Dzieci i biznes, czyli jak pogodzić instynkt z ambicją

2

Artykuł ten dedykuję mojej znajomej, która stoi przed trudnym wyborem – kariera, albo rodzina. Nie są to żadne prawdy objawione, nawet nie są to rady – po prostu trochę przemyśleń w temacie. Ambicja Kultura zachodnia do której ze sporymi sukcesami aspirujemy zakłada wolnorynkową konkurencję. Efektem tego jest niespotykane nigdzie indziej bogactwo, które powstaje w wyniku [...]

Zajmuję się doradztwem w zakresie biznesu i marketingu w internecie. Chcesz wiedzieć więcej? Kliknij

Artykuł ten dedykuję mojej znajomej, która stoi przed trudnym wyborem – kariera, albo rodzina. Nie są to żadne prawdy objawione, nawet nie są to rady – po prostu trochę przemyśleń w temacie.

Ambicja

Kultura zachodnia do której ze sporymi sukcesami aspirujemy zakłada wolnorynkową konkurencję. Efektem tego jest niespotykane nigdzie indziej bogactwo, które powstaje w wyniku stałej konkurencji między sobą milionów firm i setek milionów ludzi. Aby zwyciężać trzeba być silniejszym, szybszym, mądrzejszym – lepszym. W tej pogodni za byciem lepszym konieczne są poświęcenia, aby być w czołówce. Większość swojego czasu trzeba poświęcać na pracę i edukację. Niewiele czasu, w porównaniu z innymi kulturami pozostaje na socjalizację i życie prywatne.

Niski współczynnik umieralności, długie życie, prosty model – szkoła, praca, rodzina, emerytura. To wszystko składa się na niski przyrost naturalny. Według mnie, problem jednak tkwi gdzie indziej, w naszych głowach i w tym, jak kultura zachodnia postrzega posiadanie dzieci.

Dzieci

Zacznijmy od tego, że postrzega się je jako obowiązek, ciężar. Dzieci płaczą, chorują, wymagają stałej opieki. Do tego proces ich wychowywania nigdy nie idzie po naszej myśli – próbują używek przed 18 rokiem życia, mają wybryki, za które przychodzi płacić rodzicom. A do tego sporo kosztują – od 100 000zł do 300 000zł i więcej. Mają wymagania – nowa komórka, konsola. Do tego nie chcą się uczyć, tylko zajmują się głupotami.

Ten stek bzdur wpaja nam się poprzez artykuły i książki. Później powtarzają to co poniektórzy i w efekcie mamy kulturę wrogo nastawioną do posiadania dzieci. Jedyny ratunek w kobiecym instynkcie macierzyńskim, który jest w stanie wszystkie te przeciwności obrócić w perzynę i zapewnić kobiecie satysfakcję jakiej w żaden inny sposób nie doświadczy.

Państwo

Z punktu widzenia makroekonomii – im więcej dzieci, tym lepiej. Stąd ulgi podatkowe dla rodzin, programy w stylu „rodzina na swoim”. To wszystko nieskuteczne, bo problem nie jest w portfelu, tylko w głowach. Akurat Ci, którzy najwięcej zarabiają, najmniej starają się o potomstwo. Model 2+1 to model przede wszystkim zamożnych. Ludzie zamożni chcą cieszyć się życiem (podróże, drogie samochody, święty spokój) i robić oszałamiające kariery, a o prokreacji zapominają.

Dawcy

Niektóre kobiety są na tyle samodzielne, że decydują się na posiadanie dziecka z anonimowym ojcem, który nie ma kontaktu z dzieckiem. Problem w tym, że model 1+1 jest jeszcze gorszy niż 2+1 – przynajmniej z punktu widzenia społeczeństwa i ekonomii, choć prywatnie też daleko mu do ideału.

Szczęście

A sprawdzonym od tysięcy lat, dającym najwięcej satysfakcji modelem rodziny jest 2+ więcej niż 2. Dzieci to ogromne szczęście. Nic nie daje w życiu takiej satysfakcji jak sukcesy własnych dzieci, patrzenie jak rosną, jak się usamodzielniają oraz świadomość, że to wszystko dzięki nam. Poza tym, co Ci po karierze, po sukcesach, po nazwisku – choćbyś nie wiem jak wielkim człowiekiem się stał, za kilka pokoleń nikt nie będzie o Tobie pamiętał. Jedyna nadzieja w dzieciach, które jako cząstka Ciebie (w sensie biologicznym i psychologicznym) będą się rozwijały i pewnego dnia tę cząstkę przekażą swoim dzieciom, a one swoim. Tak już ten świat działa.

A opiekę nad dziećmi można po części przynajmniej wyoutsourcować – można przecież zatrudnić pomoc domową, opiekunkę, czasami zjeść na mieście. Dzieci potrzebują miłości, a nie 100% kontroli nad ich życiem. Nadopiekuńczość jest tak samo szkodliwa jak brak opieki. Nikt nie zastąpi dziecku rodziców, ale nie oznacza to, że dziecko musi 100% czasu spędzać pod Twoją opieką. Poza tym dzieci to żadna udręka, tylko radość. Czasami trzeba przewinąć pieluchę, zaopiekować się płaczącym maluchem, zakleić plastrem stłuczone kolano, poczytać bajkę na dobranoc. Czy to aż takie przerażające?

Pieniądze

Pogląd, że dzieci to wysysacze pieniędzy mają przeważnie przedstawiciele średniej klasy. Ludzie zamożni, ale nie bogaci. Dawniej kobiety miewały po 12 dzieci, a rodziny żyły w stanie, jaki dziś możemy określić jako skrajne ubóstwo – i co? I my jesteśmy w dużej mierze potomkami takich rodzin wielodzietnych.

„Nie mogłabym mojemu dziecku odmówić tego, czy tamtego”

Słyszałem już to mnóstwo razy. Akurat dzieci to niesamowicie przedsiębiorcze osóbki. Będą manipulowały rodzicami, jeśli czegoś będą chciały, bo to najprostszy sposób. Jeśli im czegoś odmówisz, nie stanie się tragedia. Zamiast tego lepiej dzieci nauczyć, że same mogą zdobyć to, czego chcą. Na nową komórkę można zapracować – wykonując proste prace po szkole, albo osiągając bardzo dobre wyniki w nauce. Poza tym, dzieci które mają wszystko na skinienie palca, mają często problemy w życiu dorosłym, kiedy zasady „odrobinę” się zmieniają.

Cel

Celem tego artykułu nie jest namawianie kogokolwiek do płodzenia gromadki dzieci. Celem jest pokazanie, że wciska nam się często kit, aby podbić oglądalność portalu, telewizji czy gazety. Warto trzeźwo spojrzeć na swoje życie i na to, co chcemy podczas niego robić. Akurat płodzenie dzieci należy do przyjemniejszych z zajęć, a i pozwala na zaspokojenie sporej liczby potrzeb, zwłaszcza wyższego rzędu. Nieie warto patrzeć na posiadanie dzieci jak na wydatki i obowiązki, choć te się czasami trafią. Przecież posiadanie potomstwa to jeden z najważniejszych, jeśli nie najważniejszych elementów naszego życia, który pozwala nam się spełnić jako rodzic, jako nauczyciel, jako członek większej społeczności i w końcu jako człowiek.



2 Komentarzy

  1. Jerzy Łach pisze:

    Jestem pozytywnie zdziwiony, że znalazł się ktoś, kto nie idzie z prądem i nie głosi poglądów, że dzieci to tylko kula u nogi. Rodzice wygłaszający takie poglądy zwyczajnie nie kochają swoich dzieci.
    Czy p. Michał ma dzieci?

    Pozdrawiam,

    [Odpowiedz]

  2. [...] na blogu Topmenedżera przeczytałem wpis, który z początku gotów bym był wrzucić między bajki. P. Michał ku mojemu (pozytywnemu) [...]

Zostaw Komentarz