Przed objęciem na horyzoncie mojej drogi życia sukcesu w biznesie, brałem udział w kilku symulacjach, rozmawiałem z kilkoma osobami prowadzącymi firmę, dużo czytałem na ten temat. Później okazało się, że żadne z tych doświadczeń nie przybliżało mnie zbytnio do poznania biznesu, a czasami było wręcz przeciwnie …
Przygoda z biznesem
Zainspirowany między innymi sukcesem i stylem życia co poniektórych biznesmenów wrocławskich, polskich i tych z areny międzynarodowej dawno temu, powziąłem decyzję, że też chciałbym tak żyć. Być kapitanem, ba! nawet właścicielem statku, a nie koniecznie galernikiem, który jedynie napędza całą tę łódź. Postanowiłem, że przed skokiem na głęboką wodę, pouczę się trochę pływać. Tak oto zacząłem otaczać się artykułami, książkami i wszelką wiedzą związaną z zakładaniem firmy. Wydawało mi się to jakieś poplątane, pełne pułapek, wrogości. Statystyki mówiące, że 80% firm upada po 2 latach od założenia nie napawały mnie optymizmem, opowieści przedsiębiorców również.
Moje obawy rosły wraz z kolejnymi materiałami w temacie, ale nadal jednak motywacja do tego aby robić coś fajnego i żyć trochę inaczej niż większość była silniejsza. Postanowiłem spróbować symulacji biznesowych – w końcu to prawie jak biznes, jedyna różnica to fakt, że pieniądze są wirtualne.
Muszę przyznać, że w tamtym czasie byłem zachwycony. Nie omieszkam dodać, że zespół którego byłem liderem odniósł druzgocące zwycięstwo. Dziś stwierdzam, że oprócz wartości emocjonalnych, niewiele wyniosłem z tego doświadczenia. Podobnie było z drugą symulacją.
Problem z symulacjami
Symulacje są programami. Programy są logiczne. A logika jak wiemy opiera się na prawach matematycznych. A sprowadzenie biznesu do matematyki to tak jak sprowadzenie wojny do masy zrzuconych bomb na terytorium wroga (tak było w przypadku wojny w Wietnamie i Amerykanie tę wojnę przegrali).
Ilość pieniędzy wydanych na marketing, produkcję czy HR na pewno nie jest bez znaczenia, ale samo w sobie nie stanowi kwintesencji tego, co jest biznesem. Przewagi strategiczne, różne charaktery i predyspozycje menedżerów oraz pracowników, stale zmieniające się otoczenie. Symulacja takich warunków jest bardzo trudna. Symulacje co prawda mogą uczyć, poszerzać wiedzę, same w sobie jednak są bardziej rozrywką i nauką dla menedżerów, a nie biznesmenów.
Mikrobiznes
Aby lepiej zrozumieć biznes, należy rozróżnić jego różne typy. Za kategorię porównań przyjąłem liczbę pracowników zatrudnianych w firmie, co samo w sobie jest bardziej symptomem, ale dosyć skutecznie segregującym przedsiębiorstwa. Przechodząc do meritum. Mikrobiznes to taka firma w której wszystko kręci się wokół osoby właściciela. Wystarczy, że go zabraknie i wszystko wali się w gruzy. Właściciel firmy zajmuje się kontaktami z kluczowymi klientami, podejmuje przynajmniej ważniejsze decyzje i codziennie dba o rozwój firmy. Plusem jest to, że dzięki temu jest w stanie osiągnąć skuteczność operacyjną będącą często poza zasięgiem zwykłych, śmiertelnych menedżerów. Mając w garści wszystkie zasoby, można nimi bardzo dobrze zarządzać, szybko podejmować decyzje i działać właśnie wtedy kiedy jest na to czas, a nie kiedy już w końcu można. Minus jest taki, że jeśli właściciel nie przejdzie na kolejny „poziom”, firma będzie się dusić i nigdy w rozwoju nie wyjdzie poza kilku wykonawczych pracowników.
Small business
Mały biznes jest dużym skokiem. Posiada zarząd, który niekoniecznie jest właścicielem firmy, często całkiem przyjemną kapitalizację i obroty oraz zatrudnia co najmniej kilkanaście osób, a często kilkadziesiąt. Biznesmen (główny udziałowiec) często występuje w takim przypadku w roli CEO, czy też Prezesa zarządu. Mimo, że zarządza, robi to na poziomie strategii i kluczowych dla firmy kontaktów.
Big business
Wielki biznes ma to do siebie, że właściciel jest co najwyżej w radzie nadzorczej, a najemni menedżerowie dbają o rozwój jego firmy. Pozwala to jednej osobie kontrolować kilka spółek i organizować między nimi współpracę generującą synergię. Oznacza to, że duży biznes polega właściwie na zarządzaniu portfelem firm, a nie jedną konkretną firmą.
Czy symulacja jest w stanie to oddać?
Teoretycznie tak. Praktycznie – nie spotkałem się z taką, a brałem udział w tych, które akurat są światowymi liderami. Ot trochę statystyk, jakieś bajerki, decyzje bazujące na tych statystykach. I tak się rzeczywiście zarządza – w PwC, Masterfoods, McDonaldzie i tym podobnych. Problem tylko w tym, że tak się zarządza będąc tam menedżerem liniowym, a nie w zarządzie. Symulacja wyzwań jakie ma przed sobą np. przedsiębiorca rozpoczynający swój własny biznes, albo symulacja pracy właściciela kilku większych biznesów jest, że tak powiem – trudna. Właściwie aby oddać realia, lepiej założyć biznes za kilka tysięcy złotych i nabrać doświadczenia, niż wydawać pieniądze na symulacje. Efekty lepsze, doświadczenie bogatsze – a kiedy tracimy, odczuwamy realną stratę.
W realnym biznesie nie można wcisnąć tak łatwo przycisku RESET i rozpocząć od nowa. Ciągnie się za Tobą Twoja reputacja, Twoje sukcesy i porażki, Twój bagaż doświadczeń. To dobrze czy źle?
Odpowiedź na to pytanie jest tak prosta, że pozwolę sobie odpowiedzieć pytaniem retorycznym: a wolisz żyć naprawdę, czy w świecie symulacji?
Mamy tylko jedno życie, nasz czas na tym świecie jest mocno ograniczony. Przez 20-25 pierwszych lat naszego życia jesteśmy właściwie bezproduktywni, ponieważ się uczymy. A to kosztuje, efekty są później. Następnie pracujemy przez powiedzmy lat 40 i idziemy na emeryturę. W tych 40 latach zawiera się ogromna liczba dni, kiedy jesteś chory, kiedy masz weekend, kiedy odwiedzą Cię znajomi, kiedy wypoczywasz na Majorce. Oprócz tego są też te dni, kiedy pracujesz – oczywiście nie cały czas. Sporą część doby przesypiamy, kolejną sporą część przeznaczamy na „czynności administracyjne”, przez co rozumiem utrzymanie swojego organizmu w dobrym stanie. Zwykle oznacza to zaspokajanie potrzeb, zwłaszcza fizjologicznych.
Sumując, tak na prawdę w życiu szkoda czasu na symulacje, lepiej żyć naprawdę i zbierać prawdziwe doświadczenia – bez względu na to, jakie są. Bo żadna symulacja nie zastąpi życia.
Symulacje są potrzebne, kiedy planujemy poważne przedsięwzięcie. Nie są one, rzecz jasna, w 100% przystające do rzeczywistości. Niemniej rezygnacja z ich stosowania byłaby błędem.
[Odpowiedz]
szczerze powiem staram sie doszukac jakiegokolwiek argumentu merytorycznego w tym wywodzie przeciw symulacjom i jest ewidentnie zbyt subtelnie schowany jak na moje przemeczone oczy.
powiem zatem od siebie : uzywajcie symulacji i rozwijajcie umiejetnosc dostrzegania zaleznosci bo nie zawsze trzeba sie uczyc na wlasnych bledach, jestem jak najbardziej za symulacjami, tak jak kolega powyzej ich nieuzycie jest bledem
pozdrawiam
[Odpowiedz]
To prawda, że żadna symulacja życia nie zastąpi.
Dzięki za artykuł. Mój ojciec, tak jak napisałeś, utknął i nie przeszedł na następny poziom. Teraz wiem gdzie zrobił błąd, a gdzie ja błędu już nie zrobię!
Pozdrawiam i życzę samych sukcesów!
[Odpowiedz]
Niestety (jako m.in. autor zaawansowanych symulacji biznesowych) pod wieloma względami muszę zgodzić się z autorem artykułu.
Same symulacje biznesowe – choćby to byli „światowi liderzy” – są świetnym narzędziem nauki twardych kompetencji biznesowych (zaawansowane symulacje) lub współpracy i komunikacji (gry symulacyjne). Pozwalają kształtować skuteczne działanie oparte na konkretnych schematach – czyli to, co jest zadaniem tzw. szerokiej kadry w firmach.
Symulacje biznesowe nie uczą jednak tego co najważniejsze w biznesie – myśleć krytycznie. Zresztą podobnie jak system edukacji, czy praca w zdecydowanej większości firm – nie dostarczają środowiska stymulującego myślenie, a jedynie naukę.
Myślenie nie jest kompetencją i do jego rozwoju potrzebne jest wypracowanie zupełnie nowego podejścia, wykraczającego poza obecnie stosowane techniki diagnozowania i rozwoju kompetencji.
Jako osoba specjalizująca się w metodach diagnozy i rozwoju myślenia wykorzystuję symulacje biznesowe, ale jako jedno z narzędzi w całym procesie. Dzięki symulacji cały proces ukierunkowanego rozwoju myślenia można skrócić z wielu lat do przestrzeni tygodni lub miesięcy.
Podsumowując – to nie symulacje są winne temu stanowi rzeczy – one są tylko narzędziem.
Pozdrawiam serdecznie i zapraszam do kontaktu,
[Odpowiedz]