To, że człowiek jest z natury leniwy wiemy nie od dziś, jednak w naszych czasach lenistwo przybiera nowe, niebezpieczne oblicze. Czy ludzkość jest skazana na wymarcie z powodu nudy?
Dziś jesteśmy leniwi, ale najgorsze przed nami
Nie ganiają nas tygrysy szablastozębne, o głodzie w Europie praktycznie nikt już nie pamięta (w końcu działa system pomocy społecznej), ludzie żyją stosunkowo długo. Jak coś boli, zawsze można iść do lekarza, jak coś dręczy sumienie, do księdza. Spora większość społeczeństwa żyje na całkiem niezłym poziomie – nie martwi się o dach nad głową, ani o to, co postawić na stole. Są pieniądze na wódkę, papierosy, wyjście do kina albo teatru. Jakie więc zmartwienia posiada dzisiejszy człowiek? Mówimy tu oczywiście o „człowieku masowym” jakiego nie brakuje w naszym społeczeństwie. Rozrywka? Oprócz wspomnianej wódki i imprez – telewizja, internet, czasami Fakt albo Super Express. Sensacja goni sensację, a pomiędzy tym wszystkim taniec z gwiazdami, piąta część Shreka i Kewin Sam w Domu na Święta. Więc o jakich zmartwieniach mówimy?
Owszem, zdarzają się tragedie. W życiu różnie bywa, ale tak szczerze, to chyba nikt nie powie mi, że z komórką, iPodem, laptopem, bezprzewodowym internetem, pralkami, zmywarkami, samolotami żyje nam się trudniej niż naszym przodkom 10 000 lat temu?
Patologie lenistwa
Za lenistwo rozumiem czas, kiedy odpoczywamy, mimo że wcale nie musimy. Odpoczynek po ciężkiej pracy jest czymś naturalnym i koniecznym dla zachowania efektywności. Rozrywka jest konieczna dla rozwoju duszy i higieny psychicznej. Jednak w momencie, kiedy wcale nie wymagamy odpoczynku, a mimo tego oddajemy się bezproduktywnym zajęciom – to jest lenistwo.
Czytałem niedawno obszerny artykuł o tym, że coraz więcej ludzi świadomie rezygnuje z posiadania dzieci, ponieważ nie chcą poświęcać swojego obecnego stylu życia. W końcu praca daje im spełnienie, mają czas na spotkania ze znajomymi i oczywiście lenistwo. Na nic zdają się głosy nacjonalistów o konieczności wzmacniania narodu, na nic presja społeczna. Niektórzy nie mogą się pogodzić z faktem, że ich życie mogłoby się stać bardziej stresujące, że musieliby żyć bardziej odpowiedzialni. Po prostu jest dobrze jak jest.
Cała masa wynalazków, z pilotem od telewizora na czele ma sprawić, że nasze życie będzie łatwiejsze, że będziemy mieli więcej czasu. I czy jest coś w tym złego? Według mnie nie. Problem jest w tym, na co ten zaoszczędzony czas wykorzystujemy. Bo nie o to w życiu przecież chodzi, żeby się zaharować na śmierć.
Są wśród nas jednostki, które nadmiar czasu wykorzystają aby pomóc innym poprzez działalność charytatywną. Są takie, które będą budować wielkie biznesy i w ten sposób przyczyniać się do rozwoju społeczeństwa, zaspokajając jego potrzeby. Są także jednostki, które czas ten w stu procentach zmarnują i przyznaję z bólem, że tych jest najwięcej.
Czy więc takie wspaniałe jest lenistwo? Nie sądzę! W naszych czasach rekordowy odsetek społeczeństwa cierpi na depresję. Bo przecież ćwiczenia fizyczne, które ją skutecznie zwalczają wymagają dyscypliny, samozaparcia, potu i bólu. A tego leniwiec w nas siedzący wprost nie znosi. Nie jesteśmy kulturowo przygotowani do skoku cywilizacyjnego, który odbywa się przed naszymi oczyma. I zmierzamy w przepaść.
Czy kiedykolwiek w historii jakiś naród był tak tłusty jak najbardziej zaawansowane technologicznie społeczeństwo świata, czyli amerykanie? Można powiedzieć, że fast food zaoszczędza czas i nie byłoby tragedii, gdyby ta oszczędność czasu spędzana była na spalaniu nadmiaru kalorii. Zamiast tego amerykanie wolą oglądać Oprah, Lost, Prisonbreak i dr Housa, a to wszystko jeszcze zagryzać Big Mac’iem.
Kraina mlekiem i miodem płynąca
Nie da się ukryć, że stoimy na rozdrożu. Albo pójdziemy w dół, albo w górę. Era której jesteśmy częścią niesie ze sobą niesamowite wręcz możliwości, ale także zagrożenia. Zatopmy się na chwilę w krainę wyobraźni i pofantazjujmy o nieistniejącej rzeczywistości, w której zamiast coraz więcej leniuchować, wolelibyśmy wykorzystać czas bardziej produktywnie.
Mógłby to być czas poświęcony na rozmyślania filozoficzne, na pisanie wierszy, na realizację swoich pasji. Ileż mogłoby zyskać takie utopijne społeczeństwo, gdyby cały ten potencjał spożytkować? Oznaczałoby to bogatsze życie materialne i duchowe dla wszystkich. Naród wyzwolony z okowów lenistwa szybko stałby się najwspanialszym narodem na świecie, bo któż mógłby się równać z owocami jego pracy? Nawet kilkanaście-kilkadziesiąt lat takiego stanu musiałoby zaowocować złotym wiekiem dla ludzkości. Wynalazki i dokonania tego pokolenia przyćmiłyby z pewnością wszystkie dotychczasowe dokonania.
Powolna śmierć z nudów
Druga skrajna alternatywa to powolne wymieranie z nudów. Dzieci? Po co mi problemy?! Wolę obejrzeć kolejny odcinek ulubionego serialu, spotkać się ze znajomymi, pobalować. Problem tylko w tym, że te rozrywki są bardzo płytkie i w sporej większości nie powodują żadnego rozwoju, a wręcz degenerację. Powoli, ale nieuchronnie ludzkość odzwyczaja się od myślenia, mechanizm doboru naturalnego przestaje poprawnie funkcjonować (już przestał, ponieważ więcej dzieci mają Ci słabiej obdarzeni przez naturę), staczamy się w otchłań głupoty. Ktoś nawet nakręcił film z taką wizją ludzkości za 100 lat, a co najgorsze wcale nie musi się mylić. Bo wbrew pozorom przez ostatnie 5 000 lat największe szanse na reprodukcję miały jednostki najhojniej obdarzone inteligencją. To właśnie dlatego mamy dziś do czynienia z takim boomem wynalazków i dobrobytem (jeszcze nie wszędzie, ale powiedzmy, że nie ma na co narzekać porównując się do przodków). Jeśli stoczymy się w kierunku marginalizacji mózgów, równie dobrze możemy wrócić na drzewa.
Nadzieja
W kim więc nadzieja? W ludziach z charakterem, w tych którzy chcą więcej od życia niż obejrzeć 5000 odcinków Mody na Sukces czy Złotopolskich. Jeśli doczytałeś do tego miejsca – jest spora szansa, ze jesteś jedną z takich osób. Większość czytelników nie dotrwa do tego miejsca. Za to, że jednak dotrwałeś drogi czytelniku, zdradzę Ci pewien sekret.
Jednostki, które zmieniają świat, które są czymś więcej niż częścią szarej masy, które wynoszą ludzkość na nowe piedestały, posiadają zaledwie kilka cech, przy czym wcale nie są one poza zasięgiem zwykłego śmiertelnika.
Wrodzona inteligencja to fundament geniuszu, z niego wyrastają trzy filary. Nie można stać się geniuszem jeśli urodzimy się idiotą. Spokojnie – jeśli to czytasz nie zaliczasz się do tej grupy. „Moc obliczeniowa” naszych mózgów poddaje się treningowi, choć nasz potencjał i granice zakreślone są przez genetykę. Z dobrej gliny, można ulepić arcydzieło, ze złą najlepszy rzemieślnik niewiele zdziała.
Pierwszym filarem jest pasja. Prawdziwa pasja, jest ogromną motywacją wewnętrzną do doskonalenia się w jakiejś dziedzinie. Może być to botanika, astrologia, informatyka, wędkowanie czy biznes. Liczy się to, że bez względu na zawirowania otoczenia, będziemy nadal podążać ścieżką wytyczoną przez naszą pasję. Niesamowita motywacja do zgłębiania tajników otaczającego nas świata pomaga geniuszowi rozkwitnąć. W tym punkcie znajduje się również determinacja, która przesądza o tym, czy nasz model życia będzie wyglądał tak jak 90% społeczeństwa, które ogląda namiętnie seriale telewizyjne, czy też będzie wspaniałą operą. Większość ludzi nie posiada żadnej pasji, więc jeśli jesteś wyjątkiem, gratuluję.
Nie można rozwinąć skrzydeł bez poznania praw rządzących otaczającym nas światem. Rozum potrafi zgłębić tajniki niedostępne dla zdrowego rozsądku, potrafi odróżnić fałsz od prawdy i wskazać drogę do oświecenia. Ludzie rozumni więcej widzą, a przez swoje zrozumienie świata więcej mogą i popełniają mniej błędów. Kto jednak chce przez życie przebrnąć metodą prób i błędów nie ucząc się niczego o błędach innych, ten wynajduje na nowo koło. Zamiast malować trawę na zielono, lepiej już oglądać Świat Według Kiepskich i zostawić zmienianie świata innym. Bez edukacji nie ma geniuszu.
Trzecim, równie ważnym jak pozostałe, jest filar duszy. Geniusz posiada głęboką duszę, przez co nie tylko rozumie świat, nie tylko dąży do jego lepszego poznania, ale czuje! Czuć świat to wielka sztuka, która bez wsparcia pozostałych filarów zamiast geniusza może uczynić głupcem. Czuć świat to nie tylko go rozumieć, to być jego częścią, to odnaleźć swoje miejsce. Rozum nie wszystko przeniknie, rozum nie uznaje wiary, tylko pewniki. To dusza sprawia, że unosimy się ponad zdolności rozumu, że zdobywamy niezdobyte. Dusza podobnie jak rozum również daje się ćwiczyć – doznawanie świata, smakowanie go rozbudza jeszcze większy apetyt. Dusza jest tak samo ważna jak zimny rozum i gorący zapał.
Jesteś geniuszem? Nie martw się, większość z nas nie jest. Mimo tego, ktoś tym geniuszem musi być, więc dlaczego nie Ty? Co Ty na to, aby wyrwać się z narzuconego przez społeczeństwo modelu – 8h pracy, obiad, kapcie, piwo, telewizor; kredyt na dom, kredyt na samochód, kredyt na wakacje i tak do emerytury. Czy nie byłoby wspaniale unieść się ponad to wszystko i dokonać czegoś wielkiego?
Będzie trudno. Szczerze. Będzie to wymagało potu, krwi, wyrzeczeń. Nieraz poznasz gorzki smak porażki, nieraz inni się od Ciebie odwrócą, ale czy nie jest warto? Jeśli chcesz wieść proste życie, lubisz oglądać seriale w telewizji (wiem, uczepiłem się), chcesz mieć wszystko w nosie i zwyczajnie być szczęśliwym człowiekiem – proszę bardzo, wystarczy, że nie będziesz się wychylać. Jeśli jednak nie potrafisz żyć inaczej, jeśli nie potrafisz być szarym człowiekiem, jeśli chcesz odnaleźć w sobie geniusza – zapraszam do kontaktu. Takich ludzi jest niewiele i chętnie przedstawię Cię kilku podobnym osobom.
„Większość czytelników nie dotrwa do tego miejsca. ”
a ja zrobiłem „page down” parę razy, zobaczyłem hasło „nadzieja” i zacząłem dopiero czytać.
ale poza tym to się zgadzam z twoim powyższym dadaizmem
[Odpowiedz]
Z tą śmiercią to lekka przesada, dokładniej ze śmiercią fizyczną, bo takie oglądanie seriali(nałogowe) można by uznać za rodzaj śmierci – intelektualnej.
Odnajdywanie sobie geniusza – z pewnością w każdym tkwi potencjał, ale tak jak pisałeś, można być szczęśliwym tak po prostu. W ankiecie po prawej stronie właśnie to wypełniłem – „Jaki jest Twój pomysł na życie ?” „Chcę być po prostu szczęśliwym”
Być szczęśliwym to jest dopiero geniusz ! Jeśli mam usłyszeć jesteś szczęśliwy albo jesteś geniuszem, wole jednak to pierwsze
[Odpowiedz]
Dobry tekst. Wychowuję się w rodzinie, gdzie lenistwo jest niemożliwie tępione. Najgorsze jest to, że siedzenie przed komputerem, właśnie za nie jest uważane.
Choć ojciec pracuje po 8H dziennie, to wciąż robi sobie nowe obowiązki. Hoduje gołębie, pies na działce, jakieś remonty. Najzwyczajniej w świecie próbuje uciec od wspomnianego schematu.
Mówiłeś tu o serialach, ale dlaczego książki nie mogą być zjadaczem tego czasu? Owszem, wszystko zależy od tego jaki ich rodzaj czytamy, ale w telewizji też nie mamy tylko Polsatu i TVNu. Sam często oglądam, zwyczajnie dla rozrywki Discovery Channel…
[Odpowiedz]
@ Adrian – różnica pomiędzy książką z niewysublimowaną treścią a serialem z niewysublimowaną treścią jest taka, że serial ogłupia i nie wymaga żadnego wysiłku, wszystko jest podane na tacy, a odbiorca biernie chłonie informacje w postaci obrazu i dźwięku. Książka za to pobudza wyobraźnię, a do tego kiedy czytamy, później robimy to bardziej efektywnie – tak więc rozumiemy więcej z tych bardziej wysublimowanych książek, a do tego „trawimy” je szybciej.
[Odpowiedz]
A ja zawsze lubię pod prąd i pozwolę sobie nie zgodzić się z tym, że łatwiej nam się żyje niż kiedyś. Nie wiem jak było 10000 lat temu, ale wcale teraz nie jest nam lepiej.
Może być łatwiej, ale nie lepiej – znacznie trudniej o poczucie szczęścia… Spokojnie mogę się założyć, że 10000 lat temu było mniej samobójstw, mniej depresji. O przyczynach tego moglibyśmy długo dyskutować
Np dlatego, że szczęście zależy od poziomu oczekiwań. A dzisiejszy człowiek „zachodu” ma wielkie oczekiwania.
Poza tym wciąż dużo w nas ze zwierząt i to nasze wewnętrzne zwierzę z niektórymi sytuacjami dzisiejszego świata sobie po prostu nie radzi…
Albo to, że co nas nie zabija to nas wzmacnia…
Tak jak piszesz – ludzie często skreślają posiadanie dzieci (nie mam i nie planuję mieć dzieci), równie często skreślają Boga (sam jestem apateistą) – a to dwie „idee” które nadają sens życiu. Religia i dzieci: organizują i wbrew pozorom ułatwiają życie (życie jako całość, nie daną chwilę). Poza tym – z resztą właściwie się zgadzam. Sam mam taki pomysł na życie, że staram się nie robić niczego co mnie nie pasjonuje. Jest to o tyle łatwe, że prawie wszystko co robię – robię z pasją.
Co do TV którego się uczepiłeś – zgadzam się w 100% – TV od dawna nie posiadam i jestem z tego dumny
Tak więc zgłaszam akces: Nie pytam ile można zarobić bądź stracić – jestem chętny. Najważniejsza jest DOBRA ZABAWA
[Odpowiedz]
Stworzyliśmy sobie takie czasy, gdzie w dużej mierze można oddać się rozrywce czy czemuś co nas nie rozwija i nie dostarcza nikomu żadnej wartości. A można, jak ktoś chce, zamiast rozrywki czy leniuchowania dużo pracować. Każdy ma wybór. Osobiście preferuję styl mieszany – leniuchowanie, garstka rozrywki, sporo pracy nad sobą, zdobywania wiedzy i dostarczania wartości innym. A nie tak, że teraz tylko rozrywka, za 10-20 lat ciężka praca a za 40 emerytura i kompletne lenistwo
I mnie ten model pasuje
Pozdrawiam radośnie,
Orest
[Odpowiedz]
Nie uważam lenistwa za cechę tak do końca złą. Wręcz przeciwnie – mnie całkiem nieźle motywuje. Jestem leniem jakich mało! I właśnie z tego powodu obecnie ciężko pracuję. Chcę jak najszybciej zarobić wystarczająco dużo pieniędzy, by móc iść na wcześniejszą emeryturkę… powiedzmy, tak gdzieś koło czterdziestki.
Żebym mógł leniuchować muszę jednak najpierw sobie na to zapracować.
[Odpowiedz]
Wojtek:
Leniuchowałeś dłużej niż 3-4 miesiące?:> Może się okazać, że szybko wyjdzie to Tobie bokiem i zostaniesz 40 letnim emerytem, który się męczy z nic nierobienia. Osobiście wolę model mieszany – 2-3 miesiący aktywności, 2-3 miesiące luzu, lenistwa. Taki płodozmian
Pozdrawiam radośnie,
Orest
[Odpowiedz]
Witam.
kolego, na jakim świecie ty żyjesz ? W pierwszych akapitach napisałeś tyle fałszywych stwierdzeń że można by pomyśleć że alb jesteś ślepy, albo już tak jesteś nieświadomy świata zewnętrznego że piszesz z perspektywy własnego kolorowego, wymyślonego idealnego świata. Niestety wiele problemów którym zaprzeczasz że istnieją, są jak najbardziej realne.
Głód nie istnieje w europie ? żartujesz prawda ? Rocznie w europie umiera kilkadziesiąt tysięcy ludzi z powodu głodu czy niedożywienia. Miliony ludzi w europie są niedożywione, szczególnie odczuwają to dzieci. Jeżeli miałeś na myśli głód taki jak np. w afryce to aż tak źle nie jest, ale nie ma się z czego cieszyć. Głód na świecie przybiera katastrofalne rozmiary. Rocznie umiera miliony ludzi z tego powodu.
O jakiej pomcy społecznej piszesz ? Stwierdzenie „w końcu działa system pomocy społecznej”, jest bezczelnym ignorowaniem problemu, nie będę się rozpisywał nad tym dokładniej bo nie ma sensu.
Pomoc społeczna istnieje tylko z pozoru. Matka z dwójką małych dzieci której niepracujący mąż jest, delikatnie pisząc alkoholikiem, dostaje najwyżej 150 zł na miesiąc. Ma to starczyć na wyżywienie, opłaty, ubranka, buty itp. A i tak ma szczęście jak dostanie tyle, średnia to 100 zł.
Piszesz że jak cos boli to do lekarza. Tak, i czekać na wizytę kilka godzin z portfelem w ręku bo inaczej nie przejdzie się za próg gabinetu. Nawet jak jest się ubezpieczonym w NFZ. Pół biedy jak tylko ma się katar, bo przy poważniejszych schorzeniach czeka się kilka miesięcy na zwykłe badanie, które ma stwierdzić na co jest się chorym poważniej. I to również nie za darmo. NFZ w Polsce to fikcja na którą odkładamy kasę.
Ksiądz uleczy duszę ? Zapomnij. kościół to instytucja finansowa która ma podstawowe zadanie, „zarabiać”. Żaden ksiądz Cie nie wysłucha jak widzi żeś bez grosza przy duszy. A jak masz kilka groszy to oskubie Cię do gołego.
„Spora większość społeczeństwa żyje na całkiem niezłym poziomie – nie martwi się o dach nad głową, ani o to, co postawić na stole.” Spora czyli ile ? 10% ? Bo o takiej liczbie mniej więcej piszesz (optymistycznie)., w skali globalnej.
„Owszem, zdarzają się tragedie. W życiu różnie bywa, ale tak szczerze, to chyba nikt nie powie mi, że z komórką, iPodem, laptopem, bezprzewodowym internetem, pralkami, zmywarkami, samolotami żyje nam się trudniej niż naszym przodkom 10 000 lat temu?”
A żyje się łatwiej? W jakim sensie ?
Rozumiem twój entuzjastyczny ton wypowiedzi, jesteś człowiekiem jeszcze młodym ( studia już skończyłeś ?), pewnie pochodzisz z bogatego domu i nie masz pojęcia o realnym świecie. Ale za kilka lat będziesz inaczej pisał, Jak Ci pozwolą.
Będę wdzięczny z odpowiedz.
[Odpowiedz]
@Szymon WWW – być może Ty masz styczność z jakąś szarą czy wręcz czarną rzeczywistością w naszym kraju. Ile jest w tym kraju ludzi, którzy rzeczywiście są biedni? Nie mówię o statystykach, bo te nie pokazują np. tych rzeszy, które dorabiają na czarno na zachodzie, albo poprzez przemyt na granicach. Ile ludzi rocznie w naszym kraju umiera z głodu? Ile zarabia się w tym kraju? Są ludzie biedni, ale oni są wszędzie. Jeśli masz dwie ręce, dwie nogi i głowę na karku, to pieniądze leżą na ulicy i tylko czekają aż po nie sięgniesz.
Narzekasz na służbę zdrowia. Tak typowo po polsku. Wszystko złe, do dupy. Wszyscy przeciwko Tobie, zwłaszcza system. Ja nigdy żadnej łapówki nie wręczałem, a z badaniami, receptami itp. nie było problemu. Fakt – jak jest coś ciężkiego może być niewesoło, ale wystarczy spojrzeć na oczekiwaną długość życia 100-200 lat temu i teraz, żeby wyciągnąć wnioski.
Krytyki kościoła nie będę komentował.
Życie na całkiem niezłym poziomie – sprawdź w GUSie zamiast wypisywać bzdury. Piszę o Polsce, nie o świecie.
A z wynalazkami żyje się łatwiej, jeśli Tobie nie – weź maczugę i idź mieszkać w ziemiance w puszczy. Jestem pewien, że będzie to wspaniałe doświadczenie.
Chybionych wniosków na temat mojej osoby również nie mam zamiaru komentować.
[Odpowiedz]
Ja tak zagaję do ostatniego akapitu. Fajnie jest być geniuszem? To celowe pytanie, ponieważ nie wiem jak to jest i pewnie nie będzie mi to dane. Skąd to wiem, bo chyba nie chcę być geniuszem. To znaczy takim jak go postrzegają masy.
Tak zadrapałem na przywitanie
bo ostatni akapit dał mi do myślenia właśnie nad tym – co daje mi szczęście? Co jest źródłem szczęścia?
„chcesz mieć wszystko w nosie i zwyczajnie być szczęśliwym człowiekiem”
Tak, chcę się nie przejmować, nie zamartwiać, bo co mi z tego? Co mi przyniesie rozdłubywanie problemów?
Czy źródłem szczęścia jest bycie odkrywcą, geniuszem, liderem, przewodnikiem etc.?
A pewnie że jest, ale raczej u jakiejś mniejszej grupy społeczności. Tak przynajmniej ja śmiem twierdzić, to moja teza, tak jak autor wpisu swoje wysnuwa
Dla mnie źródłem szczęścia jest żona, jest córa, praca.
Wiadomo że są spięcia między ludźmi, że z żoną możemy mieć „cichy” dzień, albo mi córa dopiecze, albo coś nie tak w robocie pójdzie.
Ale gdy pomyślę o nich (moje baby i robota), to przed oczami jawią się same najlepsze ich aspekty i robi mi się dobrze, jestem wtedy szczęśliwy.
Jeszcze mi tylko ogródka do szczęścia brak
[Odpowiedz]
@Tomasz – jesteś absolutnie pewien, że osiągnąłeś maksimum szczęścia?
Wiesz – geniusz nie polega na roztrząsaniu problemów tego świata, tylko na pomaganiu innym w ich przezwyciężeniu
[Odpowiedz]