Ciąg dalszy walki klas

4

Arek z bloga o pożyczkach internetowych napisał komentarz do mojego wczorajszego wpisu, w którym stwierdził, że ludzie mogą się przemieszczać między klasami, a do tego przynależeć do więcej niż jednej. Przeanalizujmy więc takie sytuacje, zaczynając od tej prostszej. Dynamika klasowa Jeśli ktoś zmienia klasę, zmieniają się również interesy tej osoby. Dostaje ona nowy „zestaw” interesów [...]

Doradca, konsultant i szkoleniowiec w zakresie biznesu i marketingu w internecie, chcesz wiedzieć więcej: Kliknij

Arek z bloga o pożyczkach internetowych napisał komentarz do mojego wczorajszego wpisu, w którym stwierdził, że ludzie mogą się przemieszczać między klasami, a do tego przynależeć do więcej niż jednej. Przeanalizujmy więc takie sytuacje, zaczynając od tej prostszej.

Dynamika klasowa

Jeśli ktoś zmienia klasę, zmieniają się również interesy tej osoby. Dostaje ona nowy „zestaw” interesów do zaspokojenia tracąc przy tym „zestaw” starych. Z punktu widzenia makroekonomii zachodzi jedynie drobna zmiana ilościowa, która nie ma wpływu na ogólną równowagę. Nie jest ważne, czy właściciel kapitału będzie jeden w całej gospodarce (np. monarcha), czy będą ich miliony. Ważne jest to, że grupa właścicieli kapitału będzie posiadała pewną siłę jako całość i będzie w stanie skutecznie walczyć o swoje interesy.

Przynależność do dwóch klas

Teraz możemy po kolei rozważyć wszystkie kombinacje w których osoba przynależy do dwóch klas. W ten sposób tworzą się swego rodzaju subklasy, które nie reprezentują już czystych interesów tylko jednej z klas: pracowników, właścicieli kapitału i menedżerów. Zauważmy przede wszystkim fakt, że przynależność do więcej niż jednej grupy powoduje pewną stratę wynikającą z mniejszej niż możliwa specjalizacji (z uwagi na rozproszenie uwagi) oraz pewną synergię z połączenia dwóch ról zawodowych i społecznych, która powinna tę stratę przynajmniej rekompensować.

Właściciel i menedżer

Zacznijmy od popularnego modelu: przedsiębiorcy. W tym wypadku osoba posiada kapitał i we własnym zakresie go pomnaża, wykorzystując do tego ręce i umysły pracowników. Reprezentuje zatem interes menedżera, który chce otrzymywać wynagrodzenie za swoją pracę oraz interes właściciela kapitału, który chce go pomnażać. Daje to zwykle bardzo dobre efekty, ponieważ jako menedżer osoba ta będzie działała w 100% w interesie właściciela, ponieważ wtedy jej korzyść ekonomiczna będzie maksymalna. Problem w takim układzie mają pracownicy, którzy nie mają zbyt wiele do powiedzenia w takich warunkach. Do pomnażania kapitału jednak ten model nadaje się znakomicie, choć osoba przedsiębiorcy musi w tym samym czasie korzystnie lokować kapitał oraz dobrze nim zarządzać, co tak proste nie jest. W tym wypadku interes właściciela wygrywa, a interes menedżera jest zepchnięty na dalszy plan. Pracownicy są na szarym końcu.

Wariant w którym menedżer posiada jedynie część udziału w zarządzanej spółce sprawdza się w bardzo ograniczonym stopniu, mimo, że teoretycznie powinien działać bardzo dobrze. Udział menedżera musi być bardzo duży i postrzegany przez niego możliwy wzrost wartości jego udziałów bardziej korzystny niż korzyści z realizowania interesów jako menedżer. W przypadku, gdy menedżerowi bardziej opłaca się brać pensję niż zwiększać wartość przedsiębiorstwa, jest to zupełnie nieefektywne rozwiązanie.

Właściciel i pracownik

Kolejny ciekawy przykład z życia wzięty. Co jeśli pracownicy będą posiadać akcje przedsiębiorstwa w którym pracują? Czy będą bardziej lojalni? Nie sądzę. Czy będą lepiej pracować? Akurat. Czy interes firmy będzie ważniejszy od interesu własnego? Ani odrobinę.

Powyższe rozwiązanie nie prowadzi według mnie do niczego dobrego. Jedynym możliwym plusem może być to, że pracownicy mogą w takim wypadku wywierać większy wpływ na menedżerów (jako właściciele), ale muszą być oni zorganizowani i posiadać znaczne udziały w spółce. W praktyce raczej nie spotykane.

Menedżer i pracownik

Jeśli osoba jako menedżer odpowiada przed właścicielami kapitału, a jako pracownik samemu sobie, to która rola wygra? Naturalnie rola menedżera. W praktyce raczej nie występuje takie połączenie, ponieważ jest skrajnie nieefektywne – osoba w roli menedżera i pracownika może być dobrym menedżerem, ale praktycznie zawsze będzie słabym pracownikiem. Bo jak np. rozliczyć siebie samego i zdecydować, czy przyznamy sobie premię, czy nie? Można zapewne spotkać wyjątki od tej zasady, ale będą to raczej pojedyncze zachowania, które w długim terminie i tak sprowadzą się do realizacji interesu przede wszystkim menedżera. Zwłaszcza, że wpływ właściciela kapitału na menedżera jest dużo większy niż wpływ pojedynczego pracownika na właściciela.

Sam sobie sterem, żaglem i okrętem

Przedsiębiorstwa jednoosobowe uosabiają ten model: jedna osoba jest pracownikiem, menedżerem i właścicielem kapitału. Traktowałbym to jednak jako stan przejściowy, z prostej przyczyny: z tych trzech ról, większość ludzi chciałaby być jedynie właścicielami kapitału i będzie dążyć najpierw do wyeliminowania roli pracownika, która pochłania najwięcej czasu, a daje najmniej efektów, następnie roli menedżera, która również pochłania wiele czasu, a daje średnie efekty. Do przejścia na poziom właściciela kapitału, potrzeba jednak sporej gotówki, tak aby wypracowany % od kapitału wystarczył na podzielenie się z pracownikami, menedżerami i do tego jeszcze sporo zostało dla właściciela.

Zawsze ktoś wygrywa

W efekcie jedna osoba pełniąca różne role, praktycznie zawsze będzie miała interes nadrzędny związany z jedną z nich. Tak więc pracownik-właściciel będzie realizował przede wszystkim interes pracownika, menedżer-właściciel – interes właściciela, pracownik-menedżer – menedżera. Osoba łącząca wszystkie trzy role, za interes nadrzędny będzie miała w długim terminie interes właściciela, choć może się zdarzyć, że wybierze interes menedżera lub pracownika. W każdym wypadku wygrywa tylko jeden interes, więc nie zmienia to ogólnej koncepcji i płynących z niej wniosków.



4 Komentarzy

  1. Arek pisze:

    Dzięki za umieszczenie linka do mojego bloga w treści artykułu. Z wszystkimi wnioskami w tym wpisie zgadzam się, to logiczne że każdy będzie dbał o swoje interesy.
    Zauważ też sytuację w której ktoś inwestuje w akcje, pracuje na etacie i nadzoruje budowę własnego domu – duża część „zwykłych” ludzi może zaliczyć się do wszystkich trzech grup.

    Niepokoi mnie natomiast teza z poprzedniego wpisu że państwo musi regulować stosunki między grupami społecznymi – a w rzeczywistości to regulacje państwowe są źródłem braku równowagi.

    Jeden z wniosków z poprzedniego wpisu:”menedżerowie nie obrywają ponieważ bez względu na to, kto ma dominującą pozycję są w stanie przenieść presję na inną grupę” Czy na konkurencyjnym wolnym rynku któryś z właścicieli majątku będzie zatrudniał słabego menadżera? Być może, ale wtedy szybko wypadnie z rynkowej gry. Czy na wolnym rynku pracownicy dadzą zmuszać się do pracy na niekorzystnych warunkach czy raczej zmienią pracodawcę? Zmienią pracodawcę!

    Na wolnym rynku zwycięża efektywność na każdym szczeblu, nagradzana jest współpraca dla wspólnego dobra, a klasy to nietrafiona koncepcja .

    [Odpowiedz]

  2. Arku, masz prawo do własnych opinii, podejmując jednak polemikę, a mianowicie:
    Sytuacja z osobą pracującą na etacie, inwestującą w akcje i budującą dom, to żaden dylemat. Taka osoba za główne źródło dochodu uważa swoją pracę, inaczej zajmowałaby się tylko kapitałem, więc interesy pracownika są jej najbliższe. Renta z kapitału jest tylko dodatkiem.

    Państwo musi regulować stosunki między grupami, bo kto inny może to robić? Bez regulacji jedna z grup wygrywa, w efekcie mniej mają wszyscy. Problem nie w tym, że Państwo musi ingerować, ale w tym jak to robi. To, co widzimy w naszym kraju jest wciąż w dużej mierze spuścizną chorego systemu w którym rządziła jedna klasa. Nie chodzi o to, żeby na każdym kroku były regulacje, wręcz przeciwnie. Państwo ma być jedynie strażnikiem równowagi i porządku.

    Kolejna kwestia: menedżer na wolnym rynku. Założyliśmy, że menedżer jest specjalistą od biznesu – to znaczy, ze potrafi zarządzać kapitałem i ludźmi, dzięki czemu przedsiębiorstwo funkcjonuje i wszyscy mają więcej. Problem nie w umiejętnościach, tylko w motywacji. Jeśli pracownicy strajkują, menedżer nadal pobiera pensję. Jeśli właściciele bankrutują, menedżer zmienia firmę – bo przecież potrafi pomnażać kapitał. I nie ma w tym nic złego.
    Problem w tym, że kiedy akcjonariat jest skrajnie rozproszony, kto zatrudnia menedżera? Walne zgromadzenie akcjonariuszy na którym prawie nikt się nie pokazuje i w dużej mierze decyzja jest podyktowana wsadzeniem własnego człowieka na stanowisko przez tych, którzy się akurat pojawią. Tytuł poprzedniego artykułu brzmi: patologie kapitalizmu, to są wypaczenia do których dochodzi, a dochodzić nie powinno.

    Pracownicy na wolnym rynku. Pracownicy na wolnym rynku byli w erze industrializacji. Szczerze polecam lekturę „Ziemi Obiecanej” – tam jest świetnie zobrazowane ile pracownik miał wtedy władzy i jak bardzo się o niego troszczono.

    [Odpowiedz]

  3. Arek pisze:

    Dzięki za obszerne przedstawienie Twojego zdania. Podsumowując: zgadzam się z Tobą że rozproszony akcjonariat nie podejmuje najlepszych decyzji, że regulacji powinno być jak najmniej.
    Różnimy się jedynie w podejściu do państwa – według mnie grupy zdobywają przewagę nad innymi dzięki aparatowi przymusu państwowego, według Ciebie bez regulacji jedna z grup wygrywa.

    Pozdrawiam.

    [Odpowiedz]

  4. Arek – grupy rzeczywiście wykorzystują Państwo jako źródło utrwalania swej przewagi. Jednak zakładając, że 3 grupy działałyby na Państwo z równą siłą, żadna z nich nie uzyskałaby przewagi.

    Problem według mnie jest w tym, że słabe Państwo daje sobie wchodzić na głowę tym, których powinno nadzorować.

    Silne państwo z drugiej strony nie pozwala żadnej z grup na dominację i przyczynia się do zachowania równowagi.

    Niestety według mnie demokracja jest ustrojem z bardzo słabym Państwem, stąd bywa targana różnymi interesami.

    [Odpowiedz]

Zostaw Komentarz