwykle daja dobre warkunki na starcie, wiec z reguly nie ma problemu z powiedzeniem sobie ze rekompensata za prace jest powyzej sredniej krajowej na danej pozycji.
Do rozstrzygniecia pozostaje jedynie pytanie czy zatrudniany akceptuje swoja oferte i czy chce walczyc o te kilka procentow wiecej na starcie, czy moze dostac cos wiecej od innego pracodawcy.
W jednym zdaniu radze wam: robcie jak uwazacie, chcecie to bierzcie, nie chcecie to nie.
PT
[Odpowiedz]
@mateusz
uczelnia to zło! może nie świadczą o tym biura karier, ale chociażby brak tak podstawowych wymogów jak robienie doktoratów poza uczelnią macierzystą czy układanie planu zajęć pod pracowników bez wystarczającej ilości godzin. prawdę mówiąc większość szkół wyższych to prawdziwa patologia, a nie system kształcenia fachowców i co najbardziej zaskakująca jedynym możliwym rozwiązaniem tego problemu wydaje się kryzys demograficzny, który sprawi, że uczelnie prywatne będą musiały zacząć prawdziwie konkurować z uczelniami państwowymi – aby mieć z czego żyć. Gdyby jeszcze doszła do tego obligatoryjna odpłatność za studia, to kto wie… nic tak nie uzdrawia patologicznych tworów jak prawdziwa konkurencja.
pozdrawiam
Damian
[Odpowiedz]